Sprawdzamy czy najnowszy dodatek Super Limit Breaking NEO do Dragon Ball: Sparking! ZERO może spełnić oczekiwania zagorzałych fanów bijatyk i kultowych Smoczych Kul.
Super Limit Breaking NEO jest pierwszym dodatkiem do Dragon Ball: Sparking! ZERO na który faktycznie bardzo mocno czekałem od samej zapowiedzi. Bandai Namco przygotowało rozbudowany tryb dla jednego gracza z wieloma wyzwaniami, mnóstwo postaci w tym Vegetę z serii GT do którego mam szczególny sentyment, a także w pełni zniszczalne mapy. Sprawdziłem zatem czy liczne nowości jakich doczekała się gra wystarczą, aby uzasadnić wydanie 160 złotych (w PS Store w moim przypadku). W produkcję grałem na PlayStation 5.
Dragon Ball: Sparking! ZERO – Super Limit Breaker NEO
Czy Super Limit Breaking NEO jest warte swojej ceny?
O tym czym jest Dragon Ball: Sparking! ZERO, jak się w to gra i co oferuje nie będę wspominał, bowiem recenzję tej gry napisał już Jakub Zagalski. Zachęcam zatem do jej nadrobienia, tymczasem tutaj skupię się wyłącznie na nowościach zaproponowanych w największym DLC jakie trafiło do tej pory do gry, w ramach obchodów 40-lecia Dragon Balla.
Dragon Ball: Sparking! ZERO – Super Limit Breaker NEO
Największą nowością jest przede wszystkim rozbudowany, zupełnie nowy tryb dla jednego gracza o nazwie Limit Breaker Journey. W jego ramach można wybrać swoją ulubioną postać (czy kogoś dziwi, że wybrałem Vegetę?), a następnie można ją rozwijać poprzez zdobywanie doświadczenia, dostosowywać jej umiejętności oraz styl walki (również podłapany od przeciwników) i próbować osiągnąć możliwie jak najwięcej pokonując kolejnych, coraz trudniejszych rywali. Ten tryb pozwala na pewną swobodę, bowiem na dostępnej mapie to my sami wybieramy jakie działania chcemy podjąć. Jest to o tyle fajne, że nie czeka nas bezrefleksyjna walka od jednego przeciwnika do drugiego, ale zarządzanie energią, fasolkami, które ją odnawiają i możliwościami naszej postaci. W każdej rundzie na mapie jest kilku przeciwników. Im dalej się znajdują, tym więcej zużyjemy energii, aby się do nich dostać. Rywale mają też swoje poziomy. Możemy iść na łatwiznę i pokonać kogoś o niskim levelu, albo rzucić się na silniejszych od siebie. Oczywiście jak zawsze coś za coś, więc większe wyzwanie oznacza również więcej zdobytego doświadczenia, ale trzeba pamiętać, że pojedynki wcale do łatwych nie należą i mogą nas kosztować mnóstwo energii.
Dragon Ball: Sparking! ZERO – Super Limit Breaker NEO
Jeśli przeszacujemy nasze możliwości i przegramy walkę, wówczas odpadniemy z przygody, ale nie na zawsze. Na tym właśnie polega przełamywanie swoich limitów, co wielokrotnie pokazywali nam w mandze i anime Goku oraz Vegeta. Upadamy, ale nasze ulepszone statystyki zostają, więc wracamy do nowego boju silniejsi niż wcześniej, gotowi na przekraczanie kolejnych granic. Ostrzegam jednak, że zadanie wcale nie będzie łatwe. Nawet na poziomach łatwym i normalnym bywają przeciwnicy, którzy nie dadzą nam wykonać ruchu. Żeby było jeszcze trudniej to im dłużej walczymy tym rywale stają się silniejsi, więc cały czas trzeba nie można pozwolić sobie na chwilę relaksu. Choć Dragon Ball: Sparking! Zero oferuje tak zwane bitwy epizodyczne, które niejako są kampanią fabularną, a nawet DLC dorzuciło kolejne cztery, to jednak Limit Breaking Journey zrobiło na mnie o tyle lepsze wrażenie, właśnie dlatego, że nie odtwarzamy znanych już wydarzeń ze świata Dragon Balla, tylko tworzymy własną unikatową postać, którą prowadzimy według własnego uznania. Co więcej, z takiej postaci możemy również korzystać w kilku innych trybach rozgrywki co jest bardzo fajnym dodatkiem.
Dragon Ball: Sparking! ZERO – Super Limit Breaker NEO
Choć sama konstrukcja trybu jest fajna i mam tu na myśli zarządzanie swoimi siłami i energią, tak Limit Breaker Journey ma jeden poważny problem – brak konkretnego celu. Jedyne co może nakręcać do dalszego działania to kolejne walki i chęć stawania się silniejszym, ale jeśli gracz nie będzie miał samozaparcia to szybko zacznie odczuwać nudę. To po prostu rozgrywanie kolejnych pojedynków okraszonych ryzykiem odpadnięcia i powrotu na początek zabawy. Jest to zatem tryb w którym gramy tak naprawdę dla samego siebie i poza lepszym bohaterem, satysfakcją z jak najdłuższego utrzymania się na polu walki oraz jakimiś nagrodami po drodze jak Zeni lub Smocze Kule, nie osiągniemy tu niczego więcej.
Dragon Ball: Sparking! ZERO – Super Limit Breaker NEO
GramTV przedstawia:
DLC przyniosło także 33 nowe postacie ze wszystkich serii, czyli Dragon Ball, Dragon Ball Z, Dragon Ball GT oraz Dragon Ball Super. Roster jest teraz naprawdę ogromny, choć nadal uważam, że mocno naciągany, ponieważ twórcy gry liczą każdą transformację jako osobną postać, co jest dla mnie niesamowicie dziwne. Dragon Ball: Raging Blast 2 miało ogromny roster bohaterów i nie musiało się przy tym bawić w takie zabiegi. Tak czy inaczej do gry trafiło sporo mało popularnych bohaterów z których część być może przepadnie bez echa, ale na pewno są mega fajne jako ciekawostka i zawartość misji „100 wyzwań” w których musimy stoczyć właśnie sto walk, uzyskując jak najlepsze wyniki. Cieszy mnie jednak fakt dodania wielu postaci pominiętych wcześniej, dlatego w końcu mogę pograć pierwszymi formami Vegety z serii GT, który miał kilka swoich momentów w anime (opór wobec Baby’ego, walka z Super 17, odwaga w krytycznej sytuacji wobec Li Shenrona).
Dragon Ball: Sparking! ZERO – Super Limit Breaker NEO
O ile o samych postaciach nie ma co się rozpisywać, ponieważ to kwestia gustu i wygody gracza (wszak każdy bohater ma swój zestaw umiejętności i styl walki), tak warto wspomnieć o łańcuchach ataków. Twórcy dodali nowe kombinacje, w których możemy rozpocząć okładanie przeciwnika jedną postacią, by w trakcie przełączyć się na drugą i wejść do bitki w efektowny sposób, zadając dodatkowe obrażenia rywalowi. Niektóre połączenia są bardzo efektowne, ale nie są one game changerem. To po prostu uzupełnienie istniejących już od premiery możliwości. Przy okazji – jest to część darmowej aktualizacji udostępnionej wraz z DLC, ale skoro już z niej korzystałem podczas ogrywania dodatku to myślę, że warto było przy okazji o tym wspomnieć.
Dragon Ball: Sparking! ZERO – Super Limit Breaker NEO
To co jednak robi niesamowite wrażenie to cztery nowe mapy, które możemy kompletnie zniszczyć i to w całkiem przemyślany sposób. Moim zdaniem najlepiej obrazuje to Pałac Dendiego. Jeśli pamiętacie pierwszy odcinek Dragon Ball GT, w którym Goku i Uub zdewastowali pałac lub jeden z odcinków Dragon Ball Z, gdy to samo zrobił Buu, to spieszę powiedzieć, że możecie osiągnąć taki sam efekt. Uważam nawet, że to powinno być standardem na wszystkich mapach od premiery. Dragon Ball i potężne ataki postaci zawsze kończyły się jakąś destrukcją i dopiero na tych czterech mapach jest to pokazane tak jak powinno to wyglądać. Co więcej, cała destrukcja nie wynika z jakiejś losowości. Jeśli ciśniemy przeciwnikiem o wieżę to runie albo jej część, albo cała w zależności od tego w jaki sposób zderzy się z obiektem. Jeśli uderzymy potężnym Final Flash w konkretne miejsce mapy to rozwali się właśnie ta część lokacji, a potęga rozwałki będzie zależna od siły ciosu. Wszystko zatem wygląda naturalnie i zdecydowanie pogłębia imersję podczas niesamowicie intensywnych walk. Myślę, że jest to jedna z najlepiej wykonanych rzeczy. Za każdym razem cieszy oko i twórcy powinni pomyśleć o tym samym w przypadku innych lokacji.
Dragon Ball: Sparking! ZERO – Super Limit Breaker NEO
Pytanie teraz czy 160 złotych za DLC w wersji na PlayStation 5 to odpowiednia cena? Spodziewam się, że stworzenie tak wielu nowych postaci i rozwalających się map mogło wymagać sporo pracy, ale tryb Limit Breaker Journey to po prostu zestaw randomowych walk, które równie dobrze moglibyśmy sami tworzyć w specjalnym trybie, który też jest zaimplementowany w grze. Tutaj jedynie zbieramy za to doświadczenie i usprawniamy postać – w tak dużym uproszczeniu. Myślę, że stówka Lub maksymalnie 120 złotych byłoby bardziej adekwatne.
Dragon Ball: Sparking! ZERO – Super Limit Breaker NEO
Super Limit Breaker NEO rzeczywiście dodaje najwięcej w historii gry Dragon Ball: Sparking! ZERO i myślę, że w ostatecznym rozrachunku nie zawiedzie fanów. Popularna bijatyka stała się teraz jeszcze bardziej kompletna, zachowując przy tym swoją tożsamość i wciągający gamepley. Cena może troszkę blokować, ale nowe mapy, spory roster postaci oraz dreszczyk emocji i zarządzanie jakie dostarcza tryb Limit Breaker Journey powinny zadowolić fanów Dragon Balla – przynajmniej na jakiś czas. Wszystko zależy od tego czy lubicie przekraczać własne granice, nie mając przy tym określonego celu.
7,0
Sporo nowej i ciekawej zawartości, ale główny tryb Limit Breaker Journey na dłuższą metę nieco zawodzi.
Plusy
Ciekawe zarządzanie postacią i energią w Limit Breaker Journey
W nowym trybie całość decyzji spoczywa w rękach gracza
Wyzwania w trybie Limit Breaker Journey są na odpowiednio wysokim poziomie
Możliwość korzystania ze swojej postaci z LBJ w innych trybach rozgrywki
Mapy z pełną destrukcją robią ogromne wrażenie
Dodano część bardzo fajnych postaci
Minusy
Limit Breaker Journey nie ma celu, więc może się szybko znudzić, jeśli gracz nie będzie miał samozaparcia
Niektóre postacie znacząco powiększają roster, ale w rzeczywistości są raczej zbędne
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!