Maszyna do zabijania – recenzja filmu. Inwazja z kosmosu

Radosław Krajewski
2026/03/08 10:00
1
0

Na Netflixie zadebiutował nowy film science fiction o walce ludzi z machiną wojenną nie z tej ziemi. Oceniamy, czy to dostarczający rozrywkę akcyjniak.

Ameryka kontra kosmici

Platformy streamingowe, a już w szczególności Netflix, zalewają nas różnymi, często wątpliwymi jakościowo filmami, głównie tymi spod znaku komedii romantycznych, czy akcji. Pierwsza zapowiedź Maszyny do zabijania nie wzbudziła we mnie większych emocji. Ot, kolejny durny, ale widowiskowy akcyjniak, który prawdopodobnie zbierze fatalne oceny od recenzentów i średnie od widzów, ale pomimo tego znajdzie swoją niszę, a nawet na tydzień zostanie nowym oglądalnościowym hitem Netflixa. Dlatego jestem zaskoczony, że w przypadku Maszyny do zabijania się myliłem i film, pomimo mało chwytliwego tytuł, potrafi na te niecałe dwie godziny przykuć do ekranu. Czy jest głupio i absurdalnie? Jeszcze jak! Ale czy pomimo tego produkcja w reżyserii Patricka Hughesa dostarcza emocji, potrafi nacieszyć oko efektami specjalnymi, a przy tym ma charyzmatycznego bohatera granego przez Alana Richtsona? Również tak! Jeżeli tylko nie macie alergii na wybuchowe widowiska, w których liczy się wyłącznie akcja, to powinniście najnowszej propozycji od Netflixa dać szansę.

Maszyna do zabijania
Maszyna do zabijania

Historia opowiada o żołnierzu oznaczanym numerem 81 (Alan Ritchson), będącym weteranem wojny w Afganistanie, który próbuje odnaleźć nowy sens życia. Chociaż jest straumatyzowany po utracie bliskiej osoby, a także doświadczeniach z pola walki, to jest również zdeterminowany, aby udowodnić swoją wartość. Podejmuje się największego wyzwania w swojej dotychczasowej wojskowej karierze, czyli dołączenia do elitarnej jednostki Rangersów zgodnie z wolą jego zmarłego brata. Wszystko jednak zmienia się wraz z pojawieniem przybyszów z innej planety, którzy nie mają przyjaznych zamiarów. Wraz z innymi żołnierzami, w tym 7 (Stephan James) i 15 (Blake Richardson), stawiają opór kosmitom. Walka jednak wydaje się z góry przegrana, ale amerykańska armia nie zamierza tak łatwo się poddać i chcą obronić planetę za wszelką cenę.

Film w zasadzie podzielony jest na dwie części, gdzie pierwsza, ta bardziej realistyczna, koncentruje się na wyczerpującym, a miejscami nawet brutalnym szkoleniu. Rekruci muszą przejść serię niezwykle trudnych prób fizycznych, jak również psychicznych, które mają sprawdzić ich odporność na stres, zdolność do pracy w zespole, czy dyscyplinę. Kandydaci tracą więc swoje tożsamości i otrzymują numery, stając się wyłącznie liczbami w statystyce. Armia pozbawia ich człowieczeństwa, a w zamian tworzy ludzkie maszyny do zabijania, które mają wykonywać każdy rozkaz i zrobić to ze stuprocentową skutecznością. Kulminacją jest misja w górach, która ma sprawdzić ich umiejętności działania w warunkach bojowych, a więc wszechogarniającego chaosu. Ich zadaniem jest odnalezienie miejsca katastrofy samolotu, zanim zrobi to przeciwnik. Na miejscu okazuje się jednak, że obiekt latający nie należy do żadnej wrogiem armii, ale kosmitów, a dodatkowo samolot okazuje się zaawansowaną technologicznie maszyną bojową, która po aktywacji rozpoczyna bezwzględną walkę z żołnierzami.

Maszyna do zabijania
Maszyna do zabijania

Od tego momentu Maszyna do zabijania diametralnie się zmienia. To już nie jest dramat wojenny w stylu Top Guna, ale pełnoprawny akcyjniak z elementami science fiction, w którym bohaterowie muszą nie tylko przetrwać, ale również doprowadzić do zniszczenia obcej machiny. Twórcy nie boją się korzystać z gatunkowych schematów i często nawiązują do klasycznych filmów, żeby tylko wspomnieć o Predatorze w samym tylko motywie polowania w dzikim, niebezpiecznym terenie, czy też Na skraju jutra, choć film Netflixa pozbawiony jest zabaw z pętlą czasową. Całość sprowadza się nie do walki z obcymi najeźdźcami, ale do pojedynczego, ale niesamowicie groźnego przeciwnika, który przypomina futurystycznego robota bojowego niż projekt pochodzący z zupełnie innej planety. Dlatego też szkoda, że pomimo tak prostego punktu wyjścia, dalsza część fabuły jest tylko pretekstem do kolejnych scen akcji i twórcy nie próbują niczym zaskoczyć widza. Wszystko odbywa się tu w doskonale utartym schemacie i nawet nieliczne zwroty akcji są na tyle przewidywalne, że stanowią jedynie pretekst do kolejnych strzelanin i wybuchów.

Prawdziwa maszyna

Te jednak robią wrażenie, o ile nie będziemy po Maszynie do zabijania oczekiwać drogiego blockbustera prosto z kin. Twórcom udaje się dobrze zrealizować sceny walk żołnierzy z obcą technologią, gdzie bywa widowiskowo i efektownie, a kolejne wymiany ognia dostarczają rozrywki. Świetnie sprawdzają się również momenty pościgów i ucieczek bohaterów przed mechanicznym przeciwnikiem. Hughes potrafi oddać fizyczny wysiłek bohaterów i na ich twarzach, ale również w zachowaniu oraz mowie, czuć zmęczenie i ból. Dobre wrażenie robią również efekty specjalne, choć niektóre sceny wymagały dopracowania. Cała ta warstwa, na której Maszyna do zabijania ma się opierać, jest przynajmniej satysfakcjonująca i chociaż to ten rodzaj filmu, o którym zapomina się zaraz po seansie, to daje spodziewanej porcji rozrywki.

Maszyna do zabijania
Maszyna do zabijania

GramTV przedstawia:

Alan Ritchson został stworzony do takich ról. Aktor znany z Reachera kolejny raz udowadnia, że świetnie odgrywa twarde, małomówne postacie z bagażem doświadczeń i trudną przeszłością. Nie inaczej jest w Maszynie do zabijania, gdzie doskonale odnajduje się zarówno w scenach akcji, jak i tych bardziej dramatycznych. To właśnie dzięki niemu 81 posiada w sobie trochę głębi, której twórcy zapomnieli mu dopisać. Gorzej niestety wypadają drugoplanowe postacie i gdy Stephan James gra po prostu pomocnika i najbliższego kompana na polu bitwy głównego bohatera, to reszta postaci pozostaje w tle. Rozczarowujący jest także występ Jai Courtney’a, którego jest po prostu za mało, czy Dennisa Quaida jako dowódcy pułku Sheridana.

Maszyna do zabijania przy odpowiednim podejściu potrafi zaskoczyć. Nie swoimi fabularnymi rozwiązaniami, scenami bitew, czy też postaciami, ale bezkompromisową, a przy tym pozbawionymi nadętości scenami akcji, które dostarczają rozrywki i emocji. To banalnie prosty film w swojej konstrukcji, który nie ma ambicji być czymś więcej niż streamingowym blockbusterem, a przy tym odwołującym się do klasyków gatunku z pogranicza akcyjniaków i science fiction. Jeżeli więc szukacie czegoś mało skomplikowanego, a przy tym zaskakująco angażującego, to ta propozycja będzie jak znalazł.

6,0
Maszyna do zabijania to dynamiczny, choć dość schematyczny akcyjniak science fiction, który dzięki charyzmatycznej roli Alana Ritchsona i kilku efektownym scenom potrafi dostarczyć rozrywki.
Plusy
  • Widowiskowe, a przy tym dostarczające wrażeń sceny akcji
  • Świetna rola Alana Ritchsona
  • Potrafi zbudować napięcie w walce z maszyną
  • Niezłe efekty specjalne
Minusy
  • Przewidywalna, pełna schematów historia
  • Postacie drugoplanowe niemal w ogóle niewykorzystane
  • W postaciach brakuje większej psychologii
  • Przeciwnik mógłby być bardziej urozmaicony pod względem wizualnym
Komentarze
1
Yarod
Gramowicz
Wczoraj 21:28

ogólem faktycznie taki 6/10. Idzie to obejrzeć, nawet momentami fajnie zrealizowany - ilość głupot w miare akcetpowalna. Tylko Richtson gra bardziej Reacher'a. Ogółem żeby obejrzeć z kimś i zapomniec.