W kinach zadebiutowała nowa ekranizacja słynnej serii horrorów od Konami. Oceniamy, czy to udany powrót kultowej franczyzy na dużym ekranie.
I to jest dopiero koszmar
Gdy w październiku 2022 roku Konami na specjalnym streamie, obok kolejnych gier z serii, zapowiedziało nowy film Silent Hill, reakcja fanów była raczej mieszana. Chociaż pierwsza kinowa produkcja z 2006 roku zebrała niezłe oceny od widzów, to wielu sympatyków kultowej marki horrorów narzekało na liczne zmiany w historii i samej mitologii znanej z gier. W przypadku wydanego sześć lat później Silent Hill: Apokalipsa już nikt nie miał wątpliwości, że to zwykły skok na kasę i produkcja zasłużenie wymieniana jest w gronie najgorszych ekranizacji gier. Powrót do Silent Hill miał być jednak inny, chociaż reżyserem został Christophe Gans, twórca pierwszego filmu. Po premierze udanego remake’u Silent Hill 2 od Bloober Team i potwierdzeniu, że nowa kinowa odsłona serii zaadaptuje historię Jamesa Sunderlanda, fani zaczęli być lepiej nastawieni do nadchodzącej ekranizacji. Gdy pierwsze materiały wskazywały na niskobudżetowe kino, które podzieli los konkurencyjnego Resident Evil: Witajcie w Raccoon City z 2021 roku, to kolejne zwiastuny dawały nadzieję na przynajmniej przyzwoite widowisko. Niestety, ten powrót do ogarniętego mgłą miasteczka Silent Hill nie będziecie miło wspominać.
Powrót do Silent Hill
Historia opowiada o niestroniącego od używek artyście Jamesie Sunderlandzie (Jeremy Irvine), który jeszcze bardziej zaczął się staczać po śmierci swojej żony Mary Crane (Hannah Emily Anderson). Gdy otrzymuje tajemniczy list, w którym zasugerowano, że jego ukochana jednak żyje w Silent Hill, wyrusza do miasta, które zna jako zwykłe miejsce, położone nad jeziorem. Po dotarciu do celu odkrywa, że Silent Hill pokryte jest mgłą, z niebo spadają resztki popiołu, a w okolicy nie ma prawie żadnych ludzi, a zamiast nich po mieście grasują groteskowe potwory. W końcu spotyka kobietę imieniem Angela, która zmaga się ze swoimi własnymi potworami. Wkrótce potem zostaje zaatakowany przez potworną istotę. James nie zamierza jednak rezygnować i chce jeszcze raz zobaczyć Mary i dowiedzieć się prawdy o jej śmierci.
Z grubsza dostajemy więc historię znaną z Silent Hill 2 i niedawnego remake’u, choć mocno okrojoną i zredukowaną do 100-minutowego metrażu, a do tego z wątkami znanymi z Silent Hill 3. W rękach odpowiednich twórców nadal mogłaby być to porywająca opowieść o winie, żałobie i psychologicznym rozpadzie człowieka, ale zamiast tego otrzymujemy film, który gubi sens oryginału, tonie w nachalnym, łopatologicznym przekazie i estetycznej sztuczności. Ogromną siłą gry była subtelna, psychoseksualna metafora wewnętrznego stanu Jamesa, dla którego Silent Hill stało się swoistym piekłem, które musi pokonać, aby otrzymać szansę pogodzenia się ze swoimi czynami i dalszym losem. W filmie zostaje to brutalnie spłaszczone, a przebłyski z pierwszego filmowego Silent Hill będą tu obecne na każdym kroku. Gans i reszta twórców znów niepotrzebnie wszystko wiążą z niebezpiecznym kultem, a do tego dodają rodzinne wątki, które zmieniają cały sens historii.
Powrót do Silent Hill
Wiele krzywdy uczyniono również postaciom drugoplanowym, które na zawsze zapisały się w pamięci graczy, ale w filmie zostały zredukowane do konkretnych funkcji fabularnych. Nie potrafię Powrotowi do Silent Hil wybaczyć, jak potraktowano Angelę, zdecydowanie najciekawszą poboczną postać z gry, która w kinowej produkcji zostaje sprowadzona do stereotypowej wariatki z małego miasteczka. Co jeszcze gorsze, nie jest to tak pogłębiona i przejmująca skomplikowana postać jak w Silent Hill 2 i wiele jej wstrząsających doświadczeń zostało przeniesionych na Mary, przez co Angela w takiej formie nie ma żadnego sensu. Równie źle wypada Eddie, który pojawia się w zaledwie dwóch scenach, do tego postępujących po sobie,, aby zniknąć i nie pełnić żadnej roli w dalszej historii. Zmarnowano również potencjał Laury, jak również Marii, która przez tak wiele zmian, nie jest tą samą postacią, jaką znamy z gier.
Trzy w jednym
Żeby tylko wspomnieć, jak wielkim bałaganem jest Powrót do Silent Hill, wystarczy wspomnieć, że Hannah Emily Anderson wciela się w trzy bohaterki, czyli Mary, Marię, a nawet Angelę. Szczególnie ta ostatnia rola wypada sztucznie, widząc tę samą twarz, ale z okropną perełką i trupiobladą charakteryzacją. Rozumiem, że niski budżet wymusił na twórcach oszczędności i kombinowanie, ale to już lepiej było zostawić Angelę w spokoju, całkowicie wycinając ją z historii. Sama aktorka stara się, aby każda z trzech postaci była nieco inna, ale nie jest na tyle zdolna, żeby wszystkie trzy najważniejsze kobiece bohaterki z Silent Hilla 2 w filmowej wersji jakoś się wyróżniały.
Powrót do Silent Hill
GramTV przedstawia:
Kiepsko wypada również Jeremy Irvine jako James, który gra swojego bohatera nie jak zmęczonego człowieka pełnego wewnętrznych demonów, którego bagaż doświadczeń widać zarówno na twarzy, jak i w zachowaniu, ale wiecznie przestraszonego lub naburmuszonego chłopaka, który bez planu błąka się po ciemnych korytarzach. Jego psychiczny rozpad, który powinien postępować wraz z kolejnymi etapami podróży, zamiast budzić grozę i wyjaśniać metaforyczną stronę tej historii, często budzi niezamierzony śmiech politowania, że można było tak to koncertowo zepsuć. W ukazywaniu cierpienia bohatera nie pomaga chaotyczny montaż, stroboskopowe światło i absurdalne dialogi, które dodatkowo fatalnie wygłaszane są przez aktorów.
Kuriozalnym dodatkiem do całości są początkowe rozmowy telefoniczne z terapeutką i sponsorką Jamesa, które nie tylko powodują rozpad jakiejkolwiek próby zbudowania napięcia, ale również stoją w sprzeczności z logiką świata Silent Hill, w którym technologia od zawsze była zawodna. Na szczęście szybko znikają, chociaż sam wątek kontynuowany jest niemal do końca i nie ma on żadnego sensu dla tej opowieści. Zresztą film ma spory problem z fragmentarycznością w przedstawianiu zdarzeń, więc bohater dosłownie kilkukrotnie teleportuje się w różne miejsca, wcześniej doświadczając czegoś na wzór wizji lub alternatywnej rzeczywistości. W Powrocie do Silent Hill brakuje kilku charakterystycznych scen, jak tej w barze, czy z Marią za kratami w celi, a zamiast tego możemy zobaczyć, jak urokliwym miejscem było miasteczko, zanim popadło w ruinę. Sceny z przeszłości dodatkowo psują cały efekt grozy, jak również samą metaforę prezentowanej historii. Twórcy popełnili więc ogromny błąd, chcąc stworzyć film dla widzów, którzy Silent Hill 2 nie znają i to jeszcze tych mniej bystrych, którym wszystko trzeba dokładnie tłumaczyć, a nie dla fanów produkcji Konami i Bloober Team.
Kolejnym dużym problemem filmu jest strona wizualna. Zwiastuny prezentowały dużą sztuczność w scenografiach, tłach, czy jeszcze bardziej technicznych aspektach, jak wykorzystanych kolorów oraz oświetlenia, a także samej pracy kamery. Niestety w Powrót do Silent Hill wszystko to widać i green screeny, niedorobione efekty specjalne, czy plastikowe scenografie wyraźnie kłują w oczy podczas seansu. Miasto wygląda sztucznie, jakby było wykonane z kartonowych dekoracji. Jest to niesamowity regres w porównaniu do pierwszego filmowego Silent Hill, który w tych aspektach nie zawodził. Najnowsza wersja przypomina amatorską produkcję zrobioną za marne kilkaset tysięcy dolarów, gdzie domorośli filmowcy chcieli stworzyć swój fanowski projekt. Cierpi na tym sama horrorowa oprawa, która nie potrafi wywołać poczucia strachu, czy obrzydzenia, jak miało to miejsce w grach. Nieźle za to wypada Piramidogłowy, ale zapomnijcie o jakiejkolwiek scenach walki z kultowym przeciwnikiem.
Jeżeli w Powrót do Silent Hill jest jeszcze jakikolwiek element warty uwagi, to muzyka genialnego Akiry Yamaoki. Siłą rzeczy kompozytor powiela wiele motywów znanych z gry, ale to utwory tak charakterystyczne dla tej serii, a w szczególności dla historii Jamesa Sunderlanda, że dobrze jest je usłyszeć w kinie. Dzięki ścieżce dźwiękowej w wykonaniu Yamaoki czasami można zapomnieć, że mamy do czynienia z półproduktem i raz jeszcze przypomnieć sobie rewelacyjną grę.
Powrót do Silent Hill wpadł w nieodpowiednie ręce. Konami popełniło ogromny błąd, powierzając ten projekt Gansowi i podpisując umowę ze studiami produkcyjnymi, które nie mają na koncie wielkich hitów. Silent Hill, a w szczególności druga część gry, zasługują na pełnoprawne widowisko, które w około dwugodzinnym filmie potrafiłoby przekazać wszystko to, co najważniejsze w grach. Niestety Powrót do Silent Hill zamyka tę możliwość i prawdopodobnie długie lata będziemy musieli czekać na kolejną ekranizację. Miejmy nadzieję, że następna adaptacja będzie już serialowa i za projektem stanie ktoś z odpowiednią wizją. Do tego czasu możemy jedynie sięgać po grę, chociaż te osoby, które jeszcze nie miały okazji tego uczynić, po Powrocie do Silent Hill mogą się zrazić. Film jest antyreklamą dla Silent Hill 2 i w zasadzie całej serii, działającą na szkodę marki. Konami nie powinno tak tego zostawić.
1,0
Powrót do Silent Hill działa na szkodę całej marki Konami. To zdecydowanie jedna z najgorszych ekranizacji gier w historii.
Plusy
Muzyka Akiry Yamaoki nie zawodzi, choć nie jest tak dobra, jak w grze
Krótkimi fragmentami film potrafi zaskoczyć swoją ponurą scenografią
Piramidogłowy wygląda całkiem dobrze, choć nie budzi większej grozy
Minusy
Spłycenie, a można nawet przyznać, że zniszczenie historii z Silent Hill 2
Psychologiczna głębia i metaforyczne odniesienia tu praktycznie nie istnieją
Mary, Maria i Angela grana przez jedną aktorkę, przez co żadna z nich się nie wyróżnia
Postacie drugoplanowe zostały zbezczeszczone
Nieudolnie chce opowiadać o traumie i poczuciu winy
Fatalna reżyseria
Sztuczny, plastikowy świat z okropnymi efektami specjalnymi
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!