Czołgi, czołgi nigdy się nie zmieniają. To znaczy, tak naprawdę się zmieniają, ale nie miałem pomysłu, jak lepiej rozpocząć ten tekst.
Niemniej temat czołgów pojawił się tutaj nie bez powodu. Wszak za nami zamknięta beta World of Tanks: HEAT.
World of Tanks: HEAT
16 lat z World of Tanks
World of Tanks, jakie jest, każdy widzi. Mowa tutaj o produkcji, która w tym roku obchodzić będzie swoje 16. urodziny i w pewnych kręgach dorobiła się statusu legendarnej. Statusu zresztą zasłużonego, bo ani wcześniej, ani później żaden inny tytuł o wielotonowych pancernych puszkach nie przyciągał przed ekrany takiej rzeszy graczy. WoT stał się w pewnym momencie nawet tytułem esportowym. A przede wszystkim został wizytówką białoruskiego game devu, chociaż dziś tworzące go studio Wargaming z Białorusią nie ma już zbyt wiele wspólnego. Od lat siedziba studia znajduje się już na Cyprze, a ono samo wraz ze swoim prezesem zostało uznane przez Rosję za “organizację ekstremistyczną”.
Ale to nie miejsce na polityczne rozważania – wróćmy do World of Tanks. Szczególnie że zapoczątkowana w 2010 roku seria doczekała się kilku mutacji i wersji. Już 4 lata po swojej premierze produkcja wydana została najpierw na konsole, a potem również na urządzenia mobilne jako World of Tanks: Blitz. Był też przeglądarkowy spin-off World of Tanks: Generals, a nawet gry zamieniające czołgi na inne wojenne maszyny – tj. samoloty w World of Warplanes oraz statki w World of Warships. Teraz zaś Wargaming postanowił poeksplorować nieco inne gamingowe rejony, stawiając na omawiane tutaj HEAT.
Strzelanka, ale taka z czołgami
Bo World of Tanks: HEAT to odejście od doskonale znanej formuły. Zamiast szeroko zakrojonych walk na wiele maszyn, mamy o wiele bardziej kameralne starcia, w których udział bierze po kilka czołgów na stronę. Sama kamera zawieszona jest o wiele niżej, co już samo w sobie sugeruje odmienny rodzaj zabawy. I faktycznie – zamiast taktyczno-symulacyjnej produkcji nastawionej na realizm otrzymaliśmy coś, co w uproszeniu można nazwać WoT-ową wariacją na temat strzelanek trzecioosobowych. Tylko, że zamiast zasuwać po polu bitwy na nogach naszego piechura, my suniemy z głośnym turkotem na naszych gąsienicach.
W HEAT spadł więc nacisk na taktykę, ale za to wzrosła dynamika. Z jednej strony właśnie przez zmniejszenie liczby uczestników spotkań, z drugiej przez przybliżenie perspektywy, ale z trzeciej też na same czekające na nas zadania. Te bowiem wymuszają na uczestnikach spotkań bezpośrednią konfrontację i to nierzadko na krótszym dystansie. To sprawia, że mecze są szybkie i rzadko kiedy natrafiamy na jakieś przestoje, gdy akurat jesteśmy nie po tej stronie mapy, co trzeba i musimy jechać dobre pół minuty, by dotrzeć do miejsca akcji. Tutaj desant trwa chwilę, tak jak i zaledwie chwili potrzeba, by nasz czołg rozpadł się na kawałki tak małe, że nawet w Polsce nie uda się go wyklepać.
Agenci-cudaki i inne takie
Podczas betatestów otrzymaliśmy dostęp do 3 trybów zabawy. Poza klasycznym szybkim meczem były też starcia z AI oraz poligon treningowy. Każda z tych nazw mówi sama za siebie, nie trzeba więc zbytnio tłumaczyć, o co chodzi. Tak czy inaczej, idąc w bój z żywym przeciwnikiem, musimy przygotować się na kilka możliwych wariantów. Nie są to jednak żadne zaskakujące pomysły, a raczej strzelankowy standard, doskonale znajomy wszystkim fanom produkcji z tego nurtu. Jest więc kontrola stref, przejmowanie i umacnianie punktów, potwierdzanie zabójstw poprzez zbieranie wypadających z pokonanych oponentów znaczników czy tez podbój, który jako jedyny, zamiast 5 na 5, toczy się w formacie 10 na 10.
GramTV przedstawia:
To wszystko przy wykorzystaniu różnorodnych maszyn. Otóż World of Tanks: HEAT jest czymś na wzór hero shootera. Dostajemy pulę kierowców, z których co jeden, to większy cudak. Tutaj Wargaming zdecydował się nieco bardziej odpiąć wrotki, porzucając nadmierne przywiązanie do realizmu – przynajmniej pod kątem stylu postaci. Każdy z agentów ma swoje własne maszyny, które z czasem możemy rozwijać, dokładając do nich np. lepsze podzespoły. Dobór protagonisty ma przy tym jeszcze kilka innych znaczeń. Z jednej strony mamy tutaj podział typowy właśnie dla hero shooterów, gdzie są postacie lepsze w ataku, obronie czy też snajpieniu, a z drugiej każdy z czołgów ma swoje własne umiejętności, poukrywane pod poszczególnymi przyciskami.
Jest ładnie i dynamiczniej niż w oryginale
Jak się w to grało? Intrygująco. Sam pomysł, by stworzyć strzelankę z czołgami wydaje się szalony, ale w tym szaleństwie może być metoda. Jak zostało wspomniane, starcia są tutaj zdecydowanie bardziej dynamiczne i nawet, jeżeli powinie nam się gąsienica, raz dwa wracamy w sam środek kotła. Pomocne bywają tutaj wszelkiego rodzaju umiejętności, w przypadku których twórcy zachowali jednak pewien umiar, jeżeli chodzi o stąpanie twardo po ziemi. Nie ma więc żadnych futurystycznych laserów i innych tego typu wynalazków. Zamiast tego dostajemy np. zakłócacz radarów, samonaprowadzające rakiety czy też przenośne osłony. Do tego dochodzą również super umiejętności, odpalane po ich uprzednim naładowaniu.
To, co rzuca się w oczy, to na pewno grafika. Unreal Engine 5 zdecydowanie robi tutaj robotę, bo World of Tanks: HEAT cieszy oko, w czym pomaga różnorodność map dostępnych w becie. Zimowym sceneriom szybko ustępują piaszczyste kaniony, które z kolei po jakimś czasie zastępowane są przez rozległe połacie traw i drzew. Nasze oko zdecydowanie się nie nudzi, a i sama rozrywka dba o to, byśmy nudzić się nie musieli. Mecze nie są przesadnie długie, aczkolwiek mimo to zachowano pewnego WoT-owego ducha, bo nadal kluczowe jest tutaj odpowiednie pozycjonowanie się, by zadać oponentowi jak najwięcej obrażeń, jednocześnie samemu otrzymując ich jak najmniej.
Kryzys tożsamościowy
Mam jednak z World of Tanks: HEAT pewien problem. Jest to gra wykonana jak najbardziej dobrze, w przypadku której tak naprawdę trudno do czegokolwiek się przyczepić, nie będąc przy tym upierdliwym. Wygląda dobrze, matchmaking jest płynny, a sama zabawa na dynamiczny sznyt. Pozostaje jednak pytanie, do kogo konkretnie skierowana jest ta pozycja? Ja na to pytanie nie potrafię odpowiedzieć. Fani World of Tanks raczej pozostaną przy oryginale. Lubujący się w szybkich strzelankach mają na rynku ogrom propozycji z jeszcze większą dynamiką, o co nietrudno, gdy nie kieruje się wielotonowym potworem. Z kolei zwolennicy wojennego realizmu w ogóle nie mają tutaj czego szukać. Cóż, być może HEAT znajdzie dla siebie jakąś niszę, aczkolwiek nie widzę tego.
Dla jednych będzie to gra zbyt wolna, dla innych zbyt szybka, a w efekcie ostatecznie nie będzie dla nikogo. I to właśnie nie wykonanie, które przecież jest bardzo dobre, a swoisty kryzys tożsamościowy może być największym zmartwieniem Wargamingu.
Absolwent dziennikarstwa sportowego na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pasjonat esportu, piłki nożnej i polityki. Od 2026 roku redaktor Gram.pl.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!