W kinach zadebiutował nowy horror Mumia. Oceniamy, czy to lepsza produkcja od niesławnego filmu z Tomem Cruisem.
Klątwa faraona
Przez wiele lat Mumia kojarzyła się z przygodową serią z Brendanem Fraserem, która uczyniła z tego aktora gwiazdę. Jednak młodsi widzowie mogą ten tytuł kojarzyć przede wszystkim z nieudanego filmu z Tomem Cruisem z 2017 roku, który miał rozpocząć Dark Universe, czyli zupełnie nową serię wzorowaną na uniwersum Marvela, w której głównymi bohaterami miały być potwory. Produkcja okazała się jednak tak wielkim niewypałem, że doprowadziła do skasowania kolejnych części, a w konsekwencji do anulowania całej serii. Od tego czasu nikt nie miał pomysłu, co właściwie zrobić dalej z Mumią. Legendarnego potwora postanowił wskrzesić Lee Cronin, reżyser udanego Martwego zła: Przebudzenie z 2023 roku. Jednak tym razem zamiast przygodowej opowieści mieliśmy otrzymać pełnoprawny horror, który kompletnie nie miałby nic wspólnego z poprzednimi tytułami o zmumifikowanym potworze. Czy więc po triumfalnym powrocie Martwego zła Cronin zdołał przywrócić do łask kolejne monstrum? Pozytywna wiadomość jest taka, że nie jest to film tak zły, jak można byłoby sądzić po materiałach promocyjnych. Zła jednak taka, że wciąż nie jest to udana produkcja.
Mumia: Film Lee Cronina
Film opowiada historię rodziny dziennikarza Charliego Cannona (Jack Reynor), jego ciężarnej żony Larissy (Laia Costa) oraz dwójki dzieci. Pewnego dnia z ogrodu ich domu w Kairze znika córka Katie, która wcześniej rozmawiała z kobietą podającą się za matkę jej przyjaciółki. Dziewczynki nie udaje się odnaleźć i rodzina zostaje zmuszona do pogodzenia się z tragedią i ułożenia sobie dalszego życia w Stanach Zjednoczonych. Osiem lat później dochodzi do tajemniczej katastrofy lotniczej, w której wraku odnaleziony zostaje sarkofag. W jego wnętrzu spoczywa Katie (Natalie Grace), która nieoczekiwanie wraca do żywych. Jej powrót do domu szybko okazuje się początkiem koszmaru, gdyż dziewczyna nie jest już tą samą osobą, a wraz z nią uwalnia się mroczna, niszczycielska siła.
Lee Cronin obiecał horror i słowa dotrzymał, przynajmniej częściowo. Chociaż film często wpada w thrillerową stylistykę, to w dalszej części reżyser rozwija fabułę w sposób podobny do Martwego zła: Przebudzenie, gdzie liczą się przede wszystkim próby wystraszenia widzów, choć niekoniecznie jump scare’ami. Przez większość czasu otrzymujemy więc kino grozy oparte na rodzinnych relacjach, niejako odwołującego się do takich klasyków, jak Egzorcysta. Taka próba reinterpretacji Mumii jest intrygująca i ciekawa, ale też powoduje, że fani kultowego potwora będą zawiedzeni, jak cała klątwa została potraktowana. Dlatego wybierając się na nową Mumię, warto mieć przede wszystkim na uwadze, że film luźno korzysta ze schematu tytułowego potwora, ale nie próbuje zdefiniować go na nowo.
Mumia: Film Lee Cronina
Opętana Katie staje się nośnikiem nadprzyrodzonego zła, które rozprzestrzenia się w domu i atakuje resztę rodziny, doprowadzając do krwawych wydarzeń. Analogie do Martwego zła są więc tu na porządku dziennym i czasami ma się aż wrażenie, że Cronin cytuje swój poprzedni film. Doprowadza to do tego, że reżyser bardziej dba o efekt niż samą historię. Szczególnie, że w ponad dwugodzinnym filmie, większa część fabuły opiera się na pokazaniu działań samej klątwy niż rozwiązywaniu zagadki. Ta jest głównie haczykiem na widzów, aby pozostali z tą historią do końca, ale niestety nie stanowi głównej atrakcji, choć paradoksalnie stanowi najciekawszy element historii. Tym samym Cronin wyraźnie woli opowiadać o tym, jak stan Katie wpływa na resztę jej rodziny, niż rozwiązywać jakąkolwiek tajemnicę.
Niby martwe, a jednak wciąż żyjące zło
Gdyby reżyser bardziej postawił na rozwój mitologii tytułowego potwora i wplótł to w rodzinny dramat, mogłoby z tego wyjść coś o wiele głębszego. A tak na ekranie doświadczamy kolejnych z pozoru strasznych scen, które wcale nie straszą, a są przerywane mało przekonującymi rodzinnymi wątkami. Postacie czasami reagują nielogicznie, konflikty pojawiają się i znikają bez konsekwencji, a emocjonalny ciężar historii nigdy nie potrafi odpowiednio wybrzmieć. O wiele lepiej wypada detektywistyczny wątek Dalii Zaki, granej przez May Calamawy, który wnosi nieco powiewu świeżości i potrafi zbudować trochę naturalnego napięcia. Może właśnie motyw śledztwa byłby dla tego filmu bardziej odpowiedni, niż skupianie się na rodzinnie Cannonów.
Mumia: Film Lee Cronina
GramTV przedstawia:
Produkcja ma jednak wyraźne zalety, żeby tylko wspomnieć technicznym rozmachu, szczególnie wizualnym. Szerokie kadry, czy intensywna praca kamer mogą się podobać, tak samo jak świetne efekty praktyczne, które Cronin zrobił już odpowiedni użytek przy Martwym złu. Trzeba jednak mieć na uwadze, że reżyserowi brakuje dystansu i cała zaprezentowana na ekranie brutalność oraz przemoc jest mocna i wyrazista, bez miejsca na jakiekolwiek niedopowiedzenia. Po pewnym czasie szok zaczyna zamieniać się w monotonną nudę, a Mumia nie potrafi już wtedy dostarczać żadnych emocji.
Pod względem aktorskim film zdecydowanie nie ma czym się pochwalić. Jack Reynor kompletnie zawalił ukazanie emocjonalnego ciężaru swojego bohatera, często wypadając groteskowo, gdy musi zaprezentować strach, czy niepewność. Nieco lepiej wypada Laia Costa, choć przez większość czasu jest po prostu bezbarwna. Jeżeli aktorsko można kogoś wskazać, że wywiązał się ze swojej pracy, to zdecydowanie Natalie Grace, która przekonująco wypada jako zmumifikowane monstrum. Niezła jest również May Calamawy, której determinacja, aby rozwiązać zagadkę zniknięcia Katie, wypisana jest na twarzy w wielu scenach.
Mumia: Film Lee Cronina miało ambicje powtórzyć sukces Martwego zła: Przebudzenie i widać, że reżyser chciał wykorzystać sprawdzone w tamtej produkcji rozwiązania, ale po drodze coś ewidentnie poszło nie tak. Największym problem jest brak ugruntowanej mitologii Mumii, gdzie przy filmie Martwe zło reżyser mógł skorzystać z rozwiązań znanych z poprzednich części, tutaj musząc budować wszystko od podstaw. Zamiast więc świeżego spojrzenia na kultowego potwora otrzymujemy mieszankę najróżniejszych zapożyczeń i odwołań zarówno do klasyków horrorów, jak i nieco nowszych przedstawicieli gatunku grozy. Może się jednak podobać jego realizacja, która stoi na podobnym poziomie, co Martwe zło, więc fani stylu Cronina odnajdą tu coś dla siebie.
4,0
Mumia Lee Cronin to efektowny wizualnie, lecz narracyjnie chaotyczny horror, który gubi własną tożsamość między ambitną reinterpretacją a wtórnym kinem z motywem opętania.
Plusy
Niezła warstwa techniczna…
…szczególnie praktyczne efekty specjalne
Brutalne i odważne sceny przemocy i gore
Niektóre sekwencje grozy robią wrażenie
Niezły wątek detektywistyczny
Natalie Grace sprawdza się w roli potwora
Minusy
Kiepski scenariusz
Za długi metraż
Rodzinny wątek szybko zaczyna nudzić
Słabo napisane postacie
Za dużo tu zapożyczeń z innych filmów, w tym poprzedniego dzieła reżysera
Przydałoby się bardziej rozwinąć sam wątek mumii i potwornych zdolności
Słaby występ Jacka Reynora
Pod koniec za dużo szokujących scen, które przestają emocjonować
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!