Nemesis: Odwet to trzecia część kultowej już planszówki. Na statek kosmiczny wracamy uzbrojeni i gotowi stawić czoła rojom obcych
Klimat gęstych korytarzy i zdrady
Standardowa rozgrywka Nemesis: OdwetJeśli ominęły was dwie poprzednie części, to seria Nemesis mocno inspiruje się kultowym filmem Obcy: 8 pasażer Nostromo. W odległej przyszłości ludzkość nawiązała niezbyt przyjemny pierwszy kontakt z niezbyt inteligentnymi, ale zabójczymi obcymi, co kosztowało życie kilka załóg statków. I pobudziło marzenia kilku chciwych korporacji. W Nemesis: Odwet wcielamy się w wyszkolony oddział kosmicznych marines, których celem jest wtargnięcie na zajętą stację i stawienie czoła intruzom. Mamy granaty, mamy pistolety, nie jesteśmy już bezbronną zwierzyną, której jedynym celem jest przeżycie. Ale nie oznacza to, że zadanie jest proste.
Podobnie jak w poprzednich częściach, Nemesis: Odwet to gra semikooperacyjna. A to taki zabawny termin. Teoretycznie, mamy wspólne wytyczne misji, losowane każdorazowo przed grą. Może być to zniszczenie całej stacji, może być to zabicie królowej obcych albo nawet podkradnięcie jej kilku jaj do dalszych badań. Idziemy jako grupa, realizujemy cel i uciekamy. Ale świat kosmicznych korporacji jest nieco bardziej skomplikowany i gracze mogą otrzymać również prywatny cel. Ktoś kto pragnie opowiedzieć o przestępstwach korporacji chciałby być świadkiem koronnym i jako jedyny posiadać zapisy z komputera stacji. Jeszcze ktoś inny przyjął mały dodatek do pensji i wolałby, żeby gracz numer 4 nie wrócił z misji żywy. A jeszcze ktoś inny chciałby pozostać jedyną żyjącą osobą i nie interesuje go główny cel misji.
Drobny, ale tylko na pozór konflikt interesów
Teoretycznie, w większości przypadków, możliwe jest, że cele graczy się zazębiają i faktycznie możemy wykonać wspólnie misję. Problem w tym, że nie wiemy jaki naprawdę cel wybrali nasi kompani. Operator broni ciężkiej cudem ucieka z reaktora? Niezwykle niefortunne byłoby gdyby ktoś zamknął mu przed nosem drzwi, prawda? Albo gdyby ktoś skrajnie egoistycznie samodzielnie odleciał promem zostawiając drużynę na pewną zgubę. W Nemesis nie mamy wiernych towarzyszy broni – jesteśmy grupą wyrzutków w której każdy musi każdemu patrzeć na ręce.
Im dalej w las tym ciemniej
Tak też się zdarza, mało fortunny scenariusz Oficerze
Każda gra w Nemesis: Odwet zaczyna się tak samo – startujemy w strefie lądowania, odkrywamy cel naszej misji i ruszamy eksplorować stację kosmiczną. Mapa jest modularna, tworzymy ją w trakcie odkrywania, dzięki czemu każda rozgrywka wygląda zupełnie inaczej. W trakcie będziemy odkrywać mnóstwo ważnych pomieszczeń – centrum kontroli tlenu, szpital, reaktor statku czy eksperymentalne laboratorium wojskowe. Większość z nich okaże się niezwykle przydatna, chociażby, żeby się udusić.
Poruszanie się po bazie zajętej przez drapieżnych obcych nie jest jednak lekkim zadaniem – nasze ruchy wywołują liczne szmery stuknięcia i hałasy. A te przyciągają intruzów, w bardzo licznych grupach. Gra ma dosyć ciekawą mechanikę walki – jeśli podejmiemy obcych w wąskim i ciasnym korytarzu to będzie to dla nas ćwiczeniem strzeleckim. Obcy w dużym pomieszczeniu pokazuje jednak swoją zwinność i staje się poważnym problemem. Nemesis: Odwet zmusza graczy do iście wojskowego planowania swojej taktyki, bez kooperacji nie dojdziemy nawet do połowy stacji.
Nie wszyscy wrócą żywi
Operatorka broni ciężkiej walczyła heroicznie do samego końca (rychłego i bolesnego)
Kojarzycie filmy z serii Obcy i dzielną Ellen Ripley? To w Nemesis: Odwet wcielamy się w postacie z tego filmu, ale raczej w tych marines, którzy giną gdzieś w piątej minucie w akompaniamencie paskudnych wrzasków. Intruzi w Nemesis: Odwet to nie jakieś tam stworki niskiej kategorii tylko chodzące maszyny do mordowania. Nasze życie to skąpy i ciężko odnawialny zasób, a wpadnięcie w ślepy zaułek z dorosłym trutniem obcych często zakończy się po prostu śmiercią. Niestety, taki gracz jest całkowicie wyeliminowany z rozgrywki i może iść już do domu. Przyznam, że odebrałem to jako spory minus całej gry, zabrakło jakiegoś elementu, który wciąż pozwoliłby wyeliminowanym uczestniczyć w rozgrywce.
Stan życia? Krytyczny. Tlen? Brak. Rany? Liczne. Szanse na przeżycie? No nie żartuj.
Nawet jeśli dojdziemy cali (niekoniecznie) i zdrowi (wątpliwe) do strefy lądowania to istnieje też niezerowa szansa, że złapaliśmy kosmiczną grypę. Każdy kontakt z obcymi naraża nas na zarażenie. Otrzymujemy wtedy kartę skażenia, która nie tylko zapycha nam rękę z kartami i utrudnia ruchy. Dopiero przeskanowanie jej specjalnym skanerem powie nam czy jesteśmy zarażeni. A to grozi nawet przeobrażeniem się w obcego, kojarzycie scenę z ksenomorfem wychodzącym z brzucha, prawda? W Nemesis: Odwet śmierć nie jest odległą ewentualnością za wykazanie się wybitną głupotą. Jest bardzo realistycznym scenariuszem.
GramTV przedstawia:
Dopiero skaner pokaże nam czy nie mamy w brzuchu pasażera na gapę
A co z mechaniką?
Ten stół ma dwa metry szerokości
Nemesis: Odwet to raczej długa gra, myślę, że spokojnie możemy liczyć po nawet 45 minut na gracza (do 5 grających). Liczba komponentów też może nieco przytłoczyć. Niemniej, wykonanie moim zdaniem nie zawiodło. Liczne figurki obcych są świetne, znaczniki czytelne i dobrze wykonane, a planszetki gracza i cała plansza bez najmniejszego zarzutu. Zwróciłbym też uwagę na fakt, że gra jest olbrzymia, załączam zdjęcie ze stołu mającego prawie dwa metry szerokości. To kawał planszówki na długi wieczór.
Cykl życia intruza, od larwy po dorodnego trutnia
Raczej jest to też tytuł dla zaawansowanych graczy. Podstawy Nemesis: Odwet są proste do opanowania – mamy zarządzanie ręką jak w typowym deckbuilderze, wykonujemy po dwie akcje na turę aż będziemy musieli spasować i ogranicza nas liczba tur. Problemem robi się jednak liczba mikrozasad i drobnych rzeczy. Każda tura to też procedury – obcy atakują (rozpatrujemy dla każdego obcego), pożary, tlen, statek ratunkowy, stan gniazda, ruchy obcych. Robi się tego dużo i zazwyczaj jedna osoba będzie musiała niejako prowadzić rozgrywkę.
Dla miłośników ciężkich i skomplikowanych gier Nemesis: Odwet będzie doskonałym tytułem. Jeśli do tego lubicie klimat Dark Souls i czerpiecie jakąś przyjemność z przegrywania to poczujecie się jak w domu. A jeśli pytacie o moją osobistą opinię, to Nemesis: Odwet to świetna gra, która odrobinę traci na przekomplikowaniu i niezbyt czytelnie poskładanej instrukcji. Ale mimo to bardzo chętnie zagram jeszcze wiele partii, może w końcu uda się wyjść cało z tego statku.
8,5
Nemesis: Odwet to ciężka, surowa i bezlitosna gra, która wciągnie nas na długie godziny
Plusy
Doskonały wykonanie
Gęsty klimat czystego horroru
Wysoka regrywalność
Szereg ciekawych mechanik
Minusy
Duża liczba mikrozasad i proceduralności
Eliminacja pojedynczego gracza może nastąpić bardzo szybko
O Legacy to na dzień dzisiejszy nic nie wiadomo. Z opisu to bardziej wynika jakby to miał być jakiś podręcznikowy rpg. Osobiście sądząc po ostatnich gniotach związanych z tym ip (puzzle, jakieś pseudo-gierki itp.) podejrzewam że Legacy rewelacyjne też nie będzie.
Ja Retribution odpuszczam - ograniczone budowanie planszy jak i słaby gameplay zdecydowanie mi nie leży.
Może pokręciłem nazwy. Chodziło mi poprzednią część z fabularnym scenariuszem.
MisticGohan_MODED
Gramowicz
Ostatni piątek
Silverburg napisał:
W kwestii rozgrywki kooperacyjnej, jak się ta część ma do Nemesis: Legacy i pełnego trybu kooperacyjnego? Z tego, co wnioskuję nowa odsłona wraca do Nemesis 1 i trybu "cut throat", dobrze zrozumiałem?
O Legacy to na dzień dzisiejszy nic nie wiadomo. Z opisu to bardziej wynika jakby to miał być jakiś podręcznikowy rpg. Osobiście sądząc po ostatnich gniotach związanych z tym ip (puzzle, jakieś pseudo-gierki itp.) podejrzewam że Legacy rewelacyjne też nie będzie.
Ja Retribution odpuszczam - ograniczone budowanie planszy jak i słaby gameplay zdecydowanie mi nie leży.
Silverburg
Gramowicz
Ostatni piątek
W kwestii rozgrywki kooperacyjnej, jak się ta część ma do Nemesis: Legacy i pełnego trybu kooperacyjnego? Z tego, co wnioskuję nowa odsłona wraca do Nemesis 1 i trybu "cut throat", dobrze zrozumiałem?