Fliptown - recenzja. Sudoku na dzikim zachodzie

Piotr-Magdziak
2026/09/17 09:00
0
0

Fliptown to wykreślanka na dzikim zachodzie. A do tego gramy też w pokera, więc klimat jest naprawdę westernowy.

Flip&Write – o co tutaj chodzi?

Flip&Write to gatunek gier planszowych, w którym zamiast rzucania kośćmi odkrywa się karty, a zdobyte wyniki i symbole zaznacza ołówkiem na specjalnych arkuszach. Ołówek jest trochę passe, więc w Fliptown dostajemy markery i specjalną zmazywalną planszę gracza. Możemy więc mazać bez najmniejszych przeszkód a gra wciąż będzie jak nowa.

Idea jest prosta – wszystkie akcje będziemy zakreślać, przekreślać i skreślać. Idziemy do kopalni? Kółko na kopalni. Płacimy trochę dolarów? Wykreślamy dolary. Nie ma tutaj żetonów, kart akcji, waluty czy czegokolwiek innego niż nasza plansza. W kwestii setupu to zatem najprostsza gra pod słońcem – otwieramy planszetkę, tasujemy karty i zapraszam do saloonu.

Karty po trzech partiach zaczynają przypominać Pringlesy
Karty po trzech partiach zaczynają przypominać Pringlesy

Wykonanie gry daje mi nieco mieszane uczucia. Planszetki gracza są dobrze wykonane, szata graficzna jest ładna, ale na przykład karty są papierowe i szybko się gną. Biorąc pod uwagę, że twórcy pomyśleli nawet o kartach celu i dodatkowych postaci po których można mazać bezpiecznie markerem, to papierowa talia wydała mi się bardzo nie na miejscu. Planszetka jest też trochę mała, przy pierwszej partii strasznie żałowałem, że nie mam okularów do czytania.

Szybkie rozdanie

Idea Fliptown jest naprawdę prosta – gramy piętnaście tur podzielonych na trzy segmenty. W każdej turze odsłaniamy trzy karty i wybieramy jak ich używamy. Jedna z nich określimy kolor – dzięki niemu możemy wykonać daną akcję. Pójście na szlak to kiery, zakupy w mieście to trefle, napady rabunki i drobne wyłudzenia zrealizujemy pikami, a wycieczkę do kopalni zapewniają karo zwane też przez niektórych dzwonkami. Na cmentarz możemy iść zawsze, dowolnym kolorem. To przecież dziki zachód, grabarze nie będą bezrobotni.

Następna karta decyduje o sile naszej akcji, czyli pozwoli określić, które konkretnie pole odwiedzimy. Czyli mając szóstkę kier i dziesiątkę pik możemy zrobić z tego dziesiątkę kier albo szóstkę pik. Całkiem ciekawa mechanika. A trzecią kartę dodajemy do naszego układu pokerowego. Na koniec piątek tury mamy pierwszą przerwę w grze – sprawdzamy czy za nasze występki nie złapał nas szeryf i odbieramy nagrodę za układ pokerowy. Za parę, skromną. Za karetę? Zmieniającą wynik gry.

Tak naprawdę to wszystkie zasady Fliptown. Oczywiście, nie tłumaczyłem ich dogłębnie, bo nie o to tutaj chodzi. Żebyście poznali jednak dynamikę gry, to wspomnę, że pola się bardzo, ale to bardzo mocno „combią”. Jeśli pójdziemy do sklepu z siódemki, gratis dostaniemy akcję napadu, a z tej akcji napadu może uda się zrobić za darmo akcję cmentarza, z której dostaniemy jeszcze trochę złota. Właśnie o to chodzi w Fliptown – wygra ten, kto z jednego ruchu zrobi ich kilka. To jedna wielka logiczna łamigłówka

To gra dla samotników

GramTV przedstawia:

I tutaj dochodzimy do największego problemu Fliptown. To jest gra, która moim zdaniem zdecydowanie najlepiej działa solo. Grając samemu, naprawdę kombinujemy nad każdym ruchem, szukamy kolejnych kombosów i próbujemy wycisnąć z kart tyle, ile tylko się da. I to jest fajne. Problem pojawia się wtedy, kiedy do stołu siadają inni gracze. Nie zmienia się bowiem zupełnie nic. Tak zupełnie.

Każdy z nas rozwiązuje dokładnie tę samą łamigłówkę. Mamy te same karty, tę samą planszę i dokładnie te same możliwości. Nie ma tutaj większego kombinowania między graczami, blokowania sobie ruchów czy podbierania sobie najlepszych akcji. Po prostu każdy patrzy na swoją planszetkę i próbuje zrobić z dostępnych kart jak najlepszą kombinację. Można się nie odezwać do siebie przez całą partię i rzucać tylko „już” na koniec tury. Na koniec powiedzieć ile ma się punktów i pograne.

Co więcej, granie w kilka osób potrafi nawet trochę utrudnić samo zarządzanie kartami. Skoro wszyscy korzystamy z dokładnie tego samego zestawu, nie możemy po prostu zostawić sobie wykorzystanych kart gdzieś nad planszetką. Musimy pamiętać, które już wykorzystaliśmy, a które nadal są dostępne. Niby drobiazg, ale przy grze, która i tak wymaga pamiętania całkiem sporej liczby rzeczy, zaczyna być zwyczajnie irytujący.

Jak dla mnie Fliptown to gra tylko i wyłącznie solo. Nie widzę żadnego sensu grania w więcej graczy. Ale tutaj mam też ciekawostkę – jeśli olejemy cele i dodatkowe karty to tak naprawdę z jednego egzemplarza Fliptown możemy zrobić cztery. Każda planszetka jest grywalna, jeśli tylko dołożymy do niej talię kart.

Ale hej, solo jest naprawdę fajnie, po co nam przyjaciele

Sporo ponarzekałem, ale kiedy gramy solo, Fliptown pokazuje swoje najlepsze oblicze. Tempo tej gry jest naprawdę świetne. Nie siedzimy pół godziny nad jedną decyzją, nie ma też przestojów i czekania aż gra coś za nas zrobi. Odsłaniamy karty, patrzymy na planszę i od razu zaczyna się kombinowanie. Jeden ruch prowadzi do drugiego, ten otwiera nam kolejną możliwość i nagle okazuje się, że z pozornie przeciętnego zestawu kart można wyciągnąć naprawdę sporo. Gra cały czas pcha nas do przodu. I to tak nienachalnie.

Najbardziej cenię jednak to, że Fliptown potrafi dawać takie małe „o, kurczę” momenty. Widzimy przed sobą kilka możliwości, zaczynamy jedną, ta uruchamia drugą, druga trzecią i nagle wykonaliśmy pół planszy jednym dobrze zaplanowanym ruchem. Ogólnie jest to naprawdę satysfakcjonujące. Ale myślę o tej grze bardziej jako o sudoku niż planszówce.

7,0
Fliptown to bardziej sudoku niż planszówka. Ale piekielnie wciągające sudoku
Plusy
  • Ładne planszetki
  • Ogrom możliwości i duża regrywalność
  • Świetne tempo gry
  • Błyskawiczny setup
Minusy
  • Papierowe karty
  • Dodatkowi gracze bardzo niewiele zmieniają
  • Trochę małe ikony na planszetkach
Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!