Graliśmy

Nioh było za łatwe? - wrażenia z dema Nioh 2

therionee, 05.11.2019 19:45 3

Czy Team Ninja chce dotrzeć tylko do garstki najzręczniejszych osób na całym świecie?

https://www.youtube.com/watch?v=FJq7nvv_Z6s

 

Dobrze pamiętam ogromną fascynację Nioh, niezliczone godziny spędzone w grze, wyzwania typu przechodzenie misji bez zbroi, ubijanie bossów gołymi pięściami, bez otrzymywania jakichkolwiek obrażeń i koszmar kolejnych poziomów trudności. Pamiętam też ogromną satysfakcję towarzyszącą zwycięstwom. Kiedy udostępniono demo Nioh 2, poczułam się tak, jakbym otrzymała torebkę z cukierkami. Cukierki te smakują niemal tak samo jak kiedyś, ale szybko rozbolały mnie od nich zęby.

Pierwszą rzeczą, jaką zobaczycie po uruchomieniu gry, jest kreator postaci. W "jedynce" graliśmy z góry narzuconym bohaterem, któremu mogliśmy co najwyżej dopasować fryzurę i brodę, ewentualnie podmienić skórkę na jednego z bohaterów niezależnych. W Nioh 2 sami decydujemy, kim chcemy grać: można wybrać płeć, twarz, odcień skóry, fryzury, brody, tatuaże, dopasować detale typu szerokość i długość nosa albo ułożenie oczu. Mnóstwo, mnóstwo opcji, które pozwolą stworzyć doskonałą (albo bardzo szpetną) postać, którą będzie się nam przyjemnie grało. Tak rozbudowany kreator zapewnia od pięciu minut do pięciu godzin dodatkowej zabawy.

O fabule Nioh 2 trudno cokolwiek powiedzieć po zapoznaniu się z demem. Intro, w którym wojownik przemienia się w demona i odrywa własne rogi, wszyscy mogli zobaczyć na trailerze. Pierwsza z udostępnionych w becie misji pochodzi ze środka lub końca gry, fragmenty opowieści dotyczące budowania zamku czy wyłaniającego się z wody dziwnego wojownika niczego nie zdradzają.

 

 

Tak jak w części pierwszej, esencją Nioh 2 jest rozgrywka, która wymaga od gracza sporej zręczności, refleksu, opanowania sposobu poruszania się i atakowania każdego przeciwnika. Przydatne bywają też narzędzia ninja i magia. Tymczasem w demie zaczynamy z pierwszym poziomem postaci, dwoma typami broni, które wybraliśmy na początku i trzema eliksirami leczącymi. Nie mamy żadnych sztuczek w zanadrzu, a wyzwanie jest spore - poziom trudności map z dema oceniam na coś między podstawką Nioh a DLC (bliżej DLC).

Pierwsza mapa dema okazała się całkiem spora i skomplikowana, można się na niej zakręcić i pogubić. Podobnie jak w Nioh, jest tu trochę rozgałęziających się ścieżek i skrótów do odblokowania, kodam do odnalezienia i gorących źródeł. Na początku powitają nas szeregowi, ludzcy przeciwnicy, ale już krótką chwilę później zaczynają się nowe typy yokai, z czego każdy kolejny jest trudniejszy, brzydszy i bardziej obrzydliwy od poprzedniego. Co zwinniejsi oponenci, wyłaniający się z mgły, potrafią bardzo napsuć krwi, choć na szczęście tych trzeba pokonać tylko raz w danej misji. Te elementy są znane fanom. Nowością jest natomiast rozbudowanie mechaniki mgieł: w niektórych skażonych miejscach musimy pokonać przeciwników, jeśli chcemy oczyścić dany obszar i otworzyć zablokowaną skrzynkę; kłopot w tym, że szybkość odnawiania ki (czyli odpowiednika wytrzymałości) jest tam znacznie mniejsza. Dokładnie ta sama mechanika pojawia się podczas walk z bossami, więc tym razem przydadzą się spore zapasy świętej wody.

Przez całe demo odnosiłam wrażenie, że miałam zdecydowanie zbyt niski poziom. Spędziłam parę godzin na błąkaniu się po pierwszej lokacji, próbując zajrzeć we wszystkie zakamarki, odnaleźć kodamy i zdobyć nieco doświadczenia. Walka z każdym przeciwnikiem zajmowała mi sporo czasu, a byle chłystek, jeśli nie skontrowałam jego ataku specjalnego ani nie uciekłam w porę, zabijał mnie jednym ciosem. Powiecie - no przecież Nioh ma być wyzwaniem, każdy przeciwnik ma być wyzwaniem. Jednak jeśli wydawało mi się, że miałam za słabą broń, że zadawałam wręcz symboliczne obrażenia, że powinnam najpierw wbić parę leveli i zdobyć lepsze wyposażenie, że lepiej uciekać w podskokach niż walczyć, to znaczy, że coś było nie tak z balansem gry.

 

 

Na pewnym etapie dołączył do mnie NPC, który pomagał w rozprawianiu się z przeciwnikami, którzy często stali w kilkuosobowych/kilkupotworowych grupach. Bez jego pomocy bardzo bym się męczyła w wielu miejscach. A co zrobić, jeśli jest za trudno, ale scenarzyści nie dali nam fabularnego towarzysza? Tu pojawia się kolejna, interesująca, nowa mechanika. Każdy gracz, jeśli posiada prawy jaspis, może zostawić swój znak na ziemi - w miejscu tym pojawi się niebieski łaskawy grób, z którego można przyzwać ducha do pomocy. Taki przyzwany duch jest awatarem danego gracza, ma to samo wyposażenie, poziom itp., ale jest sterowany przez komputer. Możemy korzystać wyłącznie z grobów pozostawionych przez innych graczy, a jeśli ktoś skorzysta z naszego grobu, zostaniemy nagrodzeni kubkami ochoko pozwalającymi przyzywać pomocników. Przedmioty te można także kupić, znaleźć w świecie gry albo zdobyć, pokonując mściwe duchy.

W Nioh 2 zmieniono także mechanikę awansowania. Nowe drzewko rozwoju jest bardzo rozbudowane. Podobnie jak w Nioh, można odblokowywać umiejętności związane z każdym rodzajem broni, magią i narzędziami ninja. Tym razem jednak możemy inwestować w drzewko miecza tylko jeśli posługujemy się mieczem, w drzewko dwóch toporków - jeśli posługujemy się dwoma toporkami itd. Drzewko ninja również będziemy rozwijać tylko wtedy, jeśli będziemy używać narzędzi ninja, a punkty do rozdania w drzewku magii otrzymamy tylko wtedy, gdy będziemy używać magii. Z jednej strony rozwiązanie to wydaje się logiczne, z drugiej - trzeba pamiętać by jak najczęściej załączać umiejętności, nawet jeśli nie są potrzebne w danym momencie, żeby zebrać jak najwięcej punktów. Twórcy dołożyli starań, by sensownie ułożyć umiejętności, jednak musiałam poświęcić sporo czasu na odnalezienie ulubionych skilli.

 

 

System zbierania doświadczenia i awansowania postaci jest niemal taki sam, jak w części pierwszej, jednak tym razem z przeciwników od czasu do czasu wypadają także dusze. Podobnie jak amritę, dusze możemy stracić po śmierci, ale jeśli doniesiemy je do kapliczki, zostaną one oczyszczone i będziemy mogli je przypisać do duchów opiekuńczych, a następnie korzystać z mocy pokonanych wrogów. Oczywiście, im więcej dusz zbierzemy, tym lepiej, bo można tworzyć ich potężniejsze wersje.

Tradycyjnie, po pierwszym zgonie utraconą amritę czy dusze możemy odzyskać, jeśli uda się nam dobiec do miejsca, w którym zginęliśmy i dotknąć grobu pilnowanego przez ducha opiekuńczego. Na plus muszę odnotować, że przy bossach nie trzeba szukać grobu - duch opiekuńczy wraca do nas sam, gdy tylko wrócimy na arenę.

Team Ninja rozwinęło też ideę korzystania z potężnych mocy ducha opiekuńczego. W części pierwszej po prostu zyskiwaliśmy tymczasową nietykalność i większą siłę, natomiast w Nioh 2 możemy przemieniać się w yokai. Nasze umiejętności zależą od typu ducha opiekuńczego oraz od dusz, które do niego przypisaliśmy.

 

 

Większość zmian i nowości bardzo mi się spodobała: kreator postaci, system awansowania, nowe mechaniki rozgrywki, nowe typy broni czy nowe, urocze, przyjazne stworzenia na mapach. Niestety, poziom trudności dema trochę mnie przerastał. Pokonywanie szeregowych przeciwników było drogą przez mękę. Bossowie okazali się bardzo szybcy, tak szybcy, że zaczęłam szukać w drzewku rozwoju talizmanu gnuśności, możliwości rzucania czaru natychmiastowo i wydłużenia czasu jego działania, ale nie udało mi się tego znaleźć. Kiedy dotarłam do bossa numer 2 - węża na trującej arenie - i raz za razem dostawałam łupnia, zaczęłam szukać czegoś, co mogłoby mi pomóc. Talizman gnuśności znalazłam wreszcie na bazarze kodam. Mogłam wymienić niepotrzebne elementy wyposażenia i kupić sobie dwie sztuki czaru spowalniającego (niestety, są to przedmioty jednorazowego użytku). Wkrótce jednak przekonałam się, że czar ten działa zbyt krótko, bym miała z niego pożytek.

W końcu odpuściłam sobie próby ułatwienia sobie zadania, zbieranie było zbyt czasochłonne, a efekt niewart wysiłku. Farmienie poziomów jest nudne. Zdobywanie przedmiotów, aby kupić kolejne talizmany gnuśności, które ostatecznie okazują się bezużyteczne, jest nudne. Walki z mściwymi duchami, aby zdobyć kubki ochoko pozwalające przyzwać towarzysza, który i tak zginie na początku walki, jest nudne. Ostatecznie i tak wszystko sprowadza się do odpowiedniego reagowania na zachowanie bossa.

Walka z bossem – dzikim kotem na pierwszej mapie bardzo mnie wymęczyła. Na wężowatego bossa z drugiej mapy też poświęciłam kilka godzin. Nie było oczywistym, że z areny można pozbyć się trujących kałuż, ale uważne zaglądanie w każdą jaskinię się opłaciło, nawet jeśli roiło się tam od silnych przeciwników. Już miałam się poddać, ale w końcu, po długich i ciężkich zmaganiach, nauczyłam się, co robić i wreszcie zwyciężyłam. Jednak zamiast ogromnej satysfakcji, czułam się sponiewierana jak mój biedny bohater, wyprana z sił i chęci, by brnąć dalej i próbować do skutku pokonać bossa z misji pobocznej czy ukończyć zadanie zmierzchu.

Na razie nie podoba mi się farmienie przedmiotów typu kubki ochoko czy zbieranie ryżu jako waluty do użycia na bazarze kodam, chociaż w pełnej wersji gry, gdzie będzie dużo więcej misji do wyboru, raczej nie powinno być z tym kłopotu. Wiem, że Nioh 2 ma być trudną grą i wiem, że to, co obecnie oferuje demo, jest do zrobienia, w końcu dałam sobie radę, a na YouTube nie brakuje filmów, gdzie gracze radzą sobie wzorowo. Nie jestem jednak gotowa na to, by poświęcić każdej mapie i każdemu bossowi kilka godzin. Czy będę czekać na premierę Nioh 2? Tak - z nadzieją, że balans będzie trochę lepszy.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

najnowsze