Recenzja

Ja chcę do policji - recenzja Astral Chain

Jakub Zagalski, 06.09.2019 10:09 0

Melduję posłusznie, że Platinum Games dostarczyło kolejny hit.

Czego się można było spodziewać po nowej grze twórców Bayonetty, mojego ukochanego MadWorld, Vanquisha czy Metal Gear Rising: Revengeance? Ostrej jazdy bez trzymanki, nietuzinkowych pomysłów, doskonałego systemu walki i tony japońskich dziwactw. W Astral Chain wszystko z powyższych znajduje się na swoim miejscu. Ale nowy beat'em-up Platinum Games to coś więcej niż bezustanna młócka z przerwami na jeszcze większą młóckę z wykręconym bossem.

https://www.youtube.com/watch?v=tL6CldIRowc

Głównymi bohaterami Astral Chain jest bliźniacze rodzeństwo służące w futurystycznej policji. Po wybraniu jednego z bliźniaków i wprowadzeniu kilku kosmetycznych zmian w wyglądzie (opcjonalnie), zostajemy od razu wrzuceniu na głęboką wodę. Pościg na motocyklu, strzelanie do mięsa armatniego, walka z ciężarówką – Astral Chain nie owija w bawełnę i po kilku minutach można się zakochać w rozgrywce rodem z automatów. Ale to dopiero początek i przedsmak prawdziwej i bardzo zróżnicowanej zabawy.

Nie wchodząc w fabularne szczegóły (scenariusz nie jest pretekstowy) warto wiedzieć, że po tej testowej misji nasze bliźniaki dołączają do elitarnego grona policjantów z jednostki Neuron. Oznacza to możliwość korzystania z tajemniczej żywej broni zwanej Legion, która przypomina potężnego robota przywiązanego do policjanta łańcuchami.

System walki w Astral Chain opiera się zarówno na wykorzystaniu zalet Legiona jak i umiejętnościach policjanta. Uwiązany łańcuchami pomagier walczy samodzielnie, ale trzeba uważać na pasek jego energii. Jeżeli przesadzimy z wypuszczaniem Legiona do walki, powtórne ładowanie paska będzie dłuższe, co może przesądzić o losach kolejnego pojedynku. Oprócz samowolki naszego niewolnika można (a czasem trzeba) korzystać ze wspólnych ataków i wyjątkowych akcji, które są przypisane do różnych rodzajów Legiona. Jak można wywnioskować po jednym z pierwszych filmików, żywa broń występuje pod różnymi postaciami i w trakcie gry będzie nam dane je sprawdzić.

Kiedy Legion tłucze Chimery na własną rękę, albo czeka grzecznie w ukryciu, bliźniak w mundurze tłucze wrogów policyjną pałką, sięga po miecz lub pruje z blastera. Zmiana broni odbywa się błyskawicznie za pomocą strzałek. System walki bazuje właściwie na dwóch spustach (cios/strzał, przywołanie Legiona) i przycisku odpowiadającym za unik. Cała filozofia to oczywiście umiejętne posługiwanie się odpowiednią bronią, korzystanie ze wsparcia Legiona i wyczucie czasu przy robieniu uników. Jeżeli wciśniemy B w idealnym momencie, odpala się chwilowe slow motion i rośnie satysfakcja.

Szybkie i efektowne pojedynki to główna zaleta Astral Chain. Oprócz walk mamy jednak cały szereg innych aktywności, które tworzą w sumie 20-godzinną przygodę. Praca policjanta z Legionem na łańcuchu nie sprowadza się bowiem wyłącznie do biegania i strzelania, ale także na patrolowaniu futurystycznej metropolii. Po to, by znajdować ludzi w potrzebie i nieść im pomoc na różne sposoby. Misje dochodzeniowe nie są szczególnie złożone, ale stanowią dobrą równowagę dla emocjonujących walk.

Podobnie jak sidequesty i sekwencje zręcznościowe ze skakaniem po platformach czy rozwiązywaniem prostych zagadek. Wszystko to przy udziale jednego z kilku Legionów, które różnią się nie tylko zdolnościami wykorzystywanymi w trakcie walki. Poznawanie ich mocnych stron, rozwijanie drzewka umiejętności i tworzenie zgranego duetu to świetna sprawa. Jedynym elementem rozgrywki, którego chętnie bym się pozbył (lub oddał do generalnego remontu), to sekwencje skradankowe. Na szczęście nie ma ich zbyt wiele, więc po prostu trzeba zacisnąć zęby i próbować do skutku.

Astral Chain poza standardową przygodą dla jednego gracza oferuje także poznawanie historii w tryb współpracy. W takiej grze wydaje się to naturalne, niestety w praktyce wypadło to nie najlepiej. Po pierwsze, grając w kooperacji gracze nie sterują bliźniakami-policjantami, lecz jednym z rodzeństwa i jego Legionem. Odpada więc najfajniejszy patent na walkę dla jednego gracza, który musi zgrać swoje działania z tym, co robi jego "pupil" na łańcuchu. Kooperację w Astral Chain traktuję więc bardziej jak ciekawostkę ze zmarnowanym potencjałem niż pełnoprawny tryb, do którego chciałbym zaprosić kumpla na 20 godzin. Szkoda.

Warstwa audio-wizualna to kolejna zaleta Astral Chain, która robi wrażenie nie tylko na małym ekranie Switcha. Sceneria nie prezentuje złożoności znanej z zachodnich sandboksów, jednak swoistą prostotę nadrabia kierunkiem artystycznym i klimatem. Do tego dochodzą świetne projekty postaci, pod którymi podpisał się Masakazu Katsura (znany w Polsce chociażby z mangi Video Girl Ai). Oczywiście całość jest utrzymana w mocno japońskim stylu, a cutscenki można by przerobić na anime. Jeżeli lubicie dalekowschodnie podejście do science fiction, znane chociażby z Vanquisha, to z miejsca zakochacie się w Astral Chain.

Po premierze Astral Chain Platinum Games ma kolejną perłę w koronie, a Nintendo Switch jeszcze jeden system seller. Nowa gra ojców Bayonetty to nie tylko znakomita gra akcji, ale kompleksowe i w wielu miejscach zaskakujące doświadczenie. To, co z początku wydaje się prostą arcade'ówką z bieganiem i strzelaniem, przeradza się we wciągającą przygodę ze zmiennym tempem rozgrywki i różnymi sposobami na umilenie wcale nie takiej krótkiej zabawy. Nie obyło się bez wad, ale żadna z nich nie zmienia faktu, że w Astral Chain po prostu trzeba zagrać.

 

Sprawdź ofertę strefy Nintendo w naszym sklepie

Astral Chain

  • Jedna broń w ręku, druga na łańcuchu
  • 20 godzin zróżnicowanej rozgrywki
  • Legiony
  • Widowiskowe akcje
  • Oprawa audio-wizualna
  • Zmarnowana kooperacja
  • Elementy skradankowe
Szacunek, panie władzo 8.9
najnowsze