Niedawno oglądaliśmy film o Frankensteinie, a teraz przyszedł czas na opowieść o jego narzeczonej. Oceniamy, jak wypadła nowa, nietypowa propozycja dla fanów kina grozy.
Przymusowe wydanie
Akurat tak się złożyło, że w niewielkim odstępie czasu otrzymujemy dwie produkcje ze świata Frankensteina na podstawie powieści Mary Shelley. Pod koniec ubiegłego roku doczekaliśmy się kolejnej wariacji historii o doktorze Victorze Frankensteinie i ożywionym przez niego potworze, a już kilka miesięcy później w kinach możemy obejrzeć współczesną reinterpretację klasyka, jakim jest Narzeczona Frankensteina. Do tej pory filmowy świat wolał opowiadać o głównej bestii, zamiast skupiać się na jego ukochanej, ale sprawiedliwości równie ciekawej, jak nie jeszcze ciekawszej potworzycy chce oddać na dużym ekranie Maggie Gyllenhaal. Dla popularnej aktorki jest to dopiero drugi reżyserski projekt, a na domiar złego, przez liczne zawirowania związane z produkcją, od rezygnacji Netflixa, przez nieudane pokazy testowe, po liczne poprawki dokonane przez samo studio, wciąż stawiająca swoje pierwsze kroki reżyserka przy Pannie młodej! nie miała więc wcale lekko, aby doprowadzić tę produkcję do końca. Trudno więc się dziwić, że film nie ma szans mierzyć się na równych zasadach z dziełem Guillermo del Toro, zarówno pod względem scenariusza, jak i realizacji, ale kto mógł przypuszczać, że to będzie aż tak zły film.
Panna młoda!
Akcja rozpoczyna się w latach 30. ubiegłego wieku w Chicago. Potwór Frankenstein (Christian Bale), który cierpi na samotność, udaje się do doktor Euphronious (Annette Bening), która zasłynęła ze swoich przełomowych odkryć dotyczących ludzkiej świadomości, aby stworzyła mu towarzyszkę na jego wzór i podobieństwo. Wspólnie zdobywają ciało młodej kobiety, która niedawno została zamordowana. W końcu udaje się ożywić jej ciało i tak rodzi się Panna młoda (Jessie Buckley). Pozbawiona wspomnieć potworzyca, jest pełna gniewu i pragnienia wolności, ale również wdzięczności dla swojego nowego ukochanego. Nikt jednak nie jest w stanie przewidzieć dramatycznych konsekwencji powołania do życia bestii, która zamierza wykorzystać, że miasto opanowane jest przez bezwzględnych gangsterów.
Największym problemem Narzeczonej Frankensteina z 1935 roku był brak perspektywy tytułowej bohaterki. Postać pojawiała się na zaledwie kilka minut, nie wypowiadając ani jednego słowa. W Pannie młodej! twórcy oddają jej w końcu głos, a widzowie mogą dowiedzieć się, jak bohaterka w dłuższej perspektywie zareagowała na swoje wskrzeszenie, czy jej miłość do Potwora przetrwa, oraz czy obie bestie mogą funkcjonować w niebezpiecznym świecie. Film Gyllenhaal rozpoczyna się w interesujący sposób, nie od samej głównej historii, ale od autorki powieści, która wnika w swoją bohaterkę. To pierwszy duży problem Panny młodej!, która w abstrakcyjny sposób chce oddać głos nie tyle autorce poprzez napisanej przez nią potworzycy, ale samej pisarki. Z tego powodu ukochana Franka odzywa się w dziwny sposób, co ma podkreślić jej dwoistość natury.
Panna młoda!
Panna młoda jest bohaterką złożoną z wielu kontrastów. Potrafi być agresywna i brutalna, ale nie brakuje w niej humoru, jak również lęku i strachu. To silna kobieta, która nie chce być niczyją własnością, ani spełniać narzuconych jej ról, ale jednocześnie nie potrafi na zawsze odrzucić względów Frankensteina. Potrafi zachowywać się jak rozhisteryzowana nastolatka, czy osoba z poważnymi problemami psychicznymi, aby chwilę później podkreślić swoją stanowczość. To bardzo intensywna, a przy tym fascynująca postać, będąca uosobieniem kobiecego gniewu. Gyllenhaal przedstawia więc bohaterkę jako swojego rodzaju symbol, mający podkreślić emancypację i niezależność, a także sprzeciw wobec świata, który z góry zdefiniował i nadal jej określone role społeczne. Problem jednak w tym, że reżyserka chciała mieć swojego Jokera. Nie Harley Quinn, ale Jokera, co też podkreśla jedna ze scen, gdy inne kobiety zaczynają upodabniać się do Panny młodej. Reżyserka nie tylko kopiuje to, dzięki czemu Joker stał się współczesnym klasykiem, ale najwyraźniej nie zrozumiała, na czym tamta idea polegała. Przez to w żaden sposób jej nie kontynuuje w dalszej części historii. Sama Panna młoda niestety popada w przesadny ekspresjonizm i potrafi zirytować, a nawet zmęczyć swoimi wiecznymi krzykami, prowokacjami i demonstracyjnym buntem. Brakuje tu bardziej subtelnych emocji, które lepiej wyjaśniałyby samą postać i co naprawdę kryje się za jej zachowaniem.
Potworna miłość
Przeciwieństwem Panny młodej jest Frankenstein, czyli dobrze wszystkim znany potwór, który choć nie stroni od brutalności, to jest bardziej spokojny, ułożony, a przy tym melancholijny. Potrafi być również nieprzystosowany społecznie do wielu czyhających na niego sytuacji, co w połączeniu z wybuchowym temperamentem jego narzeczonej, często dochodzi do dramatycznych wydarzeń, w których ktoś ginie lub w najlepszym przypadku zostaje ranny. Jest w tym bohaterze sporo tragizmu, jako że zdaje sobie sprawę ze swojej przypadłości i skłonności do przemocy, a jednocześnie desperacko pragnie bliskość i miłości, której Panna młoda nie zawsze może mu dać w taki sposób, w jaki on oczekuje. W ich relacji jest również sporo kontrastów i wyboistej drogi, począwszy od wzajemnej niechęci, przez nieoczywistą przyjaźń, aż przez etapy gorącej miłości, która napędza jeszcze większą brutalność. To właśnie wtedy film zaczyna kierować się w stronę historii o Bonnie i Clyde, w której dwójka bohaterów zostawia za sobą chaos.
Panna młoda!
GramTV przedstawia:
Film potrafi imponować wizualnymi aspektami. Może nie tak jak Frankenstein od Netflixa, ale wrażenie robią zarówno scenografie, jak i kostiumy, a w szczególności świetne charakteryzacje obu potworów. Maggie Gyllenhaal wykorzystała okres dwudziestolecia międzywojennego nie tylko do podkreślenia rodzącej się wtedy „kultury gangsterów”, ale również rozwijającą się stylistyką musicalu czy kabaretu. Film miesza więc klimat klasycznego horroru z atmosferą kina gangsterskiego i scen muzyczno-tanecznych. Nie brakuje nawet odniesień do historii kina i pojawiają się sekwencje taneczne przypominające stare, czarno-białe hollywoodzkie musicale. Ma to jednak niestety swoje wady i Panna młoda próbuje jednocześnie być kinem grozy, jak i hołdem dla klasyki Hollywood, jak również dramatem społecznym z elementami groteskowej komedii. Gyllenhaal chyba za dużo czasu spędziła ze swoimi bohaterami i w filmie potrafi panować prawdziwy chaos oraz przesyt wątkami, postaciami i zmianami estetyki.
Chociaż to, jak te postacie zostały napisane jest problematyczne, tak dużym atutem filmu są odtwórcy głównych ról, którzy potrafią zbudować tych bohaterów nawet wtedy, gdy twórcy nie ułatwili im zadania. Jessie Buckley tworzy ciekawą i niejednoznaczną bohaterkę, która balansuje między okrutnym potworem a wystraszoną młodą kobietą, która dopiero poznaje dorosłe życie i wszystkie jej uroki, ale również zagrożenia. Z drugiej strony jest Christian Bale, który gra bardziej stonowaną postać, ale jednocześnie aktor potrafi ukazać jej problemy i emocje. Dobrze wypada również Annette Bening jako doktor Euphronious, która nadaje historii trochę tajemniczości, choć to jedna z bardziej niewykorzystanych postaci. Podobnie jak bohaterowie grani przez Petera Sarsgaarda, Penelope Cruz, czy Jake’a Gyllenhaala, którzy zasługiwali na trochę więcej uwagi i bardziej rozbudowane wątki.
Pannie młodej! nie można odmówić ambicji, wizualnego przepychu, czy ciekawych bohaterów, ale jednocześnie Maggie Gyllenhaal próbowała połączyć zbyt wiele różnych form, przez co historia staje się chaotyczna, nużąca, a nawet irytująca, jak również denerwująca przez zachowanie głównej bohaterki. Dodatkowo w tej historii nie ma nic nowego i zarówno feministyczny wydźwięk, jak i motyw ucieczki dwójki nieprzystosowanych do społeczeństwa outsiderów jest w kinie z nami od wielu lat, a reżyserka nie popisała się żadnymi przełomowymi odkryciami. To film, który popełnia masę błędów, szczególnie uwydatnionych w trzecim akcie. Panna młoda! nie sprawdza się nawet jako niezobowiązująca historia miłosna, w której brakuje ciekawego rozwinięcia poszczególnych wątków. Nic dziwnego, że Netflix wybrał projekt od del Toro.
3,0
Panna młoda! ma niewiele atutów, ale dwie główne role zdecydowanie podnoszą jakość filmu.
Plusy
Dwie główne wyraziste postacie
Jessie Buckley jest świetna w tej niejednoznacznej roli
Christian Bale tworzy intrygującą interpretację potwora
Warstwa wizualna może się podobać
Minusy
Nużąca, mało angażująca historia
W wielu miejscach wkrada się chaos
Bohaterka bywa irytująca przez swoje zachowanie
Czasami reżyserka miała zbyt wiele pomysłów, które nie potrafiła spiąć ich w spójny sposób
Mało rozwinięte drugoplanowe postacie
Koszmarny wątek z Mary Shelley
Fatalny ostatni akt
W zasadzie nie mówi nic nowego, za to wykorzystuje sprawdzone schematy w fabule
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!