Eclipse: Drugi Świt Galaktyki to reedycja kultowego już bitewniaka. Czy w 2026 roku wciąż zachwyca tak samo mocno?
Stellaris, ale na planszy
Fabuła w Eclipse: Drugi Świt Galaktyki to klasyk nad klasykami. Nad galaktyką zbierają się czarne chmury wojny. Sześć ras stanie naprzeciwko siebie w strasznym konflikcie, żeby raz na zawsze rozstrzygnąć, kto będzie panował nad znanym im wszechświatem. Mamy naukowców z Beta-Hydri, wojenną rasę z Oriona, hive-mind Mechanema, żywe rośliny, czyli Plantę, potomków dawnych ras z odległej przeszłości i upadłe imperium Eridanu, które wciąż zachowało sporo bogactwa. A jak nam się nie spodoba co wylosowaliśmy, to zawsze możemy zagrać też ludźmi, którzy przewijają się tam gdzieś w tle.
Eclipse to gra z gatunku 4X, czyli nie do końca taki czysty bitewniak. Cztery X to Explore, Expand, Exploit, Exterminate. Musimy rozwinąć swoje imperium, zadbać o jego podstawy ekonomiczne, poznać otaczający na świat i okazać się silniejszym niż nasi przeciwnicy. W przełożeniu na gry komputerowe, gramy w Stellaris, Cywilizację w kosmosie albo Crusader Kings. Na pewno czujecie klimat.
Eclipse: Drugi Świt Galaktyki to potężna gra
Dobry insert to podstawa
Eclipse: Drugi Świt Galaktyki to jeden z tych przypadków, w których już po otwarciu pudełka wiadomo, że producent nie próbował oszczędzać na komponentach. No, ale byłby to skandal, gdyby tak zrobił w grze za 600 zł, tanio nie było. W środku znajdziemy mnóstwo elementów - planszetki graczy, heksagonalne pola galaktyki, znaczniki, kafelki technologii, moduły statków, żetony i całą masę drobnych elementów potrzebnych do prowadzenia międzygalaktycznej ekspansji. Tego jest po prostu bardzodużo. Niemniej, rozkładanie uznałbym za bardzo sprawne. Dzięki temu, że planszę i nasze jednostki budujemy w trakcie gry, setup nie jest wcale jakiś tragiczny. Niemniej, gra nie jest zbyt mobilna. Ja swoje pudełko musiałem transportować w torbie IKEA, bo do zwykłego plecaka zwyczajnie się nie zmieściło.
Na szczęście ilość idzie tutaj w parze z jakością. Większość komponentów jest wykonana bardzo solidnie, a szczególnie dobrze prezentują się elementy związane z budową i ulepszaniem statków. Mamy tu sporo plastiku, tekturowych elementów i efektownie wyglądających technologii, dzięki czemu rozłożona galaktyka szybko robi wrażenie. Eclipse jest jedną z tych gier, w których samo przygotowywanie rozgrywki potrafi dawać trochę frajdy. Figurki statków i dawnych obcych są wykonane wręcz doskonale.
I uwaga – gra nie potrzebuje domyślnego insertu. Twórcy zadbali o to na najwyższym poziomie, wszystko pakuje się wręcz idealnie.
4X w praktyce
Zasady Eclipse: Drugi Świt Galaktyki na pierwszy rzut oka mogą trochę przytłaczać, bo gra ma sporo elementów i jeszcze więcej rzeczy, które możemy zrobić w swojej turze. W praktyce cały system jest jednak całkiem logiczny. A dołączone pomoce dla graczy szybko pozwolą nam się w tym jakoś połapać. Najważniejszym elementem rozgrywki są akcje. W swojej turze wybieramy jedną z dostępnych możliwości - możemy eksplorować nowe sektory, wpływać na zajęte już obszary, rozwijać technologie, budować statki albo prowadzić działania militarne, czyli poruszać się po planszy. Akcje kosztują i im bogatsi jesteśmy, tym więcej ich wykonamy. Ale niestety – zajmowanie sektorów dla siebie, kosztuje nas też ich późniejsze utrzymanie. W Eclipse musimy więc być całkiem niezłymi księgowymi, żeby to wszystko jakoś ogarnąć.
Podstawa kosmicznych bitew
Akcje są raczej standardowe – eksploracja, ruch, budowa statku, pozyskanie technologii, ulepszanie statków. Gramy osiem pokoleń, a każde z nich, dopóki wszyscy nie powiedzą „pas”. Na koniec liczymy punkty między innymi za kontrolowane obszary, technologie, osiągnięcia czy inne elementy naszej galaktycznej działalności. Eclipse ma więc sporo zasad, ale nie są one szczególnie skomplikowane pojedynczo. Większą sztuką jest sprawne decydowanie i poddanie się paraliżowi decyzyjnemu.
Wojna wisi na horyzoncie
Wojna wisi na horyzoncie – Beta Hydri nie może upaść
Pierwsze tury w Eclipse to dosyć spokojne eksplorowanie kosmosu. Nasi przeciwnicy są daleko, gdzieś w oddali majaczą jakieś antyczne statki obcych, ale na razie nie musimy się nimi przejmować. Zdobywamy trochę surowców, zbudujemy może jeden dodatkowy statek żeby przebić się przez wspomniane antyki, ale całokształt wypada raczej jak gra euro. Musimy kontrolować nasze wydatki, rozsądnie zajmować nowe sektory i rozważnie tworzyć połączenia na planszy, przez które będziemy mogli podróżować.
Wszystko zmienia się jednak gdzieś w trzeciej turze. Agresywniejszy gracz stawia wtedy zwykle dwa statki i wyposaża je w dodatkowe działko. A jak nie przejmuje się kosmiczną konwencją genewską to doda do tego bomby do niszczenia ludności cywilnej z naszych planet. I wtedy orientujemy się, że to koniec eurogrania a wchodzimy w dosyć skomplikowanego bitewniaka.
Tacka technologii może nieco przytłoczyć
GramTV przedstawia:
Nasze statki możemy wyposażać w różne technologie, zwiększające ich punkty życia, prędkość i moc bojową. Nie zawsze więcej znaczy więc lepiej. W Eclipse, jeden rozwinięty technologicznie statek może pokonać całą małą flotę prymitywnych urządzeń. Nie można więc koncentrować się jedynie na brutalnej sile – trzeba używać też trochę mózgu.
Sam system walki jest moim zdaniem doskonały. Jak to w bitewniakach bywa opiera się na kościach – musimy mocno zarządzać więc losowością. Oczywiście, czasami los wyjątkowo brzydko nas potraktuje, ale tak to już bywa na kosmicznej wojnie. Potyczki zajmują dosłownie parę minut i są to czyste sportowe emocje.
Eclipse nie unika największych problemów gatunku
Eclipse to wdzięczne połączenie gry euro i bitewniaka. Niestety, zbiera więc trochę wad z obu tych gatunków. Przede wszystkim, mamy funkcjonalną eliminację gracza. Może się zdarzyć, że po udanym ataku na dane gracza, jasne staje się, że nie tylko nie będzie w stanie wygrać, co nawet wykonać sensownych ruchów przez całą resztę gry. Czasami jest to akceptowalne, ale czasami dla niektórych graczy jest to wada nie do przejścia.
Jak to z bitewniakami bywa, Eclipse: Drugi Świt Galaktyki jest też mocno losowy. O ile w przypadku bitew jest to całkiem ciekawe i nadaje grze nutkę nieprzewidywalności, o tyle w momencie eksploracji możemy mieć mocnego pecha, który uniemożliwi nam wygraną. Niemniej, ten drugi przypadek jest raczej rzadki.
Ale idealnie zbiera ich największe zalety
Postęp technologiczny to podstawa
Pomijając te parę niedogodności, Eclipse: Drugi Świt Galaktyki to gra przez wielkie G. Elementy euro są doskonale przemyślane i same w sobie wystarczyłyby już na dobrą planszówkę. A do tego dochodzi świetny system walki i rozwijania statków pod własne strategie.
Bardzo podoba mi się też sposób w jaki rozwiązano wyraźne dysproporcje pomiędzy losowanymi na początku rasami. Gracze grający Hydranami czy Orionem będą mieli raczej przewagę nad Eridianami czy Plantą, jeśli te trafią w ręce niedoświadczonych graczy. Na odwrocie mamy jednak zawsze opcję zagrania ludźmi, którzy prezentują bardzo wyważony poziom, mogący konkurować z każdą inną rasą. Nie ma więc opcji na złe wylosowanie i popsucie sobie zabawy. Dzięki generowanej w trakcie gry mapie, Eclipse jest też niesamowicie regrywalne i każda partia będzie zupełnie inna.
Czy Eclipse: Drugi Świt Galaktyki to najlepsza gra w jaką grałem? Na pewno nie. Ale miejsce w top 10 wydaje się tutaj absolutnie zasłużone.
9,5
Eclipse: Drugi Świt Galaktyki to wzorowa gra 4X - wyżej ten gatunek nie wzleci
Plusy
Świetne wykonanie, od pionków po insert
Zaskakująco przystępne zasady
Gra jest dynamiczna, nic się tutaj nie dłuży
Świetna mechanika walki
Minusy
Eliminacja gracza to zawsze mało przyjemna mechanika
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!