Awantura - recenzja 2. sezonu hitu Netflix. Seria niefortunnych zdarzeń

Jakub Piwoński
2026/04/22 13:00
0
0

Nowi bohaterowie, nowe wątki, nowe problemy. Jak tym razem potoczyła się Awantura, zaserwowana nam przez Netflix? Sprawdzamy.

Zanim przejdę do właściwej krytyki, warto zatrzymać się na moment przy pewnym trendzie w świecie seriali, którego drugi sezon Awantury jest przejawem. Coraz trudniej bowiem powiedzieć, co właściwie kryje się pod pojęciem „serial limitowany”. Granice tej kategorii rozmyły się niemal całkowicie. W założeniu to forma zamknięta — historia opowiedziana w całości, bez kontynuacji, domknięta zarówno fabularnie, jak i emocjonalnie. Taki twór pretendował potem w tej właśnie kategorii do najwyższych laurów jako skończona całość. Rzeczywistość jednak szybko zweryfikowała te założenia.

Jeśli oglądalność idzie w parze z rozgłosem i przychylnym odbiorem, platformy nie mają oporów, by wrócić do twórcy z propozycją: „znajdź sposób, by jeszcze raz wejść do tego świata”. Tak było w przypadku Białego Lotosu Mike’a White’a — i dokładnie ten sam mechanizm obserwujemy dziś przy Awanturze. Znaleziono więc rozwiązanie wygodne i, co tu dużo mówić, sprytne. Historia pozostaje zamknięta — przynajmniej formalnie — ale sam koncept zostaje poddany recyklingowi. Zmieniają się bohaterowie, zmienia się kontekst, lecz rdzeń konstrukcyjny pozostaje nienaruszony.

Awantura
Awantura

Ci lepsi i ci gorsi

Przypomnijmy. Pierwsza Awantura, autorstwa Lee Sung Jina, opowiadała o drogowym incydencie — akcie przemocy, który stawał się zapalnikiem dla spirali eskalującego konfliktu. Z odcinka na odcinek obserwowaliśmy, jak drobne, pozornie nieistotne zdarzenie zaczyna rozrastać się do rozmiarów niemal egzystencjalnej katastrofy. Pod płaszczem czarnego humoru i sensacyjnej narracji serial przemycał przy tym zaskakująco celny komentarz na temat nierówności społecznych – podobnie zresztą jak wspominany Biały Lotos.

Drugi sezon wychodzi z podobnego punktu, choć zmienia jego konfigurację. Tym razem osią napędową fabuły jest kryzys małżeński. Bogata, uprzywilejowana para — Josh i Lindsey — funkcjonuje na pierwszy rzut oka jak idealnie naoliwiona maszyna społecznego sukcesu. On zarządza ekskluzywnym kompleksem rekreacyjnym, ona odpowiada za jego estetyczną oprawę. Oboje poruszają się w świecie ludzi tak zamożnych, że luksus przestaje być przywilejem, a staje się naturalnym środowiskiem. Pod nimi — niemal dosłownie i symbolicznie — funkcjonuje druga warstwa tej rzeczywistości: pracownicy fizyczni, których zadaniem jest podtrzymywanie tej iluzji doskonałości.

Wśród nich znajdują się Ashley i Austin. To para młodych ludzi, którzy aspirują do czegoś więcej, choć trudno oprzeć się wrażeniu, że brakuje im zarówno kompetencji, jak i wewnętrznej spójności, by te aspiracje przekuć w realny awans. Może i są biedni i może dopiero marzą o wielkiej karierze, ale ale posiadają coś, co w dzisiejszym świecie bywa równie istotne — wypasione iPhone’y, z których potrafią korzystać bez najmniejszego zawahania, zamieniając je w narzędzie, które w odpowiednich okolicznościach daje im przewagę.

Awantura
Awantura

Wystarczy jeden impuls

Pewnej nocy, gdy Austin próbuje oddać swojemu pracodawcy zgubiony portfel, oboje przypadkowo stają się świadkami gwałtownej, emocjonalnej konfrontacji małżeńskiej. Decyzja o nagraniu tej sceny uruchamia lawinę zdarzeń, które — zgodnie z logiką serialu — bardzo szybko wymykają się spod kontroli. Szantaż staje się tylko pierwszym ogniwem łańcucha, który prowadzi coraz dalej, coraz głębiej, aż w rejony absurdu. I tu dochodzimy do sedna konstrukcji sezonu drugiego — bo jest ona niemal lustrzanym odbiciem pierwszego. Mechanizm pozostaje ten sam: niewielki impuls prowadzi do eskalacji, a eskalacja do chaosu. Zmieniają się tylko pionki na planszy. Pytanie brzmi jednak: czy powtórzenie tej struktury przynosi równie satysfakcjonujący efekt? Mam co do tego poważne wątpliwości.

Awantura pozostaje w moich oczach tworem trudnym do jednoznacznego sklasyfikowania i ocenienia — i samo w sobie nie jest to wada. Problem zaczyna się wtedy, gdy różnorodność tonów przestaje się wzajemnie uzupełniać, a zaczyna się wzajemnie zjadać. Serial próbuje jednocześnie być dramatem, satyrą, czarną komedią, thrillerem, romansem i filozoficzną refleksją nad naturą ludzkich relacji. Każdy z tych elementów pojawia się na ekranie, każdy bywa intrygujący — ale rzadko kiedy współpracują one ze sobą w sposób harmonijny. Efekt przypomina orkiestrę, w której każdy instrument gra poprawnie, a nawet momentami wybitnie — ale dyrygent zdaje się tracić kontrolę nad tempem i kierunkiem utworu.

Narracja zaczyna się zgodnie z zasadą przypisywaną Hitchcockowi — od mocnego uderzenia — po czym napięcie rzeczywiście rośnie. Problem w tym, że wraz z nim rośnie również wrażenie braku decyzyjności. Czy to ma być historia, która nas bawi, czy taka, która nas konfrontuje z niewygodnymi prawdami? Otrzymujemy jedno i drugie, ale nie w formie dialogu — raczej w formie przeciągania liny między sprzecznymi intencjami. To, co w pierwszym sezonie było napięciem twórczym, tutaj zaczyna przypominać dysonans.

Awantura
Awantura

Ten okropny kapitalizm

Bohaterowie — niezależnie od klasy społecznej — zostali skonstruowani jako nośniki różnego rodzaju niedoskonałości. Każda z tych figur ma nam co innego do powiedzenia. Każda niesie w sobie pęknięcie, skazę, moment moralnej chwiejności. To interesujące założenie, ale jego konsekwencją jest również trudność w zbudowaniu emocjonalnego przywiązania. Obserwujemy ich wybory z rosnącym zainteresowaniem, lecz niekoniecznie z rosnącym zaangażowaniem. Wszystko można o nich powiedzieć, ale nie to, że dają się lubić.

GramTV przedstawia:

W pewnym momencie zaczyna się wręcz wydawać, że serial jest rozciągniętym do ośmiu odcinków pytaniem o sens istnienia — pytaniem zadawanym w różnych konfiguracjach, przez różne postacie, wciąż jednak powracającym do tego samego punktu. Symboliczne wydają się tu powtarzające się sceny turbulencji w samolocie — momenty, w których fizyczny niepokój staje się metaforą wewnętrznego rozedrgania bohaterów. Problem polega na tym, że to pytanie, zamiast się pogłębiać, zaczyna się rozpraszać.

Drugi sezon idzie szerzej — znacznie szerzej — niż pierwszy. Konflikt jednostkowy przestaje być tylko konfliktem jednostkowym. Rozrasta się do komentarza na temat systemu, relacji władzy, a nawet natury kapitalizmu jako takiego. I choć ambicja ta sama w sobie zasługuje na uznanie, jej realizacja pozostawia niedosyt. Bo im więcej tematów pojawia się na ekranie, tym mniej miejsca pozostaje na ich wybrzmienie.

Awantura
Awantura

Wszyscy kłamią

Nie można natomiast odmówić serialowi jednego — poziomu aktorstwa. Obsada wykonuje swoją pracę z pełnym zaangażowaniem, często balansując na granicy przesady, ale rzadko ją przekraczając. Oscar Isaac, Carey Mulligan, Cailee Spaeny i Charles Melton otrzymują materiał wymagający — pełen sprzeczności i gwałtownych zmian emocjonalnych — i w większości przypadków potrafią go udźwignąć. Isaac szczególnie wyróżnia się jako postać niejednoznaczna — jednocześnie inteligentna i impulsywna, wrażliwa i opresyjna. Mulligan buduje portret kobiety, której społeczna pewność siebie skrywa wewnętrzne pęknięcia. Spaeny operuje kontrastem między niewinnością a manipulacją, a Melton zdaje się zachowywać tak… jakby nie wiedział co się wokół niego dzieje.

To wszystko jednak nie wystarcza, by zniwelować podstawowy problem narracyjny. Bo jeśli Awantura jest opowieścią o oszustwie — o tym, że każdy z nas nosi w sobie zalążek moralnego rozkładu, który ujawnia się w sprzyjających okolicznościach — to trudno oprzeć się wrażeniu, że sam widz również zostaje w pewnym sensie oszukany. Obiecuje mu się precyzyjny pojedynek między tymi, którzy mają władzę, a tymi, którzy próbują ją zdobyć. I rzeczywiście — ten pojedynek gdzieś tam istnieje. Problem w tym, że zostaje przykryty nadmiarem pobocznych wątków, dygresji i narracyjnych ozdobników, które zamiast wzbogacać historię, zaczynają ją rozmywać.

W pewnym momencie można wręcz stracić orientację, w czym właściwie uczestniczymy. Finał próbuje przywrócić porządek — i do pewnego stopnia mu się to udaje. Wracają emocje, wraca ciężar wypowiadanych słów, wraca sens. Ale droga, która do tego prowadzi, jest na tyle nierówna, że trudno w pełni poddać się temu domknięciu. Gdy w jednej z końcowych scen postać Isaaca wypowiada słowa o ogromnym ciężarze emocjonalnym, zamiast pełnego zaangażowania pojawia się myśl: to mogło wybrzmieć znacznie mocniej, gdyby nie to, że postać wcześniej nie raz zrobiła z siebie klauna.

I tu dochodzimy do najtrudniejszej konkluzji.

Bo owszem, Awantura jest serialem nietuzinkowym, odważnym i formalnie interesującym. To produkcja, która nie boi się ryzyka, eksperymentu i przekraczania granic konwencji. Ale jednocześnie jest to przykład tego, że oryginalność sama w sobie nie jest jeszcze wartością. Że zaskoczenie nie zawsze idzie w parze z satysfakcją.

6,0
Opowieść o konflikcie, który tonie we własnych ambicjach, tracąc spójność i emocjonalną siłę. Mam dysonans.
Plusy
  • Świetne, wielowymiarowe aktorstwo, które utrzymuje uwagę nawet wtedy, gdy narracja się chwieje
  • Odważne połączenie czarnego humoru z dramatem i komentarzem społecznym
  • Intrygujący punkt wyjścia - scenariusz, który do samego końca pozostaje zagadką
  • Zalety sprawiają, że serial może zachwycić...
Minusy
  • Przeładowanie wątkami i ambicjami, które rozbijają spójność opowieści
  • Chaos tonalny — serial nie może zdecydować, czy chce bawić, czy uczyć
  • ...ale wady z kolei mogą tak popsuć seans, że niejeden się od produkcji "odbije"
Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!