Największą zaletą Legacy of Kain: Ascendance jest to, że cierpienie nie trwało wcale aż tak długo, bo raptem pięć godzin, choć dłużyło się niemiłosiernie. Może nawet bardziej niż czekanie na powrót tej kultowej serii.
Dziękuję za taki powrót...
Od premiery Legacy of Kain: Defiance minęły 23 lata. Uwielbiana przez graczy przygodówka akcji w konwencji trzecioosobowego hack’n’slasha od 2003 roku nie doczekała się pełnoprawnej kontynuacji, ale kilka miesięcy temu na rynek trafiła zremasterowana wersja pamiętnego tytułu opracowana przez firmę Aspyr (która, nota bene, w 2024 roku wydała także Legacy of Kain: Soul Reaver 1 & 2 Remastered). Patrząc na to, jaki gatunek reprezentuje i - przede wszystkim - co oferuje Legacy of Kain: Ascendance, czyli nowa odsłona cyklu, można dyplomatycznie stwierdzić, że powrót tej kultowej marki wyobrażaliśmy sobie jednak “TROCHĘ” inaczej.
Legacy of Kain: Ascendance
Tym bardziej, że już ubiegły rok mógł zwiastować porażkę (nie bójmy się tego słowa) niezapowiedzianej jeszcze wówczas dwuwymiarowej platformówki Legacy of Kain: Ascendance. Zanim recenzowana gra od Bit Bot Media trafiła na rynek, światło dzienne ujrzał bowiem ufundowany na Kickstarterze komiks zatytułowany Legacy of Kain: Soul Reaver – The Dead Shall Rise. Żądni nowej historii fani wpłacili miliony dolarów w ciągu kilku godzin od startu kampanii. I co otrzymali? Jedno z największych popkulturowych rozczarowań ostatnich lat - miłośnicy serii narzekali na zmarginalizowanie roli Kaina i Raziela, a także obecność nowej bohaterki. A co na to twórcy? Postanowili, że ich gra będzie jej niemalże wierną adaptacją (zmieniono jedynie kolejność niektórych wydarzeń). Jak to wyszło? Możecie się albo domyślać, albo już wiecie - bo zajrzeliście do podsumowującej ramki - że… No, nie wyszło.
Trzy postacie, jedna nuda
Historia opowiedziana w Legacy of Kain: Ascendance czy też w Legacy of Kain: Soul Reaver – The Dead Shall Rise nie jest najwyższych lotów. Dobra, tak naprawdę to coś, co szczególnie może zaboleć fanów, ponieważ zaoferowano nam tu niezły misz-masz, mając za nic lore, a dodatkowo przedstawiając nowe wydarzenia bez poszanowania oryginalnych historii. Grając musicie ponadto mieć świadomość, że twórcy wprowadzili nieznaną wcześniej postać, jaką jest… siostra Raziela, czyli latająca wampirzyca Elaleth. To właśnie jej obecność stanowi uzupełnienie dotychczas znanych wydarzeń. I to właśnie nią, a także oczywiście Razielem (tutaj przedstawionym jako rycerz Zakonu Sarafan) i Kainem pokierujemy w zaledwie pięciogodzinnej kampanii – poszarpanej, chaotycznej, zwyczajnie nudnej. Choć absolutnie nieprzewidywalnej. Tak, tak. Pojechano tu momentami po bandzie aż nadto.
Legacy of Kain: Ascendance
Aha, żeby była jasność - wprowadzenie trzech grywalnych postaci w Legacy of Kain: Ascendance sprawiło jedynie, że nie licząc niewielkich różnic między Elaleth, Razielem i Kainem, de facto wszystkimi steruje się tak samo. To w zasadzie gotowe skórki, a nie nowi, pełnoprawni i unikatowi bohaterowie. Nie tędy droga, nie tędy… Może ktoś pragnął zaoszczędzić kasę, ktoś czas, a ktoś jeszcze inny jedno i drugie. Powstała więc gra bez wyrazu, o której można jednak sporo napisać. Ale nie tylko narzekając, bo należy odnotować, że za sprawą do swoich ról powracają ikoniczni aktorzy, tacy jak: Michael Bell, Simon Templeman, Richard Doyle i Anna Gunn. Jak wypadli? Naprawdę dobrze, w tej kwestii grze trudno cokolwiek zarzucić.
Legacy of Kain: Ascendance na pierwszy rzut oka może sprawiać wrażenie nie tyle klasycznej platformówki akcji, lecz… metroidvanii. Ale nie dajcie się zwieść. Idziemy tutaj od lokacji do lokacji, jak po sznurku, by wreszcie z ulgą odblokować napisy końcowe. Całość sprowadza się do przemierzania niezbyt wymagających (nawet na średnim, czyli trzecim z pięciu dostępnych poziomów trudności) obszarów. Wynika to z ukształtowania terenu (projekty poziomów zasługują o pomstę do nieba) i kiepskiej wręcz sztucznej inteligencji komputerowych przeciwników, która objawia się zwyczajnie tym, że napotkanych oponentów już w pierwszym rozdziale możemy pokonywać za pomocą jednego ataku. Dalej wcale nie jest oczywiście lepiej, choć z pewnością bardziej różnorodnie.
Legacy of Kain: Ascendance
Groch z kapustą
Z czasem bowiem zamiast ubijania kolejnych mobków, w Legacy of Kain: Ascendance przez dobrych kilkanaście, a może i kilkadziesiąt minut (straciłem rachubę, ale trwało to stanowczo za długo) bierzemy udział w niezbyt pasjonującym quizie. Innym razem z kolei, kompletnie “z czapy”, musimy oglądać zrealizowane w pixel-arcie (bądź co bądź nawet niezłym) przerywniki filmowe. Styl ten wykorzystano również w trakcie właściwej rozgrywki i o ile tam się sprawdza, o tyle awatary postaci wyświetlane podczas dialogów kompletnie z nim nie współgrają.
GramTV przedstawia:
Legacy of Kain: Ascendance przypomniało mi o tym, że dawno, dawno temu, gry wideo były trudne nie ze względu na wysoki poziom wyzwania (choć niekiedy także, wiadomo), ale bardziej dlatego, że bywały kiepsko wykonane. Takim tytułem bywa miejscami produkcja stworzona przez Bit Bot Media we współpracy z Crystal Dynamics. Nie tłumaczy ona wszystkiego od początku, a na ekranie wyświetlają się tylko niektóre samouczki. Nie wiemy, jak wykonać podstawowy atak, ale gra zaczyna nam wyjaśniać bardziej skomplikowane kwestie. To jednak tylko rozgrzewka przed tym, co czeka nas później.
Legacy of Kain: Ascendance
Nie wierzę, że w przypadku Legacy of Kain: Ascendance zdecydowano się na długie testy jakościowe. Czasem możemy zaciąć się tu na obiektach otoczenia. Jeśli zechcemy gdzieś wskoczyć, to może okazać się, że nie ma już drogi powrotnej, bo próbując się wydostać z danego miejsca sukcesywnie odbijamy się od zadającej nam obrażenia pochodni (przez którą nasi wrogowie przenikają…). Animacje nie są kontekstowe, ale raczej zero-jedynkowe. Utknęliśmy zatem? I co teraz? Najlepiej doprowadzić do nieuchronnego zgonu naszego bohatera. Dlaczego? Bo jeśli wyjdziemy z gry i włączymy ją ponownie, to dowiemy się, że musimy zacząć przejście danego rozdziału od samego początku. Owszem, są tu punkty kontrolne, ale gra zapisuje się przy nich jedynie w trakcie danej sesji…
Lepiej było nie kopać w tym grobie
Legacy of Kain: Ascendance mogło być ciekawym połączeniem starego z nowym, ale… niestety nie jest. Takie nawiązania do klasyki, jak fakt, że nie możemy jednocześnie iść i atakować, w połączeniu z opisanymi wyżej “niedociągnięciami”, a raczej “wielbłądami”, czyli nieprzemyślanymi, czasami wręcz krytycznymi błędami, sprawiają że ostatecznie dostaliśmy produkt, któremu ciężko komukolwiek polecić. A na pewno nie fanom cyklu, którzy na powrót marki - jak wspomniałem wcześniej - czekali aż 23 lata. Czasem lepiej pozostawić uznane niegdyś na cmentarzu, jeśli nie ma się pewności, co do jakości nowego dzieła. Crystal Dynamics nie wyszło jednak z takiego założenia, więc teraz musi mierzyć się z konsekwencjami swoich działań. A ową konsekwencję w formie oceny widzicie w ramce poniżej.
Legacy of Kain: Ascendance
3,5
Dyplomatycznie rzecz ujmując, bywały lepsze powroty - Legacy of Kain: Ascendance to gra zwyczajnie nieudana i niepotrzebna. Taka, o której chce się jak najszybciej zapomnieć.
Plusy
klimatyczna, pixel-artowa grafika
powrót ikonicznych dla serii aktorów głosowych, którzy wypadli naprawdę dobrze
Minusy
trzy grywalne postacie, które niewiele się od siebie różnią
monotonna, niezbyt wymagająca rozgrywka
dodane bez sensu elementy, jak quiz czy wprowadzone nagle cut-scenki
W gram.pl od 2008 roku, w giereczkowie od 2002. Redaktor, recenzent. Podobno dużo gra w Soulsy, choć sam twierdzi, że to nieprawda. To znaczy gra, ale nie aż tak dużo.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!