Recenzja czterech pierwszych odcinków Mecenas She-Hulk. Prawniczka Marvela

Radosław Krajewski
2022/08/17 15:00

Kolejny serial Marvela debiutuje na Disney+. Oceniamy, pierwsze cztery odcinki przygód nowej bohaterki.

Jedna gniewna kobieta

Długo zastanawiano się, jak podpisana prawie dwadzieścia lat temu umowa między Marvelem a Paramount Pictures na postacie z kart komiksów o Hulku wpłynie na dalszy rozwój MCU. Zielony Olbrzym stał się integralną częścią uniwersum, ale zadowalając się drugoplanowymi rolami u boku innych Avengersów. Niejasne były przede wszystkim prawa do pozostałych postaci, takich jak She-Hulk, Abomination, czy Red Hulk. Ostatecznie Disney wciąż ma związane ręce w kwestii jakichkolwiek kinowych przygód „zielonej rodziny”. Studio jednak znalazło furtkę, aby po wielu latach oczekiwań wprowadzić do MCU kolejną osobę napromieniowaną cząstkami gamma. Tak narodziła się Mecenas She-Hulk, która jest kolejnym, po Ms. Marvel, powiewem świeżości w uniwersum, choć z kilkoma niepokojącymi sygnałami ostrzegającymi przed resztą sezonu.

Jennifer Walters (Tatiana Maslany) jest utalentowaną prawniczką, pracującą w biurze prokuratora okręgowego. Dla kobiety kariera zawodowa jest całym życiem… do czasu, aż nie stanie się She-Hulk. Jednak w przeciwieństwie do swojego kuzyna Bruce’a Bannera (Mark Ruffalo), Jen nie posiada wściekłego alter ego. Przechodzi przyśpieszony kurs bycia Hulkiem prowadzony przez Bannera. Niedługo później wraca do swojego nudnego i monotonnego życia. Trzymanie takiej tajemnicy w sekrecie nie trwa zbyt długo i gdy Titania (Jameela Jamil) atakuje budynek sądu, Walters przemienia się w She-Hulk, aby ją powstrzymać. Świat zachwycony jest nową superbohaterką, ale dla Jen oznacza to masę problemów. Kobieta otrzymuje ofertę pracy jako prawniczka od osób z supermocami. Nie mając większego wyboru decyduje się przyjąć posadę, pomimo faktu, że jej pierwszym klientem jest Emil Blonsky (Tim Roth), znany jako Abomination.

W przeciwieństwie do Ms. Marvel, Jennifer Walters nie jest zachwycona swoimi superbohaterskimi mocami. Kobieta nie widzi siebie w roli obrończyni świata, chcąc wrócić do swojego zwykłego życia. Jednak zmian nie da się już cofnąć, musząc nauczyć się żyć z ogromnym i zielonym brzemieniem. Sytuacji nie ratuje uzyskany rozgłos, który sprowadza na nią lawinę kłopotów, przez które musi ułożyć swoje życie od nowa. Rzadko kiedy superbohaterskie produkcje skupiają się na codziennym życiu osób obdarzonych supermocami. W She-Hulk twórcy skupiają się na tym wątku, aby podkreślić wykorzystywanie bohaterki przez najbliższe otoczenie, środowiska prawnicze, a nawet mężczyzn, którzy nie widząc nic atrakcyjnego w prawniczce po trzydziestce, ale chętnie umówią się na randkę z She-Hulk, która jest w stanie ich bez trudu fizycznie zdominować.

GramTV przedstawia:

Serial w pierwszych trzech odcinkach bawi się całą tą konwencją. Twórcy nie kłamali, gdy wspominali, że będzie to pełnoprawny serial komediowy. I pod tym względem spisali się znakomicie. Nie ma więc mowy o typowym marvelowym humorku i bliżej temu do gagów znanych z sitcomów. Gdy dodamy do tego luźniejszą narrację i około trzydziestominutowe odcinki, otrzymujemy odpowiednią dawkę rozrywki, która ani przez chwilę nie nudzi. Szczególnie gdy She-Hulk próbuje wywalczyć swoje miejsce w patriarchalnej strukturze społeczeństwa, nie mogąc liczyć nawet na nadanie swojego własnego superbohaterskiego pseudonimu (dostaje się też internetowym trollom).

Jeżeli można się przyczepić do jakiegokolwiek komediowego aspektu, to do łamania czwartej ściany. Zabieg znany chociażby z Deadpoola wydaje się w tej produkcji zupełnie zbędny. Jennifer rzadko zwraca się bezpośrednio do widzów, a gdy już to robi, niewiele wnosi to do całej opowieści czy kreacji tej postaci. Zamiast tego wybija z rytmu prowadzenia historii, przez co szybko zaczyna męczyć. Z wywiadów z showrunnerką Jessicą Gao wiemy, że w pierwszych wersjach scenariuszów łamanie czwartej ściany było częstsze, ale możemy jedynie zgadywać, czy poprawiłoby to sytuację, czy wręcz powinniśmy podziękować producentom Marvela, że zastopowali zapędy scenarzystów do częstszego wykorzystania takiej narracji.

Komentarze
1
dariuszp
Gramowicz
18/08/2022 12:06

"Historia nie stroni od podejmowania tematów szowinizmu i seksizmu"

Bardziej wrzuca wszystkie cliché jakie scenarzystka znała. Serial dosłownie jest otwarty sceną gdzie koleś mówi głównej postaci żeby się więcej uśmiechała.