Peaky Blinders: Nieśmiertelny – recenzja filmu. Syn marnotrawny

Radosław Krajewski
2026/03/19 18:00
0
0

Po czteroletniej przerwie najsłynniejszy gang z Birmingham wraca z nową, tym razem filmową odsłoną. Oceniamy, czy Peaky Blinders nadal mają tę samą władzę.

Wszyscy przeciw nazistom

Wszystko kiedyś musi się skończyć i wydawało się, że ten właśnie los spotkał Peaky Blinders w 2022 roku wraz z finałem szóstego sezonu serialu. Problem w tym, że dwa ostatnie sezony okazały się hitami, zaliczając najwyższą oglądalność w historii tej produkcji. Dodatkowo Peaky Blinders zyskało nowe życie, gdy trafiło na Netflixa i jeszcze więcej osób mogło zapoznać się z tytułem od BBC. Platforma zwęszyła więc złoty interes, aby współpracować przy marce, utrzymując ją przy życiu jeszcze przez jakiś czas. Sami oryginalni twórcy serialu byli chętni na kolejną historię o Thomasie Shelbym, więc nic nie stało na przeszkodzie, aby następny projekt z serii zrealizować. Jednak na Peaky Blinders: Nieśmiertelny musieliśmy trochę poczekać, ale było warto. Chociaż to epilog do epilogu, to definitywnie kończy pewne wątki pozostawione przez twórców w szóstym sezonie, jednocześnie otwierając się na zupełnie inną erę brytyjskiego gangu. Jednak czy dalsza kontynuacja ma w ogóle sens po takim zakończeniu?

Peaky Blinders: Nieśmiertelny

Lata 40. XX wieku. Anglia broni się przed nazistowskimi atakami, ale III Rzesza kontratakuje, chcąc zrealizować plan, który zdestabilizuje gospodarkę całego Królestwa. W tym celu wynajmują Johna Becketta (Tim Roth), kolaboranta, który ma za zadanie przetransportować setki milionów funtów i wprowadzić je na rynek za pomocą różnych instytucji, czy gangów. W swój plan wdraża Duke’a Shelby’ego (Barry Keoghan), najstarszego syna Tommy’ego (Cillian Murphy), który obecnie rządzi Peaky Blinders, siejąc jeszcze większy chaos w mieście, pomimo już i tak niebezpiecznej sytuacji związanej z wojną. W międzyczasie Tommy samotnie spędza całe dnie, nie mogąc pogodzić się z demonami swojej przeszłości, w tym stratą ukochanej córki. Wszystko zmienia się, gdy na swojej drodze spotyka Kaulo (Rebecca Ferguson), kobietę powiązaną z jego było kochanką, która informuje mężczyznę, że jego była ukochana pragnie, aby ojciec i syn pogodzili się i wspólnie stanęli naprzeciw konsekwencjom swoich działań. Sprawę w mieście próbuje również uspokoić Ada Thorne (Sophie Rundle), siostra Shelby’ego, która zamierza powstrzymać swój były gang przed zniszczeniem miasta, podejmując się trudnych politycznych decyzji.

Po szóstym sezonie wydawało się, że II wojna światowa jest tą granicą, której twórcy serialu nie będą chcieli przekroczyć, głównie z powodu zupełnej zmiany klimatu, ale również znaczącego odejścia od materiału źródłowego, gdyż w tamtym okresie gang Peaky Blinders był już tylko mglistym wspomnieniem. Mimo to scenarzyście Stevenowi Knight’owi oraz Tomowi Harperowi ta sztuka się udała. To już nie jest ta sama grupa, która swoją strukturą i kulturą przypominała klasyczną mafię, ale bardziej współczesny gang, który nie tylko chce zarobić, ale również zyskać wpływy poprzez szerzenie anarchii i strachu wśród mieszkańców. Nie ma tu mowy o żadnym budowaniu szacunku, czy tym bardziej politycznych powiązań. W gangu dowodzonym przez Duke’a liczy się tylko sianie zniszczenia, a tocząca się światowa wojna tylko sprzyja ich celowi. Szkoda więc, że zamiast kolejnego sześcioodcinkowego serialu otrzymaliśmy pełnometrażowy film, który nie wyczerpuje podejmowanych przez siebie wątków. Zarówno psychiczne problemy Tommy’ego, wpływ nowego gangu na wojnę, polityczne działania Aidy mające powstrzymać Peaky Blinders, jak i nazistów, zostały maksymalnie skrócone, chociaż fani serialu doskonale wiedzą, jak dobrze mogłyby zostać rozwinięte, aby w finale uderzyć ze zdwojoną siłą.

Peaky Blinders: Nieśmiertelny

Nie oznacza to jednak, że Peaky Blinders: Nieśmiertelny źle się ogląda. Wręcz przeciwnie i fani serialu będą zadowoleni, choć też trochę rozczarowani, jak zmarnowany pełny potencjał tej opowieści. Szczególnie dobrze wypada relacja ojca z synem, którzy znaleźli się na życiowym zakręcie, choć trochę z innych powodów. Tommy już się poddał, a na domiar złego obwinia się za śmierć bliskich mu osób. Z kolei Duke wplątuje się w większe problemy, niż przypuszczał, nie mogąc jawnie zdradzić swojej rodziny. To powoduje, że między nimi rodzi się pewna dodatkowa więź, którą tylko oni potrafią zrozumieć. Aż szkoda, że film nie oferuje więcej scen z ich udziałem, które szybko stają się najciekawszych elementem całej historii.

Prawdziwy gangster

Dobrze wypada też wątek z Beckettem, angielskim zdrajcą, który działa na rzecz nazistów. Chociaż serial oferował bardziej wyrazistych i przerażających oponentów dla Shelbych, to Beckett działa głównie ze względu na swoje powiązania z III Rzeszą. To przeciwnik, o którym szybko się zapomni, ale jednocześnie w filmie czuć, że jego możliwości są niemal nieograniczone i nawet wprawny w takich pojedynkach Tommy tym razem może mieć problemy, aby pokonać tak potężnego przeciwnika. W Nieśmiertelnym powracają również postacie z serialu, żeby tylko wspomnieć o Haydenie Staggu granym przez Stephena Grahama, czy też Johnnym Dogsie, w którego wcielił się Packy Lee. I tylko szkoda, że wątek jednej z postaci zakończył się poza ekranem, jako że był to jeden z najlepszych i najciekawszych bohaterów całego Peaky Blinders.

Peaky Blinders: Nieśmiertelny

GramTV przedstawia:

Chociaż film ma trochę problemów, to twórcom udało się zachować klimat serialu. Jest to produkcja, która nawet trafiła do kin w wybranych krajach, więc można byłoby oczekiwać większej skali, filmowej dynamiki, czy licznych scen akcji. Ale ta seria tego nie potrzebuje i Nieśmiertelny pozostaje wierny rozwiązaniom znanym z oryginału. Od początku również czuć, że to tytuł skierowany do fanów Peaky Blinders i reszta nie połapie się w zawiłościach relacji między bohaterami. Nie brakuje więc epickich momentów z udziałem Tommy’ego, a ta w słynnym barze należącym do gangu jest jednym z najlepszych scen z tym bohaterem. Szkoda więc, że wielki pojedynek i sam finał są tak mało spektakularne i z większą mocą nie zapowiadają dramatycznych wydarzeń, jakie mają miejsce. Tym bardziej w kontekście zapowiedzianego już nowego serialu Peaky Blinders, który będzie musiał obrać zupełnie nowy, inny kierunek.

Cillian Murphy nie zapomniał, jak to jest być Tommym Shelbym. Aktor nadal doskonale czuje tę postać, zarówno jako złamanego psychicznie, podstarzałego już mężczyznę, jak i twardego człowieka, który musi uchronić swoją rodzinę. Dobrym dla niego dodatkiem jest Barry Keoghan. Ten aktor idealnie pasuje do ról młodych gniewnych, którzy chodzą własnymi ścieżkami i chociaż ma zupełnie inną energię od Murphy’ego, to tylko do podkreśla, jak bardzo gang Peaky Blinders zboczył z pierwotnej ścieżki. Tim Roth również sprawdza się w swojej roli, podobnie jak Rebecca Ferguson, której jest zdecydowanie zbyt mało. To istotna dla wątku Tommy’ego postać, ale która pozbawiona jest własnego wątku, więc twórcy traktują Kaulo wyłącznie w charakterze fabularnego narzędzia. Szkoda, bo to mogłaby być zdecydowanie ciekawsza postać.

Peaky Blinders: Nieśmiertelny byłby lepszym serialem niż filmem. Pierwsza połowa ma nieśpieszne tempo, mocno przypominające oryginał, a dopiero druga oferuje większą akcję, choć kosztem rozwoju poszczególnych wątków. To jednak dobry film, który stanowi odpowiednie uzupełnienie historii Tommy’ego. Fani będą więc zadowoleni i otrzymają zarazem wprowadzenie do nowej serii, która może pod wieloma względami odbiegać od tego, do czego zdążyli się już w ramach tej franczyzy przyzwyczaić. Mimo to dobrze było raz jeszcze wrócić do tego świata, nawet jeżeli ten już zaczął się zmieniać i coraz mniej przypomina tę samą historię brutalnych gangsterów z kaszkietami na głowie.

7,0
Peaky Blinders: Nieśmiertelny to film stworzony dla fanów, który kolejny raz domyka historię Tommy’ego Shelby’ego.
Plusy
  • Zmyślne wpleciona historia w szerszy wątek drugowojenny
  • Te kilka scen z Tommym Shelbym
  • Ciekawa relacja ojca z synem
  • Świetny Cillian Murphy
  • Barry Keoghan dobrze odnajduje się w swojej roli
  • Film stworzony dla fanów
Minusy
  • Skrócone wątki, przez co ta historia lepiej sprawdziłaby się w formie serialu
  • Niewykorzystana postać bohaterki granej przez Rebeccę Ferguson
  • Finał pozbawiony większego patosu, który był tutaj potrzebny
  • Chociaż Tim Roth sprawdza się w roli głównego antagonisty, to ta postać nie zapada w pamięć
Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!