Czasem jedna historia potrafi odsłonić więcej niż całe tomy archiwów. Zwłaszcza wtedy, gdy jej siłą nie jest spektakularny bunt, lecz cicha, uparta przyzwoitość. Netflix ma serialowy hit, a my dostajemy opowieść, która boli jak wyrzut sumienia.
Najgorętsze miejsca w piekle są zarezerwowane dla tych, którzy w czasach kryzysu moralnego zachowują neutralność. – Dante Alighieri, Boska komedia (parafraza)
Był taki film – Erin Brockovich – z Julia Roberts w roli głównej. Niedawno minęło 25 lat od jego premiery. Kto jeszcze pamięta? W skrócie: bohaterka Roberts to kobieta zaangażowana w słuszną sprawę. Walczy z potężną korporacją o odszkodowania dla ofiar skażenia wody. Nie ma pieniędzy ani wpływów, ma za to niewyparzoną buzię i determinację. I to właśnie prowadzi ją do celu. Roberts dostała za tę rolę Oscara. Okazuje się, że my też mamy swoją Brockovich. Duch tamtej historii wraca w Ołowianych dzieciach, nowej produkcji Netflix, która z miejsca stała się hitem.
Ołowiane dzieci
Poczucie przyzwoitości
Hollywood ma Julię Roberts, my mamy Joannę Kulig. Dostojną, bystrą, elektryzującą. Po Zimnej wojnie w reżyserii Pawła Pawlikowskiego – punkcie zwrotnym w jej karierze – aktorka na moment stała się polskim towarem eksportowym. Warto przypomnieć, że trafiła wówczas do prestiżowej agencji Creative Artists Agency. Co jej to dało? Role w kilku serialach, m.in. Władcy przestworzy i Hanna, a także jedną z głównych ról w muzycznym The Eddy. Ołowiane dzieci to jej powrót na rodzimy grunt – i to powrót z przytupem. Temat jest tak nośny, tak społecznie drażliwy, że trudno przejść obok niego obojętnie.
Kulig wciela się w sześcioodcinkowej produkcji w postać Jolanty Wadowskiej-Król – lekarki, która zaczyna podejrzewać, że problemy zdrowotne najmłodszych pacjentów wynikają z zatrucia ołowiem, i podejmuje walkę o diagnozę oraz nagłośnienie sprawy. Akcja toczy się w latach 70. w śląskich Szopienicach, a za skażenie środowiska odpowiada lokalna huta. Centralnym problemem staje się zderzenie jednostki z systemem: tuszowanie niewygodnych faktów przez władze oraz dramat rodzin dotkniętych skutkami zatrucia.
Twórca serialu, Macieja Pieprzyca, od lat wyróżnia się wrażliwością społeczną. Skupia się na bohaterach wykluczonych, zmagających się z ograniczeniami, często opowiada historie oparte na faktach. Tak było w kluczowym dla jego kariery Chce się żyć, podobnie w Jestem mordercą. Z tego drugiego zapożycza historyczny kostium – Ołowiane dzieci rozgrywają się w latach 70., w realiach PRL-u, który propaganda chciała widzieć jako kraj mlekiem i miodem płynący. Serial z dużą konsekwencją pokazuje schizoidalny charakter tamtego ustroju: pod sztuczną, pastelową fasadą kryło się mnóstwo brudu.
Ołowiane dzieci
Czerwony Kapturek w zadymionym lesie
Postać grana przez Kulig jest największym atutem tej historii. Za nią podążamy, na niej spoczywa ciężar ukazanego dramatu. Znakiem rozpoznawczym serialu pozostanie widok pani doktor idącej z torebką, na obcasach, w zwiewnej sukience, przedzierającej się przez brud osiedla przy hucie. Bohaterka przedziera się przez ten peerelowski dym z niebywałą zawziętością. Jest odważna, ostra i oddana sprawie – budzi podziw.
GramTV przedstawia:
Wadowska-Król jednocześnie uosabia pewne rozdarcie. Tak jak PRL miał dwa oblicza, tak ona stoi – na obcasach i z torebką – przed wyborem: komfort i bezpieczeństwo, które pozwolą jej spokojnie kontynuować karierę, czy zaangażowanie wymierzone w obnażenie obłudy systemu, co niemal na pewno doprowadzi ją do konfliktu przekraczającego jej siły. To nie tylko starcie jednostki z aparatem władzy, ale też racjonalności z zabobonnością epoki. Pobocznym, lecz istotnym tematem pozostaje nie tylko ubóstwo materialne, ale też ubóstwo wiedzy medycznej ówczesnego społeczeństwa.
W jednej z najbardziej wymownych scen wpływowa persona o twarzy Mariana Dziędziela półsłówkami sugeruje bohaterce, co powinna zrobić, by osiągnąć sukces. Grana przez Kulig lekarka odpowiada, że nie stoi za nią żadna siła – i rzeczywiście, przez długi czas wydaje się samotna. Sens tej historii prowadzi jednak do klasycznego, solidarnościowego przesłania: w kupie siła. Zorganizowana odpowiedź okazuje się jedyną skuteczną tarczą na gumową pałkę PRL.
Ołowiane dzieci
Torebka, sukienka, obcasy
Przygotowując się do recenzji, natrafiłem na obszerny wpis Magdalena Majcher, autorki książki “Doktórka od familoków”, napisanej we współpracy z Jolantą Wadowską-Król. Majcher wskazuje kilka istotnych nieścisłości. Zwraca uwagę na postać profesor Berger, w serialu sportretowaną (przez Agatę Kuleszę) jednoznacznie negatywnie – podczas gdy jej realny odpowiednik, Bożena Hager-Małecka, odegrała fundamentalną rolę w rozpoznaniu ołowicy i wsparciu badań. Autorka podważa też sensacyjne wątki dotyczące represji oraz przesunięcie akcentu z pracy zespołowej na samotną walkę bohaterki. Prostuje przy okazji medialnie nośny motyw – lekarka nie była w ciąży w czasie prowadzenia badań. Z jej relacji wyłania się historia mniej sensacyjna, bardziej zespołowa i świadoma – również po stronie tych, którym zależało, by sprawa nie wyszła poza lokalny cień.
Warto pamiętać, że mamy do czynienia z serialem fabularnym, nie reportażem. Twórcy świadomie podkręcili dramatyzm i napięcie, dzięki czemu historia zyskała emocjonalną temperaturę i większą siłę oddziaływania. Trudno odmówić im skuteczności. Właśnie dzięki tym konkretnym decyzjom tak zniuansowana w moich oczach okazuje się postać grana przez Agatę Kuleszę. Jest tu bowiem lekarką co prawda dostrzegającą słuszność działań koleżanki, lecz będącą uwikłaną w systemowe kajdany. Podobnie działa postać aparatczyka SB w interpretacji Michał Żurawski, wypełniony niejednoznacznymi odcieniami szarości. Swoją drogą, Żurawski po Heweliuszu i Ołowianych dzieciach chyba znalazł swój kurs – role tajemniczych, silnych psychicznie mężczyzn, o leniwym spojrzeniu leżą mu jak ulał.
Gumowa pałka PRL
Jeśli więc ktoś zajrzał do Ołowianych dzieci oczekując rekonstrukcji 1:1 na treści z Wikipedii, może czuć niedosyt, wręcz wzgardę. Jako opowieść dramatyczna ta wizja broni się jednak bardzo przekonująco – nie chce być kalką rzeczywistości, lecz jej interpretacją; nie stenogramem, ale echem. Serial płynie powoli, chwilami jak ciężkie, ołowiane powietrze unoszące się nad familokami, lecz od pierwszej do ostatniej sceny pozostaje wierny własnemu tonowi.Zdejmuje z PRL-u pastelowy filtr nostalgii i pokazuje, że za propagandowym obrazem „niegroźnej epoki” stały dramaty znacznie poważniejsze niż symboliczne malowanie trawy na zielono.
Pozbawiony filtrów komin przestaje być znakiem progresu – staje się znakiem destrukcji. Przez moment obawiałem się, że ta opowieść skręci w stronę zbyt łatwej baśni, w której bohaterka – niczym Czerwony Kapturek – bez lęku przemierza ciemny las i wychodzi z tego zwycięsko, nawet jeśli wilk dysponował większą siłą. Finał nie daje jednak komfortu prostego katharsis. To nie jest historia ciemna jak kawa, przełamana miodem, zgodnie z upodobaniem bohaterki. Ostatni łyk okazuje się gorzki. I może właśnie w tej goryczy – w cenie, jaką płaci się za odwagę – tkwi największa siła tej, skądinąd, pięknej opowieści o niezwykłej kobiecie.
7,0
Prosta historia o odwadze i determinacji, w obliczu niełatwych wyborów i trudnych okoliczności. Joanna Kulig nie ma pleców, ale ma mnóstwo siły.
Plusy
Joanna Kulig jest zjawiskowa – niesie tę historię z niezwykłą siłą i naturalną charyzmą
Bardzo dobra obsada – na ekranie pojawiają się także Marian Dziędziel, Zbigniew Zamachowski i Kinga Preis, którzy nadają tej historii dodatkową wagę
Mocny społecznie temat, sugestywne oddanie realiów PRL
Minusy
momentami zbyt widoczne CGI wykorzystywane do "malowania" pejzażu tej historii
Dziennikarz filmowy, krytyk. Lubi otwarte podejście do kina i popkultury. Fantastykę w każdej postaci przeplata seansami klasyki. Gdy akurat nie gra w Diablo 4, nie pogardzi dobrym komiksem i książką.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!