Popkultura

Recenzja serialu Daybreak. To jeszcze serial czy już propaganda?

Kamil Ostrowski, 19.11.2019 14:50 1

Netflix miał oryginalny koncept, aczkolwiek postanowił go spożytkować tworząc propagandową wręcz papkę. Trochę szkoda, chociaż udanie dalej zabija czas.

Netflix went full Netflix, tak najlepiej będzie opisać nową teen-dramę od właścicieli najpopularniejszej na świecie platformy streamingowej. Zwiastun zachęca wszystkich miłośników nastoletnich historyjek miłosno-towarzyskich, apokalipsy i lekkiego poczucia humoru. Czego jednak nie dowiecie się z trailera, to tego, że Daybreak jest absolutnie przeładowane treściami polityczno-poprawnościowymi i wręcz bezczelną agendą lewicową. Chociaż sam jestem zadeklarowanym lewakiem, tak ordynarne walenie “po mordzie” monologami stanowiącymi nic innego, jak wyimki z najbardziej płytkiej światopoglądowej publicystyki, wcale nie mnie nie bawi, a na dłuższą metę wręcz wydaje mi się równie groźne, co prymitywne walenie moralitetami z drugiej strony barykady. W obydwu przypadkach bez mrugnięcia okiem wykłada się odbiorcy na tacy co ma myśleć na dane tematy i jak będzie wyglądać dyskurs w najbliższych dekadach.

Niesamowite wręcz wydaje mi się, że twórcom serialu udało się tak mocno upolitycznić serial o nastolatkach. Początek wydaje się być światopoglądowo neutralny - życie jakie znamy się skończyło, na Amerykę spadły bomby nieznanego pochodzenia, które dużą część okolicy dosyć podrujnowały, a większość dorosłych zamieniły w rodzaj szybkich i dosyć inteligentnych zombie. Przetrwała tylko większość nastolatków, która stara się jakoś ułożyć sobie życie w postapokaliptycznych realiach. Żeby było zabawniej, pozostali oni w grupach, w których funkcjonowali przed końcem świata, są więc ekipy sportowców, nerdów, cheerleaderek, itd. Oczywiście część z nich wyewoluowała, wszystkie jednak wyglądają jak rodem wyjęte z co bardziej pokręconych misji w Falloucie, z elementami madmaxowej stylistyki (buggie, motory, maski, naramienniki z kolcami, itd.). 

 

W takich oto okolicznościach przychodzi żyć Joshowi Wheelowi, prawdopodobnie najmniej sympatycznej głównej postaci męskiej w dziejach seriali dla nastolatków. To mało interesujący, wiecznie miotający się i dosyć rozedrgany nastolatek, którego postawa i zachowania każą nam wciąż zadawać pytanie kiedy w scenarzyści łaskawie zrobią mu jakąś krzywdę. Na ekranie pojawia się również plejada innych postaci, które niestety równie mało zapadają w pamięć. Co w sumie jest bardzo dziwne, bo na papierze robią wrażenie: czarny gej samuraj i genialne dziecko piromanka to tylko najważniejsze z postaci drugoplanowych.

Sęk w tym, że Daybreak absolutnie nie potrafi się zdecydować czym chce być, a nawet kiedy chwilowo wie, nie robi tego dobrze. Zdarza się, że świat przedstawiony widza zainteresuje, ale zaraz efekt psuje kolejna retrospekcja czy durnowato rozpisane i mało wiarygodne relacje międzyludzkie. Starając wczuć się w tę część Daybreak która jest typową teen dramą rozbijemy się z kolei o fatalnie rozpisane postaci i dialogi, oraz nienajlepsze aktorstwo. Wisienką na torcie jest niepotrzebne wciskanie wszędzie łopatologicznych metafor, a czasami wręcz brutalnie prostacko wykładanych truizmów czy haseł w rodzaju bądź sobą czy upychania gdzie się da absurdalnie silnych postaci kobiecych i tworzenia równie absurdalnie wymuszonego poczucia “różnorodności” (każda modna grupa społeczna musi mieć swoją reprezentację i pięć minut na ekranie). To nie jest dzieło kultury, a bardziej manifest tego jak powinno się tworzyć seriale, aby nikogo nie urazić i każdego pogłaskać.

Netflix ma ogromny potencjał, jest świetnym serwisem i chociaż nie mam nic przeciwko przemycaniu wartości progresywnych, tak zmienianie go w propagandową tubę, w dodatku serwującą tak ordynarne kawałki jak Daybreak, wydaje mi się cokolwiek niesmaczne. Niemniej, jest tutaj również pewien element rozrywkowy, także gdybyście potrzebowali zapchajdziury dla, np. przeżycia kacowej niedzieli, to nie znajdziecie nic lepszego od Daybreak. Jest to idealny słaby serial, który może lecieć w tle, a na który spogląda się jednym okiem, nie czując, że cokolwiek w życiu nas omija.

https://www.youtube.com/watch?v=_c8KRoMYJ9o

Dla kogo jest Daybreak? Jeżeli dziewięćdziesiąt procent bodźców które odbieracie to Wasze triggery i wszędzie widzicie spisek białego patriarchatu, to może Wam się spodobać. W innym wypadku omijajcie szerokim łukiem.

najnowsze