Gerda: A Flame in Winter - recenzja. Proste historie, trudne tematy

Adam "Harpen" Berlik
2022/09/01 18:00

Wciągająca, poruszająca historia o prostych ludziach, którzy musieli zmagać się z okupantami w czasach II wojny światowej.

Na początek małe wyjaśnienie

DON'T NOD to firma, której fanom narracyjnych gier przygodowych nie trzeba przedstawiać. Wszak mówimy tu o ekipie mającej na swoim koncie niezwykle udaną serię Life is Strange. Tym razem jednak nie przygotowała ona nowej gry, lecz odpowiada za wydanie tytułu opracowanego przez niezależne studio PortaPlay.

O co tu chodzi?

To, że Gerda: A Flame in Winter debiutuje właśnie dziś, nie jest dziełem przypadku. Śledzimy tu bowiem losy duńsko-niemieckiej kobiety imieniem Gerda, która żyje w czasach II wojny światowej. Nasza protagonistka znajduje się w samym środku konfliktu między członkami ruchu oporu a nazistowskimi okupantami. Rzecz dzieje się w Danii, kiedy to… Tak naprawdę ciężko napisać cokolwiek więcej, by nie zdradzać, o czym tak naprawdę jeszcze traktuje ta historia. A może przede wszystkim, bo motyw przewodni jest niezwykle poruszający, wzruszający, intrygujący i bez wątpienia skłania do refleksji.

Na tyle, że od przygód Gerdy ciężko się oderwać. Scenariusz bazuje na prawdziwych wydarzeniach, ale ciężko mi powiedzieć w jakim stopniu. Faktem jest, że autorom udało się zaoferować wciągającą opowieść o nieliniowym charakterze. Jak to w narracyjnych przygodówkach bywa, musimy dokonywać istotnych wyborów, które mają wpływ na losy postaci i dalszy przebieg zdarzeń. Rzecz jasna tylko część podejmowanych decyzji ma ogromne znaczenie, nie brakuje tu jednak momentów, w których najzwyczajniej w świecie postanowimy, czy chcemy porozmawiać z którymś z NPC-ów, czy też pójdziemy dalej, skupiając się wyłącznie na kluczowych wydarzeniach.

Daje do myślenia

Kiedy piszę tę recenzję, jest czwartek, 1 września, ale grę przeszedłem w minioną niedzielę. Od tamtego czasu grałem już w inne produkcje, lecz myślami wciąż wracam do Gerdy. Jest jak dobra książka, zostaje w głowie na długo. Zdaję sobie sprawę, że w niektórych momentach mogłem postąpić inaczej, w innych najprawdopodobniej nie miałem większego wyboru. Szczególnie zapadły mi w pamięć wydarzenia mające miejsce mniej więcej kilkadziesiąt minut po rozpoczęciu kampanii, a także te, których byłem uczestnikiem pod koniec. Aż do napisów, bo to, co dzieje się w finale i epilogu jest doprawdy przejmujące. Potem można nawet pomyśleć, że niestety w pewnym sensie typowe dla okresu II wojny światowej, lecz mimo wszystko Gerda: A Flame in Winter to gra, która… No właśnie, huśtawka nastrojów jest tu ogromna. Zagrajcie, a nie pożałujecie.

A co z rozgrywką?

Nieliniowy charakter rozgrywki nie objawia się wyłącznie w tym, że mamy kwestie dialogowe i wybieramy jedną z dostępnych. Owszem, tak jest, ale mamy tutaj interesujący system relacji głównej bohaterki między postaciami oraz poziom zaufania czy nastawienie Gerdy względem poszczególnych nacji. Efekt? W zależności od naszych poczynań niektóre kwestie dialogowe są zablokowane, inne natomiast pozostają dostępne. Mało tego, w wybranych fragmentach rzucamy wirtualnymi kośćmi, by zdobyć informacje, przekonać rozmówcę do działania, i tak dalej. W takich chwilach gra informuje nas jednak o tym, jakie mamy szanse powodzenia.

GramTV przedstawia:

Nie ma tu oczywiście żadnych zagadek natury logicznej. Czasem trzeba pozbierać jakieś przedmioty, ale też nie w klasycznym rozumieniu tej mechaniki, lecz poprzez przeprowadzenie dialogów z odpowiednimi postaciami, co pozwoli odblokować kolejną, fabularną rozmowę i przejść do kolejnego etapu. Niekiedy musimy zwiedzać dane pomieszczenie i rozmawiać ze wskazanymi osobami na tyle długo, by upłynęło odpowiednio dużo czasu. W jednym z takich fragmentów czekamy, aż jeden z NPC-ów zakończy swoją pracę i będzie do naszej dyspozycji. Rozgrywka, choć opiera się na chodzeniu i rozmawianiu, za sprawą różnorodnych celów misji i wciągającej historii, nie ma prawa nudzić.

Komentarze
0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!