Punisher: Ostatnie starcie – recenzja filmu. Wielki powrót, czy stracona szansa?

Radosław Krajewski
2026/05/13 13:00
1
0

Na Disney+ zadebiutował nowy specjalny film o Franku Castle’u. Oceniamy, czy fani MCU muszą obejrzeć tę produkcję przed premierą nowego Spider-Mana.

Gość z wymalowaną czaszką na klacie

Drugi sezon Daredevil: Odrodzenie dobiegł końca, ale to nie oznacza, że na kolejną produkcję z MCU będziemy musieli czekać do końca lipca, kiedy to na ekranach kin zadebiutuje Spider-Man: Całkiem nowy dzień. Marvel przygotował dla swoich fanów specjalną produkcję o Punisherze, którego w nowych odcinkach Diabła z Hell’s Kitchen zabrakło. Frank Castle nie ominie za to nowych przygód Człowieka-Pająka, więc żeby przypomnieć widzom o tej postaci, studio wykorzystało swoją markę Marvel Studios Special Presentations, aby przygotować krótkometrażowy film o mścicielu z Nowego Jorku. Chociaż Punisher zasługuje na o wiele większą i bardziej rozbudowaną historię, to Ostatnie starcie jest całkiem przyjemnym dodatkiem do „ulicznego poziomu” MCU, szczególnie dla fanów oryginalnego serialu o Franku Castle’u, który debiutował jeszcze na Netflixie w 2017 roku. Nie spodziewajcie się jednak żadnych fajerwerków, ani też akcji rodem z Johna Wicka. Jest krwawo, brutalnie, a akcja jest dynamiczna, choć sama historia mocno rozczarowuje.

Punisher: Ostatnie starcie
Punisher: Ostatnie starcie

Ulice Nowego Jorku znów stały się niespokojne, gdy miastem przestała rządzić mafijna rodzina Gnucci, która została zabita przez Franka Castle’a (Jon Bernthal). Rosnąca przestępczość zaczyna utrudniać życie zwykłym mieszkańcom, więc sprawca całego zamieszania znów musi przezwyciężyć swoje demony i odłożyć na bok żałobę po stracie żony i dwójki dzieci. Tym bardziej że otrzymuje groźby śmierci od Ma Gnucci (Judith Light), matriarchini rodu, która jako jedyna uchowała się z pogromu. Zaczyna nasyłać na Castle’a swoich ludzi, którzy terroryzują również całą okolicę. Mężczyzna znów musi stać się Punisherem, bezlitosnym mścicielem, który bezwzględnie rozprawia się ze swoimi przeciwnikami każdymi, nawet najbardziej brutalnymi metodami. Tylko on może uratować nie tylko siebie, ale również lokalnych mieszkańców, którzy nie są w stanie sami się obronić.

Punisher: Ostatnie starcie to praktycznie zaginiony spin-offowy odcinek Daredevila. Przypomina się sytuacja z Księgą Boby Fetta, gdzie otrzymaliśmy podobny epizod poświęcony Din Djarinowi i Grogu. Najwidoczniej jednak Disney wyciągnął naukę z tamtej lekcji i tym razem postanowił oddzielić obie produkcje, aby nie irytować fanów. Niemniej nowe przygody Franka Castle’a nie do końca potrafią obronić się jako osobny byt. O wiele lepiej produkcja działa w szerszym kontekście, choć z samą historią o Diable z Hell’s Kitchen ma niewiele wspólnego. Widzowie muszą więc przygotować się na niesamowicie prostą historię, która przywraca motywy znane z serialu z 2017 roku, więc sporo czasu poświęcone jest traumie, PTSD, żałobie po stracie rodziny, czy wyrzutach sumienia związanych z poległymi kompanami z oddziału. Rzecz jasna nie ma tu miejsca na pogłębioną psychologię i widzowie, którzy nie znają serialowego Punishera, nie za bardzo będą mogli się tu odnaleźć. Cała reszta otrzyma szybkie przypomnienie, z czym zmaga się Frank Castle i zobaczy jego drogę powrotu do ponownego stania się Punisherem.

Punisher: Ostatnie starcie
Punisher: Ostatnie starcie

Frank otrzymuje też kolejną zachętę, aby bronić niewinnych w postaci kilkuletniej dziewczynki Charli, córki sklepikarza Dre, która przypomina poranionemu psychicznie mężczyźnie o swojej zmarłej córce. Choć ten motyw przewija się głównie na początku i na końcu krótkometrażowego filmu, to niestety nie niesie on ze sobą żadnego większego ładunku emocjonalnego. Ma jedynie za zadanie podkreślić ludzką naturę głównego bohatera, który targany jest sprzecznymi emocjami, nawet wtedy, gdy bezlitośnie morduje kolejnych przeciwników. Punisher: Ostatnie starcie jest niestety zbyt krótkie, aby jednocześnie odpowiednio rozwinąć fabułę, jak i zapewnić widzom odpowiednią liczbę scen akcji.

Punisher też potrafi

Sama akcja w nowym Punisherze może się podobać. Otrzymujemy klasyczny zestaw scen walki, z pojedynkami na gołe pięści, pościgami, strzelaninami, czy bardziej wymyślnymi sposobami zabijania oponentów przez Castle’a. Twórcy nie unikają brutalności i krwi, choć wciskają hamulec tam, gdzie mogliby jeszcze bardziej podkreślić okrucieństwo. Kamera celowo nie pokazuje pewnych morderstw, pozostawiając widzom dopowiedzenie sobie reszty za pomocą własnej wyobraźni. Dla niektórych będzie to minus, jako że Punisher od zawsze skierowany był do dorosłego i dojrzałego odbiorcy, ale produkcja jest już na tyle brutalna, że kontynuowanie takich scen nie było już potrzebne. Wiele nadrabia za to finał, gdzie Frank mierzy się z przeciwnikiem, który jest typowym „bossem” wyjęty wprost z gry. Wtedy twórcy odpinają wrotki i w pełni pokazują, jak okrutny potrafi być Punisher dla swoich przeciwników.

Punisher: Ostatnie starcie
Punisher: Ostatnie starcie

GramTV przedstawia:

Dlatego też to druga połowa Punisher: Ostatnie starcie jest tą lepszą i bardziej emocjonującą. Gdy pierwsza próbuje zarysować historię, przedstawić ekspozycję i nakreślić konflikt, ale robi to tak pośpiesznie i nieskładnie, że ciężko nie czuć rozczarowania, tak gdy akcja wchodzi na właściwe tory, otrzymujemy takiego Punishera, jakiego fani mogą pamiętać z serialu. Nie bez znaczenia jest również finał, który udowadnia, że cała nowa przygoda Franka Castle’a miała na celu przywrócić go do działania i ponownego przyjęcia brutalnej tożsamości. Nie pozostanie to bez znaczenia dla Spider-Mana: Całkiem nowy dzień, gdzie Punisher ma odegrać istotną rolę. Nie oglądając Ostatniego starcia raczej niewiele stracicie, ale przynajmniej będziecie wiedzieć, dlaczego bohater ponownie założył swój ikoniczny strój z czaszką na piersi.

Produkcja Marvela nie obfituje w aktorskie popisy, ale zdecydowanie trzeba pochwalić Jona Bernthala w tytułowej roli. Aktor wciąż doskonale wie, jak zagrać tę postać, zarówno jako ogarniętego psychicznymi problemami Franka, jak i brutalnego, bezwzględnego Punishera. Może miejscami Bernthal wydaje zbyt dużo nieartykułowanych dźwięków, które mają podkreślić fizyczne zmęczenie jego bohatera, ale ogólnie aktor ponownie broni się jako jeden z najmniej bezkompromisowych bohaterów z panteonu postaci Marvela. To była dobra decyzja studia, aby przywrócić postacie z Defenders wraz z oryginalnymi aktorami.

Punisher: Ostatnie starcie nie wykorzystuje swojego potencjału, powielając schematy znane z serialu z 2017 roku. Marvel zagrał bezpiecznie, kierując swoją produkcję do największych fanów Franka Castle’a. Kiepska historia i brak emocjonalnej głębi nie przeszkadza jednak chłonąć tego festiwalu brutalnej i krwawej akcji w drugiej połowie specjalnego filmu. Ostatnie starcie dostarcza adrenaliny, choć po wszystkim nie ma się poczucia, że to istotna część MCU, bez której zrozumienie nowego filmowego Spider-Mana, czy trzeciego sezonu Daredevila będzie niemożliwe. Tym samym powrót Punishera jest raczej ciekawostką, do której jak najbardziej można przysiąść i się nie zawieść, o ile nie ma się zbyt wygórowanych oczekiwań, szczególnie co do fabuły produkcji.

6,0
Punisher: Ostatnie starcie to kiepska historia, ale z efektowną i brutalną akcją. Jon Bernthal nadal jest świetny jako Frank Castle.
Plusy
  • Brutalna akcja
  • Motyw traumy
  • Jon Bernthal jako Frank Castle
Minusy
  • Rozczarowująca fabuła
  • Powtarza schematy z serialu
  • Produkcja tylko dla największych fanów Punishera
Komentarze
1
wolff01
Gramowicz
Dzisiaj 13:15

Postać zapewne odkurzona przed filmem Spider Man, żeby normiki które dawno zrezygnowały z subskrybcji w Disney+ wiedziały (w teorii) o co kaman. Ciekawe czy Marvela da się jeszcze oglądać bez "odrobienia lekcji".