Jason Statham bywał już „transporterem” (czyli w istocie kurierem), fachowcem (a konkretnie budowlańcem), pszczelarzem (całkiem dosłownie)... Czym zajmuje się teraz?
Monolith Films
Aż się prosi, by napisać, że zajmuje się tym, co zwykle, czyli kopaniem tyłków, najczęściej złoli, choć nie zawsze jest to jednoznaczne. Tym razem jednak sprawa jest nieco bardziej skomplikowana, a i tonacja filmu Rica Romana Waugha ciut inna, niż przyzwyczaił nas aktor, który słynie z tego, że gustuje w kinie akcji z wyraźnym elementem komediowym i w zasadzie zawsze gra... Jasona Stathama. Przeważnie nasz filmowy bohater jest byłym lub aktualnym wojskowym, komandosem czy agentem wywiadu, często sprzeciwia się przełożonym lub zleceniodawcom, stając po stronie moralnie słusznej, a przynajmniej „słuszniejszej”. Często też chce po prostu żyć w spokoju, ale dawne życie nie chce o nim zapomnieć. Powiedzmy sobie od razu, że i w Samotniku pozycje z typowej dla Stathama listy zostały odhaczone, ze scenami wywołującymi cichy śmieszek włącznie... Teraz jednak publiczność może cieszyć się opowieścią pod paroma względami dojrzalszą i poważniejszą, bardziej ponurą, choć wciąż lansującą przekaz, że ci dobrzy i ci, którzy starają się być lepsi, zachowując odrobinę honoru w świecie niemal go pozbawionym, muszą mieć ostatnie słowo. I wciąż oferującą wygrzew, którego na dobre i na złe oczekujemy po filmach ze Stathamem.
Samotna wyspa
Bohaterem filmu Samotnik (Shelter) jest Mason (Jason Statham), który nie wygląda na duszę towarzystwa i tegoż towarzystwa zdecydowanie nie łaknie. Ma wszystko, czego mu potrzeba – piękny, surowy krajobraz szkockiej wysepki, czas na szkicowanie, dom i wiernego psa, na którego przelewa wszelkie uczucia. Co jakiś czas przybywa łódź, dostarczając mu zapasy – jej załoga to jedyny kontakt ze światem. Pewnego dnia jednak sytuacja dramatycznie się zmienia. Łódź zostaje zatopiona przez sztorm, załoga ginie, ale Masonowi udaje się uratować pasażerkę. I tak na wyspę trafia piętnastoletnia Jessie (Bodhi Rae Breathnach). Dziewczynka jest ranna i... bardzo samotna. Zdążyła już stracić najważniejsze osoby w jej życiu, któremu zresztą przez cały czas zagraża poważne niebezpieczeństwo. To zaledwie początek problemów, te zaś oczywiście wiążą się z przeszłością mężczyzny. Mason nie potrafi odmówić pomocy, gdyż rzeczy, które niegdyś uczynił, straciłyby sens. I jak łatwo się było spodziewać, znów zadziałała zasada „Za każdy dobry uczynek spotka nas zasłużona i nieuchronna kara”. Chemia pomiędzy tą dwójką postaci działa na ekranie świetnie, znalazł się czas na docieranie relacji „dziada z dziczy” z „przybraną córką”. Trochę w tym patologii (bo Mason wie wiele o zabijaniu, ale mniej o opiece i rodzicielstwie), trochę wzruszeń, kilka gagów. Bodhi Rae Breathnach błyszczy w swojej roli, zależnie od sytuacji i emocji, dodając lub odejmując swojej postaci bite dwa lata. Nastoletnia aktorka jest aktualnie na fali wznoszącej (rola w nadchodzącym filmie Eggersa!) i warto będzie obserwować jej karierę.
Monolith Films
Mężczyzna i dziewczynka ruszają w najeżoną ustawicznymi przeszkodami drogę, podczas której dowiadujemy się o dawnym życiu Masona, a także obserwujemy, jak komplikuje się ich relacja. To wątek, który w szorstki, a zarazem ciepły i zabawny sposób eksploruje potrzebę posiadania rodziny – ludzi, którym można choć trochę zaufać i na których można polegać, a przede wszystkim coś znaczą i dają powód do działania. Pojawienie się Jessie narobiło kłopotów, wywróciło życie Masona do góry nogami i nadało mu sens, sprawiając, że przestało być jałowym wpatrywaniem się w fale. Banalne? Może i tak, ale prawdziwe i nietracące na aktualności. Ric Roman Waugh podkreśla, że mało kto chce i potrafi być samotną wyspą, a w przypadku Samotnika czyni to ze swadą, z energią, której próżno szukać w nużącym Greenland 2.Stathamowi i Breathnach udało się wiarygodnie i bez dydaktycznej nachalności oddać proces zadzierzgiwania i wzmacniania wzajemnej więzi oraz niełatwe uczucia pomiędzy ojcem i córką, którymi stali się dla siebie bohaterowie. Nieoczywista rzecz w kinie akcji.
Monolith Films
Na tym tle naprawdę dobrze się sprawdza motyw cienia z przeszłości, odbicia w krzywym zwierciadle. Śladami uciekinierów podąża bowiem wynajęty „specjalista” – Fachura (Bryan Vigier), prawdziwy „samotnik”, ucieleśnione marzenie tajnych służb. Człowiek przynajmniej pozornie wyzuty z większości uczuć i emocji, nauczony bezgranicznej lojalności wobec szefów, którego sensem istnienia jest wykonać zadanie, a nie zadawać pytania i kwestionować jego słuszność. O tej postaci pada wymowne, dobrze wygrane podczas sekwencji malowniczej przemocy zdanie: To on, tylko dwadzieścia lat młodszy.
Ściany mają uszy (i oczy)
Niewiele z tego by się wydarzyło, gdyby nie obecny w Samotniku wątek inwigilacji obywateli przez tajne służby, które jakoś nie chcą się pozbyć przyzwyczajeń rodem z czasów zimnej wojny. Uzbrojone we współczesną technologię – AI i świetne systemy śledzące – mogą zapewnić rządowi niemal nieskończone możliwości manipulacji i kontroli. Tak poznajemy beznamiętnego, wyrachowanego Manaforta (jak zawsze znakomity Bill Nighy). To postać stanowiąca nośną kliszę – przerażająca mumia w garniturze, która przetrwa niejedną zmianę władzy i utrzyma kontrolę, pomimo że oficjalnie została zdyskredytowana. Ot, szara eminencja wciąż pociągająca za sznurki. Do tego człowiek z wizją i poczuciem misji, co czyni go Nemezis głównego bohatera.
Monolith Films
GramTV przedstawia:
Oczywiście, Waugh nie poświęca tej kwestii więcej ekranowego czasu niż absolutne minimum. Samotnik nie eksploruje moralnego problemu inwigilacji, nie koncentruje się na tym, jak można wykorzystać to przeciw obywatelom, i społecznych czy psychologicznych reperkusjach takich nadużyć. Otrzymujemy w ten sposób punkt wyjścia i katalizator dla fabuły, a jednocześnie jej ramy, czyli zestaw kolejnych misji dla bohatera, które musi wykonać, by wyrwać się z matni, a potem wywrzeć srogą pomstę, choć nie tyle w zapalczywym gniewie, co w imię poczucia obowiązku i potrzeby świętego spokoju (jak nie dla siebie, to dla „córki”). Jednak nie tylko. Ten wątek pozwolił przywołać w recenzowanej produkcji klimat starych, dobrych filmów szpiegowskich, co jeszcze uwypuklają technikalia – sposób realizacji scen akcji, ich nader oszczędne dawkowanie przy jednoczesnej brutalności (efekt humorystyczny pojawia się głównie jako groteskowy aspekt naturalizmu, jak na przykład podpalenie napastnika albo powieszenie innego na haku do mięsa).
Monolith Films
Brytyjskie kino przemocy miało w latach 70. i 80. minionego wieku kilka wspaniałych filmów, jak chociażby Dopaść Cartera (Get Carter) - Waugh trochę zerka w tamtą stronę, ale mimo wszystko serwuje nam zamiast krwistego steka mocno przyprawione fish&chips w gazecie sprzed półwiecza. Jest to oczywiście pyszne, po zjedzeniu możemy odczytać coś na zaplamionych stronach, lecz jesteśmy jednak w XXI wieku. Mimo wszystko znacznie lepiej klasyczne elementy takiego kina wykorzystał Ronan Bennett w serialuStrefa gangsterów (Mobland). W podobnym rozpięciu między dekadami znajduje się oprawa dźwiękowa. Reżyser ponownie zaprosił do współpracy Davida Buckleya, co rezonuje na kilku warstwach, bo przecież to kompozytor odpowiedzialny za Jasona Bourne’a sprzed dekady, a Samotnik przywołuje też wspomnienia Tożsamości Bourne’a z Chamberlainem w roli głównej. Będąc przy ekipie od muzyki: scena w klubie, w której ogłuszająca muzyka przykrywa agonię kolejnych wrogów, a dzięki perfekcyjnemu wykorzystaniu elementów otoczenia (kieliszek!) nawet stojące obok osoby nie mogą odnotować od razu czyjegoś zgonu… Cóż, to będzie zapewne ważne case study na jakichś kursach i wykładach dla filmowców w przyszłości.
Monolith Films
Stare i nowe zarazem
Samotnik Rica Romana Waugha to nabuzowany surową energią, epatujący równie surową paletą barw obraz z przesłaniem, że nikt nie chce być tak naprawdę samotny. Nieważne, czy jest steraną życiem maszyną do zabijania, czy rezolutną dziewczynką, którą mimo wieku życie zdążyło już srodze doświadczyć. Porządne kino akcji, które może nie powala nowatorstwem, ale za to ma sznyt oldschoolowych filmów sensacyjnych. To po prostu solidna produkcja w starym stylu brytyjskiego kina przemocy, odwołującego się do działań tajnych służb, lecz dotycząca aktualnych lęków przed permanentną inwigilacją i manipulacją. Świetne ujęcia w zimnych tonacjach i oszczędne, celowe dawkowanie scen akcji, z doskonałą oprawą dźwiękową – Ric Roman Waugh zaprzągł Jasona Stathama do roli dość dla niego typowej, ale przeniósł nacisk na bardziej klasyczne elementy. W efekcie dostajemy chyba najciekawszy w tej dekadzie film ze Stathamem, do tego taki, który z przyjemnością obejrzą osoby spoza fanklubu tego aktora i jego „niekończącej się pracy”.
Monolith Films
6,5
Miks gatunku "Statham gra Stathama" z klasycznymi lękami sprzed półwiecza, ale uzbrojonymi już w cyfrowe kły.
Plusy
Statham dobrze gra Stathama
Film dużo bardziej stonowany od typowych akcyjniaków z tym aktorem
Warto obejrzeć, by potem wspominać, że się kibicowało Bodhi Rae Breathnach, nim została gwiazdą
Świetna oprawa dźwiękowa
Ciekawa paleta barw
Scena w klubie!
Minusy
Dodano za dużo popcornu do dobrze wysmażonego steka
Nic odkrywczego, takie historie opowiadano lepiej przy mniejszych budżetach
Hehe, widzę 6/10 normalnie i myślę "nah". Widzę 6/10 + Statham i wiem dokładnie co dostanę i jestem na to gotowy i chętny. Nawet jeżeli to taki filmowy McDonald.
Jest fajny filmik jak panowie sobie rozmawiają i komik Godfrey śmieje się że nie może czasem zrozumieć co Staham mówi więc zasugerował że kolejnym filmem powinien być Librarian i odegrał Stathama niemal idealnie :-)
https://www.youtube.com/shorts/qRfIHYYJDS8
Co jest zabawne, absolutnie by mnie nie zaskoczyło gdyby taki film powstał bo po latach Stathamowi muszą się kończyć zawody :-P