Magiczni Atleci to nowość na rynku, zaprojektowana przez samego Richarda Garfielda – twórcę Magic: The Gathering. I o co tutaj chodzi?
Do biegu, gotowi, start!
Magic: The Gathering to chyba jedna z najbardziej skomplikowanych gier na świecie. Próg wejścia jest w tym momencie absurdalnie wysoki, szczególnie w bardziej skomplikowane formaty. Magiczni Atleci to jednak zupełnie inna kategoria – to gra rodzinna, imprezowa czy po prostu nieco luźniejsza. Zasady ogarniemy w dosłownie 5 minut.
Idea jest prosta – wybierzemy czterech atletów, którzy zmierzą się w czterech wyścigach. Na koniec sprawdzimy, kto zajął najlepsze lokaty i zgarnął najwięcej punktów. Ale żeby było nieco ciekawiej, każdy magiczny atleta ma pewien zestaw specjalnych umiejętności, który zamiesza w rozgrywce. I tak naprawdę, to niemal wszystkie zasady i ogólny koncept tej gry. Nie ma tutaj dodatkowych kart, zasad, celów, punktów. Rozkładamy, tłumaczymy i gramy.
Wykonanie? Perełka!
Pierwszy mocny akcent od Magicznych Atletów to na pewno wykonanie. Gra jest po prostu śliczna. Być może nie jest to styl graficzny, który trafi do każdego, ale w moje gusta wpisuje się po prostu idealnie. Grafiki są śmieszne, momentami trochę urocze, a żarty wizualne trafione. Do tego każda z postaci ma odrobinę lore’u w księdze zasad. Dowiemy się, że Duży Bachor (serio duży) tak naprawdę ma 30 lat, a Mózg zrealizuje każdy plan, poza tym, w którym jego rodzice wracają do siebie. Syzyf natomiast jest od zawsze skromny i na zawsze zarobiony, a Romantyczka (dinozaur) to już gatunek wymierający. Magiczni Atleci są pełni dosyć ciepłego żartu na naprawdę niezłym poziomie. Totalnie to kupuję.
Do tego całość jest świetnie wykonana. Plansza i karty są wzorowej jakości, a każdy Atleta ma indywidualnie wykonany drewniany pionek. Różnią się kształtem, wielkości i czuć po prostu, że twórcy podeszli do tej sprawy z należytą starannością. Fajnie też, że wszystko zapakowano w papierowe torby, nie ma tutaj poza folią nawet grama plastiku.
Rozgrywka? Perełka!
Zasady Magicznych Atletów to chińczyk. Naprawdę, to nie jest nawet przesada. Mamy planszę z polami, start i metę. Rzucamy sześciościenną kością i przesuwamy się o tyle oczek, ile wypadło na kości. Kto pierwszy dojdzie do mety wygrał. Gotowe, koniec zasad, zapraszam zawodników na linię startu i niech wygra lepszy. Pamiętajcie, że ścigamy się cztery razy, a późniejsze wyścigi dadzą trochę więcej punktów za zwycięstwo.
Potem pojawią się jednak pierwsze schody. Po pierwszym wyścigu obracamy planszę na drugą stronę i gramy już w węże i drabiny. Pojawiają się pola, które przesuną nas trochę do przodu, pojawią się pola, które przesuną nas trochę do tyłu i parę bonusów. Albo pozytywnych – dodatkowy punkt za wylądowanie na danym polu, albo negatywnych, czyli gleba i pomijamy następną turę.
GramTV przedstawia:
A do tego pojawiają się umiejętności atletów, czyli największa atrakcja. Na początku mamy prawdziwy draft zawodników – pojawiają się karty atletów i gracze po kolei tworzą z nich drużynę czterech śmiałków. Następnie, na każdy wyścig szykujemy jednego z nich. Umiejetności są naprawdę przeróżne i bardzo często wpływają na siebie nawzajem. Zając ma +2 do rzutów, ale pomija turę, jeśli już prowadzi w wyścigu. Alchemik może zmienić wyrzucone jedynki i dwójki na czwórkę, a Nóżki (który ma też ręce) może po prostu iść o 5 pól i olać te rzucanie kością.
Potem robi się jednak trochę trudniej. Hipnotyzer może teleportować innego gracza na swoje pole. Ale co, jeśli będzie to Duży Bachor, który jest za duży, żeby zajmować z kimś pole? Albo Baba Jaga, która bezczelnie podcina innych graczy? Albo na polu jest Rybossak, który przesuwa się z innym graczem? W Magicznych Atletach pojawią się taki zagwozdki, a sami atleci bardzo często albo doskonale ze sobą synergizują albo bezczelnie się kontrują.
Wrażenia? No nie uwierzycie, perełka!
Rozgrywka w Magicznych Atletów to około 30 minut czystej dobrej zabawy. Gra jest paskudnie losowa i momentami bardzo niesprawiedliwa, ale ciężko się przy niej źle bawić. Podejmujemy tak naprawdę niewiele decyzji, ale często są one bardzo taktyczne i ważne. Głównie jednak musimy wierzyć w dobre rzuty kostką.
Olbrzymim plusem jest też instrukcja. Co się stanie, jeśli Szyper miałby wziąć swoją dodatkową turę po turze Geniusza, który skutecznie przewidział, że wyrzuci jeden? W wielu planszówkach takie pytanie zablokowałoby grę na 10 minut przez które musielibyśmy analizować zasady a nawet czytać jakieś fora czy BoardGameGeeka. Magiczni Atleci mają to wszystko po prostu napisane – w instrukcji, pod kartą Geniusza znajdziemy dokładnie ten scenariusz i jasną odpowiedź. Podobnie jest w z wszystkimi innymi Atletami. Twórcy pomyśleli o każdej potencjalnie niejasnej sytuacji i wyraźnie ją opisali – to najlepsza instrukcja jaka czytałem od dawna. Nie ma tutaj żadnego miejsca na domysły i wszystko jest od razu jasne.
Magiczni Atleci to taka gra, w której miałem wrażenie od początku do końca, że powstała z miłości do planszówek. Nie ma tutaj wybitnie nowatorskich mechanik, nie ma przesadnego skomplikowania ani zbędnych elementów. Jest za to popis kunsztu twórczego, świetnego humoru i pokaz tego, że w prostocie tkwi wciąż olbrzymi potencjał. Aż się człowiek dziwi, jakim cudem nikt nie wpadł na coś takiego wcześniej. No a jednak wpadł na to twórca Magic: The Gathering.
9,0
Świetnie wykonana, szczerze zabawna i zabójczo wciągająca gra
Plusy
Absurdalnie proste zasady
Rewelacyjne wykonanie
Doskonała instrukcja
Świetny projekt wizualny
Dynamiczna rozgrywka
Minusy
No nie jest to najbardziej skomplikowana gra na świecie
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!