Mimo zmiany tytułu Szwedzi z Tarsier Studios nadal robią tę samą grę – tym razem ocierając się o perfekcję.
Little Nightmares to seria, której przyszłość ewidentnie przegrała z polityką korporacyjną. Po tym jak Embracer Group kupił zlokalizowane w Malmö Tarsier Studios, deweloper zakończył współpracę z Bandai Namco i związał się z THQ Nordic, również należącym do Embracera. Szwedzi nie chcieli robić czegoś zupełnie nowego, a dokładnie taką samą grę, tylko bez zewnętrznego partnera. Wszystko miało zostać “w rodzinie”. W efekcie zrodziły się dwie kontynuacje Little Nightmares. Pierwsza, oficjalna trójka powstała nakładem pracy Supermassive Games. Druga, nieformalna, to nowe IP Tarsier Studios. To właśnie to, na co fani powinni najmocniej ostrzyć sobie zęby.
Reanimal to nic innego jak kolejne Little Nightmares – jakiekolwiek inne porównania są zbędne, bo te dwie marki praktycznie nic nie dzieli, a łączy niemal wszystko. Zachowany jest więc każdy możliwy schemat, z całkowitym brakiem szerszego wprowadzenia fabularnego i dziećmi w roli głównej na czele. Przynajmniej tak się wydaje, bo czym są te postacie trudno na 100% ocenić. Tarsier Studios idzie też kierunkiem, który obrało zeszłoroczne Little Nightmares III, które dodało do rozgrywki kooperację. Zabawę zaczynamy z dwójką bohaterów, chociaż w tej produkcji postaci będzie więcej. Wszystkie łączy wspólne zagrożenie i przeszłość, którą co bystrzejsi gracze być może zrozumieją.
Nowy, dziecięcy koszmar
W kwestii narracji nie ma wielkich zmian względem Little Nightmares, chociaż nie można napisać, że nie ma ich w ogóle. Przede wszystkim postacie przemówiły (jest nawet polski dubbing), chociaż to raptem kilka bardzo krótkich zdań. Sama opowieść jest niezwykle mroczna i związana z koszmarem spowodowanym tym, co bohaterowie zrobili. Nie jest łatwo wszystko zinterpretować, chociaż mam wrażenie, że tym razem Tarsier Studios nieco jaśniej prezentuje to, co chce powiedzieć. Nadal jednak jest to fabuła wymagająca głębokiej interpretacji.
Podobnie jak w Little Nightmares, fundamentem każdego rozdziału jest motyw przewodni oraz wielki przeciwnik, który stoi nam na drodze. W Reanimal każdy rozdział jest inny i każdy ma w sobie wielkiego wroga, z którym prędzej czy później będzie trzeba się skonfrontować. Tutaj widać pierwsze, ogromne różnice między Reanimal a Little Nightmares III. Ta druga gra jest bardzo dobra. Mimo wszystko obie dzieli przepaść w kwestii różnorodności i rozmachu. Tarsier Studios wzniosło się na wyżyny, oferując odmienne od siebie etapy, z innymi pomysłami na gameplay i bossem. Znacznie więcej jest też dynamicznych, oskryptowanych sekwencji, w których na przykład musimy uciekać przed wrogiem. Niekiedy, w połączeniu z destrukcją otoczenia i perfekcyjną reżyserią, bardziej przypomina to najlepsze akcje z Call of Duty. W tym wypadku to wyjątkowy komplement.
Little Nightmares III to dobra gra, z którą miło spędziłem czas, ale nieco brakowało mi w niej emocji na najwyższym poziomie. Już dwójka miała tego więcej. W Reanimal deweloper wchodzi na znacznie wyższy poziom, robiąc ze swojej gry spektakularne AAA. Skala i rozmach są w tej produkcji na niesamowitym poziomie, a ostatni etap, czyli pole walki, to prawdziwy majstersztyk – jest tam absolutnie wszystko, od mroku i dramatu wojny, przez dynamiczne sekwencje akcji, kończąc na robiącej ogromne wrażenie walce z bossem. To jeden etap, ale z innymi jest podobne. Raz odwiedzamy opuszczony, wielki dom, pełen innych “dzieci”, które ukrywają się w cieniu, bo światło słoneczne jest dla nich zabójcze. Wielkie wrażenie robią też “wodne” sekwencje czy krótka wizyta na polu z wielką stodołą wypełnioną świniami. W Reanimal praktycznie nie ma żadnego poziomu, który jest pozbawiony czegoś ekscytującego i kreatywnego. To wielka różnica względem Little Nightmares III, któremu zabrakło odwagi do szokowania gracza niezwykłymi pomysłami.
GramTV przedstawia:
Różnice między Reanimal a Little Nightmares nie sprowadzają się tylko do skali. Tarsier Studios dodało do rozgrywki kilka nowości. Mamy między innymi poruszanie się pojazdami – raz zdarzy nam się prowadzić busa, ale więcej czasu spędzimy na łódce. Doszła też walka. Może nie jest szczególnie rozbudowana, ale wprowadziła nieco więcej dynamiki do rozgrywki. Dobrze też, że jest dawkowana, przez co nie zamieniła mocno nastawionego na atmosferę horroru w grę akcji. Wręcz przeciwnie, proporcje są perfekcyjnie dobrane i sprawiają, że Reanimal otrzymał dokładnie taką dawkę świeżości, jakiej potrzebował.
Jest to o tyle istotne, że rozpoczynając grę miałem w głowie pewien problem, który powinien dopaść Reanimal. Little Nightmares miało niesamowitą świeżość, bo było czymś zupełnie nowym i ekscytującym. Dwójka dodawała znacznie większy rozmach i wiele emocjonujących momentów. Trójka, z całej “trylogii” najsłabsza, jako pierwsza zaoferowała kooperację. Wydawało się więc, że Reanimal wszystko robi lepiej, ale zabraknie mu czegoś własnego i odświeżającego. Ostatecznie jednak okazało się, że obawy były bezpodstawne. Im dłużej grałem, tym więcej odkrywałem tych nowych rozwiązań, które jeszcze mocniej urozmaicały rozgrywkę. Do tego skala gry, mimo że nie jest wyjątkowo długa, sprawia że emocje jak weszły na najwyższy poziom, tak nie opadły aż do napisów końcowych.
W parze raźniej, ale samemu też dobrze
W bezpośrednim pojedynku między Reanimal a Little Nightmares III werdykt jest bardzo prosty i niezwykle bolesny dla Supermassive Games. Szwedzi z Tarsier Studios stworzyli grę genialną, a oni tylko dobrą. Nawet w kwestii kooperacji są znacznie słabsi. Obie gry są projektowane tak, aby dobrze grało się samemu, jak i z partnerem. Mimo wszystko Reanimal ma więcej momentów, w których współpraca jest istotna. W Little Nightmares III to była raptem jedna mechanika synchronicznego skakania po metalowej pokrywie. Reanimal robi więc wszystko znacznie lepiej. Dosłownie wszystko.
Dla miłośników takich klimatów Reanimal jest więc nowym klasykiem. To wspaniała gra, wybitnie wyreżyserowana, świetnie wyglądająca i brzmiąca, z klimatem tak gęstym, że po zatopieniu się w nim ciężko się uwolnić. Rozmach i liczba kreatywnych pomysłów są tak duże, że rozgrywka trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty. W tę grę gra się z wielką przyjemnością, ale w wielu momentach zamienia się to w przeżycie – dokładnie takie, jakiego oczekują miłośnicy mocnych wrażeń.
Nie mam więc wątpliwości, że Reanimal to najlepsze Little Nightmares w historii, jednocześnie wyciskające z tej koncepcji absolutnie wszystkie soki. W temacie atmosfery, różnorodności, emocji i poziomu wykonania to światowa czołówka. Przez całą recenzję na nic nie narzekałem, bo faktycznie ciężko wskazać jakiś wyraźny problem. Może gra powinna być nieco dłuższa, ale to raczej niewielki zarzut. Ostateczny werdykt – w swoim gatunku to prawdziwa perełka.
8,7
Mimo zmiany nazwy Tarsier Studios nadal robi tę samą grę i tym razem ociera się o perfekcję.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!