Popkultura

Recenzja filmu Śledztwo Spensera. Przeciętność, która jest grzechem śmiertelnym

Kamil Ostrowski, 25.03.2020 09:00 1

Pandemia sprawia, że popyt na treści, które można konsumować w domu, bez konieczności wychodzenia do ludzi wzrósł niebotycznie. Nie na tyle, żeby spodobało mi się Śledztwo Spensera.

Nuda sprzyja przeciętności. Powiem Wam szczerze, że odkąd koronawirus zaaplikował większej części ludzi na całym świecie odarcie z dotychczasowego trybu życia, cierpię na dramatyczne zwyżki wolnego czasu. Początkowo nadrobiłem trochę snu, obejrzałem najważniejsze zaległości, z czasem jednak… oddałem się żądzom bardziej niegodziwym. Zacząłem z premedytacją oglądać filmy i seriale, a nawet grać w gry, które w normalnych okolicznościach nie przyciągnęłyby mojej uwagi. Zdarza się, że kończy się to dobrze, albo chociaż jest na tyle źle, żebym bawił się nieźle (obejrzałem na przykład W lesie dziś nie zaśnie nikt, który chwali Joanna i Łukasz, a także Proceder - film o Chadzie, który pozostawię bez dalszego komentarza). Jeżeli jednak chodzi o Śledztwo Spensera, to jest to film tak marny i byle jaki, że równie dobrze mógłbym te dwie godziny przespać.

Twórcy starają się nam wcisnąć coś w rodzaju filmu policyjnego z komediowym sznytem. Tytułowy Spenser to dobry glina, którego wy…kiwał system któremu służył. Mając mocne podejrzenia, że jego szef zamieszany jest w nieczyste interesy, naraził się na zarzut czynnej napaści na policjanta, po czym wylądował na kilka dobrych lat w więzieniu. Po wyjściu chce spokoju, wyprowadzki do innego stanu i świeżego startu, ale jak się okazuje, Spenser z natury jest ciekawski i musi dokończyć to, co zaczął. Tym bardziej, że okazja sama pcha mu się w ręce, bo szef na którego napadł został w podejrzanych okolicznościach zamordowany.

Początek Śledztwa Spensera jest obiecujący. Główny bohater na ostatniej prostej pobytu w więzieniu pada ofiarą próby morderstwa, dokonanej przy współudziale Squeeba (którego gra zaskakująco dobry Post Malone!). Dostajemy chwilę, żeby poznać głównych bohaterów, nie brakuje paru dosyć zabawnych, lekkich momentów, starć charakterów i tak dalej. Niestety, po przyzwoitej przystawce przychodzi pora na bardzo kiepskie danie główne.

Sęk w tym, że film dosyć prędko halsuje w stronę kryminału, czy tam opowieści detektywistycznej, co niespecjalnie twórcom wychodzi. Po pierwsze, całość jest dosyć mało poważna - ani się człowiek obejrzy, a tutaj nagle jakieś egzotyczne połączenia gangstersko-policyjno-polityczne, której jednak nie mają w sobie za grosz pierwiastka wiarygodności. Całość jest zresztą na tyle naiwna, że aż ciężko jest traktować ją poważnie, wobec czego nasze zaangażowanie emocjonalne zredukowane jest do minimum.

Pewne nadzieje wiązałem z rozwinięciem się dynamiki pomiędzy bohaterami pierwszo i drugoplanowymi. Sęk w tym, że nikomu za wyjątkiem drętwego głównego bohatera (idealnie przeciętny Mark Wahlberg) nie poświęca się wystarczająco dużo czasu “antenowego”. Przez chwilę wydaje się, że trochę przestrzeni dostanie mrukliwy Hawk (grany przez Winstona Duke), aczkolwiek pomimo tego, że zdarza mu się nieco wybić w mroku nudy i przewidywalności, samodzielnie nie dał rady odwrócić trendu. Podobnie jak dziewczynie Spensera, która jest wykreowana bez polotu, pomimo tego że próbuje się ją przedstawiać jako postać skrajną, wręcz nadaktywną. Ostatnia deska ratunku w postaci zrzędliwego dziadka także zawodzi, a charakterologicznie film idzie na dno.

Całości nie ratują dialogi, które są w najlepszym wypadku przeciętne, ani sceny akcji, które nazwałbym wręcz nieco budżetowymi. Na palcach jednej ręki policzyłbym sekwencje, co do których widać było pracę choreografów, czy jakiś większy nakład osób odpowiedzialnych za efekty specjalne. Ciężko jest mi przywołać jakikolwiek segment, czy nawet ujęcie, które utkwiły mi w pamięci na dłużej. Prawdę mówiąc, jestem pewien, że po napisaniu tej recenzji, Śledztwo Spensera całkowicie zniknie z mojej pamięci.

https://www.youtube.com/watch?v=DqX_ETHchr8

Są takie filmy, których przeciętność jest zaletą. Tak dzieje się, kiedy czas marnujemy z przyjemnością, dostarczając sobie chociażby bezmyślnej, ale jednak rozrywki. W tym przypadku absolutnie nie możemy tak mówić o spędzonym czasie. Równie dobrze moglibyście zastanawiać się nad tym, co jedliście trzy tygodnie temu na śniadanie, albo planować sobie rozkład drzemek na najbliższy cykl księżyca. Śledztwo Spensera jest nudne i nie ma w tej nudzie niczego, co by ją usprawiedliwiało. To po prostu kiepski film. Obejrzyjcie coś innego.

  • Obiecujący początek
  • Lubicie Post Malone? Tutaj jest... jakieś dwie minuty
  • Nuda, nuda, nuda
  • Charaktery płaskie jak... bardzo płaskie
  • Trochę to wszystko paździerzowe
Nie ma najmniejszego powodu, żebyście mieli marnować prawie dwie godziny swojego życia na Śledztwo Spensera 3.8
najnowsze