Na Netflix zadebiutował nowy film science fiction. Oceniamy, czy to produkcja warta poświęcenia prawie dwóch godzin.
Domowa pułapka
Netflix jest mistrzem produkowania filmów, które świetnie prezentują się na pierwszych materiałach promocyjnych, kuszą opisami fabuły, czy zdjęciami, zaskakując swoim punktem wyjścia, czy też realizacją, ale po premierze szybko okazuje się, że była to kolejna wydmuszka i film zdobywa chwilową popularność tylko dlatego, że pojawił się na najpopularniejszej platformie streamingowej na świecie. Niestety Ostatni dom, czyli jeden z dwóch największych filmowych premier sierpnia od Netflixa, jest tego następnym przykładem. To połączenie horroru science fiction z dramatem rodzinnym naprawdę potrafi początkowo zaintrygować, ale im bliżej końca, tym widać coraz więcej szwów, a sama historia, jak i bohaterowie stają się coraz mniej interesujący. Wyraźnie widać tu brak pomysłu na trzeci akt, przez co zamiast obiecującego sci-fi otrzymaliśmy przeciętną opowieść o przetrwaniu i rodzinnych więzach.
Ostatni dom
Jason (Wagner Moura) i Riley (Greta Lee) mieszkają z dwójką dzieci na spokojnym przedmieściu Seattle. Ich życie nie jest idealne, ale funkcjonują jak wiele innych podobnych im rodzin. Wszystko zmienia się wraz z nadejściem ulewnego deszczu. Nagle drzwi i okna przestają się otwierać, internet nie działa, a mieszkańcy okolicznych domów odkrywają, że zostali uwięzieni we własnych budynkach. Szybko okazuje się, że pozostanie w domu, jest jedynym sposobem na przeżycie, gdyż na zewnątrz pojawia się tajemnicze zagrożenie. Rodzina musi znaleźć sposób na zdobycie pożywienia, utrzymanie domu i przede wszystkim zachowanie zdrowych relacji, gdy ich izolacja od świata zamienia się w tygodnie, a następnie w jeszcze dłuższe miesiące.
To właśnie sam początek filmu jest zdecydowanie najmocniejszym elementem Ostatniego domu. Film dobrze wykorzystuje prostotę swojego fabularnego założenia, nie potrzebując zbyt długiej ekspozycji. Wystarczy jeden samotny dom z rodziną w środku i świadomością, że na zewnątrz czai się zło, które nie można łatwo pokonać. Przywodzi to na myśl nie tylko alegorię do pandemii koronawirusa, ale również takich filmów, jak Ciche miejsce, ale także Mgła, czy innego hitu Netflixa, czyli Nie otwieraj oczu. W przeciwieństwie jednak do tych filmów, tutaj zagrożenie nie polega wyłącznie na potworach, które mogą atakować poza domem, ale również z pozoru bezpieczny budynek, staje się jednocześnie więzieniem, jak i pułapką. Dlatego też skojarzenia z pandemią są jak najbardziej naturalne, jako że rodzina zostaje odizolowana od świata i musi zorganizować sobie życie na nowo. Film nie próbuje jednak robić z tego ciężkiego dramatu społecznego. Zamiast tego wykorzystuje te analogie jako punkt wyjścia dla kina survivalowego i przez pewien czas działa to całkiem dobrze.
Ostatni dom
Twórcy potrafią również wykorzystać najbardziej przyziemne problemy do napędzania fabuły. Rodzina musi początkowo zastanawiać się nad rzeczami, które w normalnych warunkach wydają się kompletnie nieistotne. Ograniczone zasoby, brak rozrywki i połączenia z resztą świata, a także bardziej palące problemy, począwszy od braku leków, sprawiają, że sytuacja wokół tego najmniejszego i podstawowego ekosystemu rodzinnego staje się coraz bardziej napięta. Nie chodzi więc wyłącznie o potwora czającego za rogiem budynku, ale o przetrwanie i znalezienia nowego sposobu na życie, aby można było przetrwać bez dobrodziejstwa współczesnych technologii. Szkoda jedynie, że scenariusz nie wykorzystuje odpowiednio tych wszystkich założeń. Im więcej czasu spędzamy z rodziną, tym wyraźniej widać, że większość bohaterów została potraktowana powierzchownie. Zdecydowanie najwięcej osobowości ma Jason, jako człowiek, który próbuje zachować optymizm i wykorzystuje swoje umiejętności, aby chronić bliskich. Nieco gorzej wypada Riley, która ma swoje momenty, ale jest ich zdecydowanie zbyt mało. Najgorzej potraktowano dzieci, które w żaden sposób nie służą rozwijaniu historii i stają się tanimi fabularnymi wytrychami do wprowadzenia bardziej dramatycznych scen.
Czyhający potwór
Pomimo tego aż prosiło się o postawienie mocniejszego nacisku na dramat rodzinny. Zamknięcie czwórki ludzi w jednym miejscu przez wiele miesięcy powinno prowadzić do konfliktów, odkrywania niewygodnych prawd i stopniowego rozpadu relacji, aby można je było później odbudowywać pod wpływem kolejnych zagrożeń. Film częściowo próbuje to robić, ale zbyt często traktuje rodzinne problemy jako kolejne przystanki na drodze do następnej sceny survivalowej. Podobny problem pojawia się, gdy twórcy chcą rozwikłać tajemnicę stojącą za makabrycznymi wydarzeniami. Początkowo twórcy rozsądnie nie spieszą się z wyjaśnieniami. Nie wiemy, dlaczego drzwi i okna są zablokowane, ani czym są stworzenia pojawiające się na zewnątrz. Nie wiemy nawet, czy zagrożenie ma pochodzenie naturalne, czy może jest czymś znacznie bardziej niezwykłym. To właśnie ta niewiedza buduje napięcie. Niestety, kiedy już mamy otrzymać odpowiedzi, to rozwiązanie zagadki, a co za tym idzie zakończenie, okazują się rozczarowujące. To właśnie był moment na to, aby twórcy wykorzystali wszystko to, co wcześniej udało im się zbudować. Zamiast tego dostajemy rozwiązania zbyt pośpieszne i pozbawione emocjonalnej siły oraz głębi. Twórcy mają kilka interesujących pomysłów, ale nie rozwijają ich w sposób, który dawałby satysfakcjonujące wyjaśnienie.
Ostatni dom
GramTV przedstawia:
Louis Leterrier to twórca kina akcji, więc nieprzypadkowo został wybrany do nakręcenia Szybkich i wściekłych 10. Ostatni dom to jednak przede wszystkim horror science ficiton, w którym akcji nie ma wcale aż tak dużo. Wybór tego reżysera do takiego projektu nie był więc fortunny. Leterrier potrafi odpowiednio nakręcić sceny akcji, ale już o wiele gorzej radzi sobie z budowaniem bardziej horrorowych elementów. W kilku momentach Ostatni dom próbuje być prawdziwym kinem grozy, jednak nie potrafi wytworzyć atmosfery grozy. W tym wszystkim nie pomaga również montaż. W teorii finałowa sekwencja powinna być kulminacją wszystkich wcześniejszych wydarzeń, ale tempo zaczyna wtedy negatywnie wpływać na całą opowieść.
Ostatni dom miał wszystko, aby stać się kolejnym hitem Netflixa. Nie ma wątpliwości, że produkcja zaliczy przynajmniej niezłą, jak nie dobrą oglądalność, ale raczej nie zapisze się pozytywnie w pamięci widzów. Hitu na miarę Nie otwieraj oczu tym razem nie będzie, a szkoda, bo produkcja Louisa Leterriera miała wszystko, aby się takim stać. To kolejna produkcja, która cierpi na scenariuszowe niedostatki i pomimo ciekawego pomysłu, niewiele potrafi z nim zrobić.
4,0
Ostatni dom zaczyna się jako intrygujący i klaustrofobiczny horror science fiction, ale z czasem traci napięcie, rozczarowuje i kończy jako kolejny przeciętniak do szybkiego zapomnienia.
Plusy
Ciekawie wykorzystana zamknięta przestrzeń domu
Udany początek i budowanie tajemnicy
Kilka pomysłowych scen survivalowych
Interesujące analogie do pandemii
Minusy
Słaby scenariusz
Płaskie postacie, szczególnie dzieci
Film nie wykorzystuje potencjału dramatu rodzinnego
Niewystarczająco straszne i mało zapadające w pamięć potwory
Nierówne budowanie napięcia
Rozczarowujący trzeci akt
Zbyt łatwe i mało satysfakcjonujące wyjaśnienia tajemnic
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!