Recenzja I Hate This Place – Nienawiść czy jednak miłość?

Mateusz Mucharzewski
2026/01/28 16:00
1
0

Komiksowa licencja, odrobinę Darkwooda i horrorowe doświadczenie Bloober Team – czy to wystarczy na dobrą grę?

Recenzja I Hate This Place – Nienawiść czy jednak miłość?

Kiedy Bloober Team ogłaszał podpisanie umowy licencyjnej ze Skybound Entertainment, część fanów, o ile w ogóle dowiedziała się o niej, mogła się rozmarzyć – nowe The Walking Dead od mistrzów horroru! Krakowski deweloper miał jednak zupełnie inny plan. Porozumienie ze znanym producentem komiksów powstało dla celów nowej inicjatywy Bloobera, czyli quasi wydawcy Broken Mirror Games, który ma pozwolić na połączenie doświadczenia dewelopera z niezależnymi studiami. Teraz jesteśmy świadkami pierwszych efektów tego pomysłu, w postaci horroru I Hate This Place, który dla Bloober Team stworzyło również krakowskie Rock Square Thunder.

Wielkiej ekscytacji grą przed premierą nie było, co ma wiele poważnych powodów – mało znany deweloper (na koncie ma tylko mocno przeciętne i mało znane The Lightbringer), daleka od mainstreamu komiksowa licencja i skromny marketing. Nie pomaga też to, że I Hate This Place wygląda jak przyzwoita gra – ciężko do czegoś się przyczepić, ale też trudno wskazać jakieś wyróżniające się elementy. Mam więc świadomość, że niewiele osób zainteresuje się recenzją tej produkcji. Ci, którzy jednak to zrobią, poznają nie przyzwoitą, a sympatyczną grę – może bez wielkiej charyzmy, ale za to z całkiem sporymi pokładami grywalności.

Komiksowe I Hate This Place to horror sprawnie korzystający z oklepanych dla gatunku motywów, ale ubierający je w wiele nieprzewidywalnych elementów połączonych ze slasherem i sporym dystansem do siebie. Taka z początku próbuje być gra, która nie raczy nas godnym 2026 roku wprowadzeniem, tylko od razu prezentuje scenę, w której główna bohaterka wraz z koleżanką próbują wykonać jakiś rytuał przywołania rogatego potwora. Towarzyszka znika bez śladu, a protagonistka musi wyjaśnić o co chodzi z tym przeklętym miejscem. Zdecydowanie brakuje tutaj solidnego wstępu. Aż prosi się o komiksowy przerywnik, który wprowadza nas w klimat czy zaprezentuje bohaterów. Cyfrowe I Hate This Place nie robi tego, co zresztą wpisuje się w koncepcję gry, która jest bardzo oszczędna w komunikowaniu się z graczem.

Ranczo z lekką domieszką Stranger Things

Fabuła jest mocno oklepana i mało zaznaczona. Co więcej, na wzór komiksu, przydałoby się więcej wyrazistych elementów, które przełamują klisze. Produkcji zespołu Rock Square Thunder zdecydowanie brakuje charyzmy i odwagi – bez względu na to czy mówimy o dialogach, postaciach czy designie świata. Pojawiające się na ekranie, pisane komiksową czcionką onomatopeje (np. przy chodzeniu po szkle czy kałuży) to zdecydowanie za mało, aby zaznaczyć unikatowy klimat i podkreślić korzenie tej licencji. O ile więc dużo jest w tej grze do chwalenia, tak nie mogę nie zacząć od stwierdzenia, że pod kątem klimatu growe I Hate This Place jest nieco przezroczyste.

Paradoksalnie I Hate This Place bliskie jest innej polskiej gry, która akurat ocieka klimatem. Chodzi o mroczne Darkwood, z którego nowy tytuł czerpie pomysł na rozgrywkę. Tutaj również motywem przewodnim jest brak znacznika na mapie. Na samym początku kampanii trafiamy do zamkniętego, opuszczonego laboratorium. Takich lokacji jest w grze kilka i każda z nich wymaga dużo eksplorowania oraz szukania sposobów na otwarcie zamkniętych pomieszczeń. Na powierzchni z kolei mamy przed sobą relatywnie małą, otwartą przestrzeń do zwiedzenia. Tutaj jesteśmy zdani kompletnie na siebie. Gra ma dziennik misji, ale nie jest on zbyt szczegółowy. Nie ma więc wyraźnie określonego celu i znaczników – gracz sam musi wykombinować gdzie pójść i co należy zrobić.

Mapa nie jest duża, a więc obejście jej w całości nie jest większym problemem. Mimo wszystko są momenty, w których można się zgubić. Przykładowo, kiedy znajdujemy rażący prądem pistolet gra nie informuje, że za jego pomocą można “naładować” skrzynki elektryczne, co pozwala otwierać niektóre drzwi. Pytanie czy każdy sam do tego dojdzie. Są też sytuacje, w których musimy znaleźć coś lub kogoś i nie zawsze wiadomo gdzie należy pójść. Oczywiście w większości przypadków łatwo się domyślić jaki jest cel, bo gra potrafi prowadzić gracza niewidzialną ręką, ale niestety są momenty, w których można, czasami przypadkowo, utknąć. Wtedy I Hate This Place nie ma żadnych mechanizmów, które mogą pomóc. Przykładowo dziennik jest zbyt mało przydatny, podobnie zresztą jak dość ogólnikowa mapa.

Paradoks gry prostej i rozbudowanej jednocześnie

Kiedy jednak wiadomo co należy zrobić, rozgrywka w I Hate This Place sprawia sporo radości. To gra, która jednocześnie jest prosta w budowie i bardzo rozbudowana. W przypadku walki, mimo kilku rodzajów broni, zazwyczaj najlepiej sprawdza się skradanie i omijanie wrogów, bo w większości są dosyć wytrzymali. Sporą frajdę sprawia też samo eksplorowanie lokacji pełnych skrzyń z przydatnymi przedmiotami czy odblokowywanie kolejnych pomieszczeń. Gra nie jest bogata w maksymalnie dopieszczone mechaniki, ale mimo wszystko rozgrywka pozwala się wciągnąć. Być może właśnie dzięki częstym nagrodom w postaci progresu (lokacje nie są specjalnie duże) czy przedmiotów.

GramTV przedstawia:

Co w takim razie jest wyjątkowo rozbudowane? W grze jest całe mnóstwo przedmiotów do zebrania. Do tego ranczo, które jest centralnym miejscem mapy, może być rozbudowywane. W I Hate This Place łatwo traci się życie, a więc warto mieć wiele apteczek. Szybko zużywa się też amunicję, a do tego konieczne jest regularne jedzenie. Rozwiązaniem jest rozbudowa rancza o nowe funkcje jak ogród, kuchnia czy zagroda dla zwierząt. Brzmi to świetnie, chociaż trzeba pamiętać, że po drodze zbieramy tak dużo rzeczy, że rozwój rancza nie jest zbyt ważny. Budynków czy rodzajów broni jest bardzo dużo, ale też gra nie jest skonstruowana tak, aby trzeba było z tego korzystać.

Tutaj dochodzimy do ważnej cechy I Hate This Place – to z jednej strony mała gra (wielkość lokacji), z drugiej rozbudowana (liczba przedmiotów, broni, budynków do postawienia). To jednocześnie wymagający tytuł (szybko traci się zdrowie, brak znaczników zadań), ale i prosty (przy dużej liczbie zapasów trudno jest zginąć). Brakuje pewnego wypośrodkowania i balansu, który sprawi, że wszystkie składniki tego dania będą podane w odpowiednich proporcjach.

Nie jest łatwo ocenić taką grę. Tutaj wiele rzeczy można było zrobić znacznie lepiej. Cele misji momentami mogłyby być bardziej klarowne (np. dzięki lepszemu dziennikowi), a balans tak skalibrowany, aby lepiej się dopasować do dostępnych możliwości i zmusić gracza do tego, aby korzystał z pełni opcji oferowanych przez grę. Do tego klimat, z którego dało się wyciągnąć znacznie więcej. Co jednak z tego skoro eksplorowanie kolejnych lokacji jest w tej grze po prostu bardzo przyjemne i satysfakcjonujące. I Hate This Place jest więc grą, która gatunku horrorów nie zrewolucjonizuje i to nie tylko dlatego, że kompletnie nie straszy. Może za to być sympatyczną alternatywą dla tych, którzy oczekują rozgrywki z większą swobodą.

Paradoks gry prostej i rozbudowanej jednocześnie, Recenzja I Hate This Place – Nienawiść czy jednak miłość?

I Hate This Place jest więc średniakiem, ale w górnych rejestrach tej kategorii. To mniejsza gra, na 5-10 godzin, która mimo braku większej charyzmy potrafi sprawić sporo przyjemności. Dobrze dla niej, że wychodzi w styczniu, kiedy kalendarz premier jest bardziej łaskawy dla takich tytułów. Może więc wielu z Was sięgnie po debiutancką produkcję blooberowej inicjatywy Broken Mirror Games. To na pewno nie jest szczyt możliwości krakowskiego dewelopera, ale też nie jest to zły początek – raczej taki, na który warto spojrzeć z zainteresowaniem.

7,3
Mało wyrazisty, ale jednak satysfakcjonujący miks Darkwooda z komiksem I Hate This Place
gram poleca
Plusy
  • Przyjemna i satysfakcjonująca eksploracja
  • Walka wymagająca skradania i uważności
  • Sporo rodzajów broni i narzędzi
  • Skala dopasowana do możliwości gry
Minusy
  • Czasami problem z ustaleniem co robić
  • Dziennik powinien być bardziej szczegółowy
  • Rozwój rancza jest troszkę po nic
  • Bezbarwny scenariusz i postacie
Komentarze
1
fruwak1980
Gramowicz
Dzisiaj 19:21

To klasyczna gra 2.5D i klon Syndicate czyli jak zwykle totalna paździerzowa nedzna imitacja oryginalu.Moja ocena to kategoria Z i 0/10