Niespodziewany hit sprzed trzech lat wraca, aby znowu nas rozśmieszyć kosmiczną przygodą pełną absurdu i parodii.
Gry wideo oferują szeroki wachlarz emocji. Często ekscytują, straszą czy dają do myślenia. Rzadko jednak próbują nas rozbawić. Komedia z gamingiem zazwyczaj nie idzie w parze. Tym bardziej zaskakujący był sukces High on Life, który trzy lata temu zachwycił zabawnym scenariuszem pełnym dobrych żartów. Nie było w tym przypadku, skoro studio Squanch Games założył między innymi Justin Roiland, współtwórca genialnego Rick i Morty. Jego gra miała zresztą podobny klimat. Teraz wraca w nowej, jeszcze większej odsłonie, aby ponownie rozbawić graczy.
Pierwsze High on Life zostawiło nas w sytuacji, w której główny bohater stał się najpopularniejszym łowcą głów w całej galaktyce, a teraz nie tylko poluje na kolejnych złoczyńców, ale też wciela się w rolę międzyplanetarnej gwiazdy. Wywiady, reklamy, filmy i kolejne zlecenia przeplatają się, przykrywając pudrem rozsypującą się rodzinę. Rodzice bohatera rozwodzą się, a nowym partnerem jego matki zostaje znany z jedynki Lezduit. Wszystko się wali, a do tego siostra postanawia walczyć o ludzkość na własną rękę. Tak sielankowe życie gwiazdy prysło w mgnieniu oka.
W High on Life 2 nie jesteśmy tym dobrym – aby ratować siostrę przyłączamy się do ruchu próbującego siłą uchronić ludzi przed zagładą. Zła Big Pharma chce ich zamieniać w pigułki i prowadzi niebezpieczne eksperymenty. Bohater porzuca swoje dotychczasowe życie i jednocześnie sam staje się celem dla łowców głów. Sytuacja jest nieciekawa, ale teraz za późno na wycofanie się. Jak można się domyślić, High on Life 2 nie będzie tylko grą o bohaterze ratującym ludzkość – w czasie kampanii weźmiemy udział w wielu niecodziennych wydarzeniach, jak ratowanie ojca z ziemskiego kultu, udział w konwencie polityków czy rodzinny obiad. W pokręconej, patchworkowej familii nawet tak błahe czynności potrafią zaskakiwać.
Pierwszy High on Life był bardzo zabawny i zaskakujący. Drugi miał przed sobą duże wyzwanie, aby wznieść się na jeszcze wyższy poziom. Od pierwszych minut gry widać, że twórcy zrobili co mogli, aby sprostać wysokim oczekiwaniom. Już wstęp jest poprowadzony w bardzo oryginalny sposób, a cała kampania skoncentrowana jest na dialogach, żartach i historii, a nie na czymś innym. Momentami można wręcz odnieść wrażenie, że High on Life 2 jest nieco przegadane. Nie jest to też klasyczny shooter, bo sekcje bardziej narracyjne wręcz przeważają nad strzelaninami. Są nawet momenty, w których na dłuższą chwilę odstawiamy bronie i więcej rozmawiamy niż walczymy.
Tego rozmachu grze nie można odmówić. Twórcom trzeba też przyznać, że mieli mnóstwo kreatywnych pomysłów na postacie czy wydarzenia, w których weźmiemy udział. Jest więc niezwykle intensywnie, a każda minuta rozgrywki jest nieprzewidywalna. Trzeba więc pochwalić deweloperów za to, że wykonali ogromną pracę, aby High on Life 2 był pełen niecodziennych, komediowych sytuacji. Z drugiej jednak strony jakby zabrakło w tym najważniejszego, czyli żartów. W kilku momentach zaśmiałem się na głos, ale ostatecznie nie było tego specjalnie dużo. Każda linijka dialogowa napisana jest w komediowym stylu, ale konkretnych żartów jest moim zdaniem zdecydowanie za mało. Jak na grę, która stoi humorem, jest to solidny problem.
O ile skala gry, w tym efektowne, oskryptowane sceny (np. związane z walkami z bossami), znacząco wzrosła względem jedynki, tak zdecydowanie brakuje mi progresu w kwestii walki. High on Life można było wiele wybaczyć przez brak oczekiwań i zaskakująco dobry humor. Niestety kontynuacja powinna pokazać nieco więcej. W mojej opinii to po prostu mocno przeciętny shooter. W szczególności męczył mnie początek, w którym nie miałem wiele przyjemności z walki. Bronie trzeba było zdecydowanie zbyt często przeładowywać, trwało to za długo, a obrażenia były za małe. Brakowało też uczucia mocy. Z czasem jednak arsenał nieco się zwiększył i pojawiły się pistolety czy karabiny, które oferowały więcej przyjemności. Początek rozgrywki był więc pod tym kątem kiepski, ale później poziom wzrósł do akceptowalnego. Nie zmienia to faktu, że nowe High on Life powinno mieć znacznie lepszy gun play.
GramTV przedstawia:
Odmienne zdanie mam w kwestii sekcji zręcznościowych. Nowością w grze jest deskorolka, z którą związany jest jeden z lepszych żartów w postaci “jutubowego” tutoriala, który zgrabnie parodiuje współczesną twórczość internetowych nauczycieli. Na desce nie tylko jeździmy szybciej i sprawniej, ale też pokonujemy za jej pomocą wiele przeszkód terenowych. Dzięki temu w grze więcej jest dynamicznych momentów, w których atrakcją samą w sobie jest pokonywanie terenu, na przykład jeżdżąc po linach nad przepaścią. Nie jest to wielka innowacja, ale bardzo pasuje do koncepcji gry i dodaje jej kolejną warstwę urozmaicającą rozgrywkę. Wręcz delikatnie poczułem vibe Sunset Overdrive.
Jest jeszcze jeden element gry, który jest moim zdaniem wielkim problemem, zwłaszcza biorąc pod uwagę jak dużym sukcesem było pierwsze High on LIfe. Mimo możliwości, jakie się pojawiły, zespół Squanch Games nie włożył zbyt wiele wysiłku w to, aby ich kolejna gra wyglądała ładnie. Progresu względem pierwszej części za bardzo nie ma. Co więcej, High on Life 2 wygląda po prostu brzydko. Nie jestem fanem kierunku artystycznego, bo dla mnie ta gra jest zbyt pstrokata. To jednak kwestia gustu. Obiektywnie jednak jakość tekstur jest na niskim poziomie. Nawet mimo to w kilku momentach zaobserwowałem spadek płynności animacji (testowałem wersję na PS5). Mam wrażenie, że ta gra jest mało wyrazista, jakby w zbyt niskiej rozdzielczości. Nie wygląda to zbyt dobrze.
High on Life 2 jest więc sequelem zrobionych według schematu “więcej i lepiej”, ale wszystko zostało wykonane na pół gwizdka. Są nowości jak deskorolka. Jest też zwiększenie skali i większa liczba widowiskowych scen. Z drugiej strony oprawa graficzna i system walki wyglądają jakby nietknięte i nadal na poziomie gry z 2022 roku, która już w tamtym czasie swój sukces zawdzięczała czemuś zupełnie innemu. Do tego w wielu miejscach brakuje dobrej reżyserii scen. To tak jakby deweloperzy uznali, że w drugiej części muszą zrobić coś jeszcze lepszego, ale jednocześnie ograniczał ich budżet i czas. Obiektywnie jest więc lepiej, ale odbiera się to jednak jako produkt nieco poniżej oczekiwań.
Najgorsze jednak to, że ta gra nie śmieszy tak bardzo jak jedynka. Poczucie humoru jest kwestią indywidualną, ale jednak w High on Life 2 nie zmienia się styl komediowy względem pierwszej odsłony. To nadal to samo, ale intensywniej. Nie idzie jednak za tym większa liczba powodów do szczerego śmiechu. Można było w scenariuszu upchnąć więcej żartów czy częściej parodiować gry lub inne formy kultury współczesnej. Przykładowo wątek Travisa, nowego pistoletu, jest interesujący, ale mając motyw rozwodzącego się faceta (gnata?) można było pokusić się o nieco więcej.
Czuję więc, że o ile pierwsze High on Life pozytywnie mnie zaskoczyło, tak po sequelu oczekiwałem więcej niż otrzymałem. To nie jest zła gra. Wręcz przeciwnie, bawiłem się całkiem przyjemnie przez około trzy dni (kampania starczy na 10-15 godzin, w zależności od stylu gry i poziomu trudności). Myślę jednak, że w obecnych okolicznościach rynkowych nie jest to nadspodziewanie interesujące doświadczenie, a produkcja, która ma jednak nieco za mało jakości, aby teraz rzucać wszystko i ją ogrywać. Na tym więc polega największy problem High on Life 2 – pierwsza część podniosła poprzeczkę nieco wyżej niż twórcom udało się teraz doskoczyć.
7,3
Solidna gra, chociaż żarty i system walki powinny być wyraźnie lepsze
Plusy
Intensywna kampania, w której ciągle coś się dzieje
Bardzo dobrze wykreowane postacie
Deskorolka wprowadza sporo świeżości
Nieustające pasmo historii z potencjałem komediowym…
Minusy
…w których jednak brakuje większej liczby żartów
Przeciętny system strzelania (zwłaszcza na początku)