Recenzja filmu Broad Peak od Netflixa. Ruchomy pomnik

Radosław Krajewski
2022/09/11 15:00

Już wkrótce na Netflixie zadebiutuje nowy film, opowiadający o życiu jednego z najwybitniejszych polskich himalaistów.

Podobnie jak inne aktywności wyczynowe, również o himalaizmie mówi się w mainstreamowych mediach wyłącznie w przypadku wielkich sukcesów lub jeszcze większych tragedii. Dziewięć lat temu wszyscy żyliśmy zdobyciem Broad Peak zimą przez polską ekipą, która w komplecie z góry już nie zeszła. Maciej Berbeka i Tomasz Kowalski spełnili swoje wielkie marzenia za cenę własnego życia. Wtedy też rozgorzała debata dotycząca himalaizmu, a w szczególności licznych niebezpieczeństw czyhających nawet na najbardziej doświadczonych i najlepiej wyposażonych himalaistów. Aż dziw bierze, że polskie kino fabularne dopiero teraz otworzyło się na ten temat. Pierwszą próbę można uznać za udaną, choć zdecydowanie nie jest to wejście na sam szczyt.

Rok 1988. Międzynarodowa wyprawa ma na celu zdobycie najtrudniejszej góry świata, K2. Jeszcze nikt wcześniej nie zdobył wierzchołka góry zimą. Niestety warunki uniemożliwiają wejście, dlatego wyprawa postanawia zrezygnować z ataku na szczyt. Dwóch Polaków, Maciej Berbeka (Ireneusz Czop) i Alek Lwow (Piotr Głowacki), postanawiają zaryzykować i wbrew sprzeciwom reszty ekipy, samotnie zdobyć sąsiadujący szczyt, Borad Peak. Udaje im się przekonać kierownika wyprawy, Andrzeja Zawadę (Łukasz Simlat), na zmianę planów. Psujące się warunki pogodowe ograniczają nie tylko widoczność, ale również uniemożliwiają wejście. Berbeka decyduje się zdobyć szczyt. Podczas zejścia musi przeczekać noc w przedwierzchołku, ale osłabiony nie jest w stanie dalej iść. Trwa walka z czasem, aby góra nie pochłonęła kolejnego himalaisty.

Mogłoby się wydawać, że dużo ciekawsza będzie tragiczna opowieść o drugiej próbie wejścia Macieja Berbeki na szczyt Broad Peak, z czego doskonale zdawali sobie również twórcy. Dlatego pierwsza wyprawa stanowi jedynie wstęp do całości, mająca zaprezentować nam głównego bohatera, nie jako człowieka, ale pochłoniętego swoją pasją himalaistę. Osoby traktujące Broad Peak jako biografię mocno się zawiodą. Całość koncentruje się wyłącznie na zdobywaniu gór i trudnych relacjach z bliskimi, którzy obawiają się złych wieści, które mogą napływać każdego kolejnego dnia wyprawy. Film stanowi więc przestrogę dla wszystkich początkujących himalaistów, którzy powinni poważnie się zastanowić, czy jest to zajęcie dla nich. A nawet jeśli, to nigdy nie powinni dać się pochłonąć obsesji, z którą przegrał Maciej Berbeka.

GramTV przedstawia:

Mimo to szkoda, że twórcy nie zdecydowali się szerzej pokazać himalaizmu, chociażby podczas przygotowań, które nie należą do najprostszych. Broad Peak mogłoby złapać kilka srok za ogon, ale zamiast tego konsekwentnie trzymają się swojego bohatera, po macoszemu traktując nawet pozostałe postacie. Okropna jest postać Ewy, żony Berbeki, która początkowo robi za dziwny głos sumienia, żeby w dalszej części zamienić się w standardową żonę swojego wielkiego męża. Kiepsko wypadają inni himalaiści, na czele z kierownikiem wypraw Krzysztofem Wielickim, któremu brakuje niejednoznaczności, aby kreować go na jakiegokolwiek mini antagonistę filmu.

Bardzo nierówne są sceny rozgrywające się w górach. Z jednej strony mamy widowiskowe, zapierające dech w piersiach zdjęcia całych łańcuchów górskich, gdzie trzy miniaturowe czarne kropki poruszają się wolno, aby dotrzeć do celu. Świetnie pokazuje to potęgę, ale i niebezpieczeństwo gór, gdzie człowiek jest tam niechcianym intruzem, który musi być gotowy na śmierć. Robi to ogromne wrażenie, tym bardziej że efekty specjalne prezentują się znakomicie. Ale z drugiej w scenach z licznymi zbliżeniami na bohaterów, twórcy nie potrafili zbudować żadnego napięcia. Szczególnie widać to podczas drugiej wyprawy, która powinna być emocjonalnym rollercoasterem, a zamiast tego otrzymujemy czarne plansze z napisami, wyjaśniającymi losy bohaterów. Kompletnie nie rozumiem takiego rozwiązania.

Broad Peak pomimo wszystkich tych problemów jest zaskakująco dobrze i sprawnie zrealizowany. W polskim kinie rzadko zdarzają się takie produkcje i warto docenić starania twórców, którzy wyciągnęli lekcje z zachodnich produkcji i przenieśli to do naszego środowiska. Mimo to filmowi czasami brakuje tempa, a o jakichkolwiek większych emocjach nie ma nawet mowy. Nie poznacie też Macieja Berbeki z żadnej nowy strony, ale to nie najgorszy filmowy pomnik, jaki można sobie wyobrazić.

Strona 1/1
6,0
Nie tylko dla fanów gór.
Plusy
  • Kilka doskonałych ujęć gór
  • Ireneusz Czop w głównej roli
  • Dobrze pokazuje obsesję głównego bohatera
  • Sprawna realizacja
Minusy
  • Kiepski finał
  • Nie wzbudza większych emocji
  • Wątek żony Berbeki
  • Nie skupia się na pozostałych himalaistach i samym środowisku (a mógłby)
Komentarze
0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!