Recenzja

Jak zabijać, to z gracją. Recenzja gry My Friend Pedro

Adam "Harpen" Berlik, 19.08.2019 08:40 1

Mój przyjaciel banan.

Wydawać by się mogło, że tytuł gry ma związek z imieniem głównego bohatera, ale nic bardziej mylnego. Pedro to banan, który zleca naszemu protagoniście kolejne misje polegające na eliminowaniu napotkanych przeciwników. Nawet jeśli autorzy ze studia DeadToast Entertainment starają się nieco wyjaśnić, o co w tym wszystkim chodzi, to i tak nie warto się przejmować się fabułą, bo esencję My Friend Pedro stanowi kapitalna rozgrywka.

Pozornie mamy do czynienia z kolejną strzelanką 2,5D, ale tak naprawdę My Friend Pedro udowadnia, że można jeszcze wymyślić coś nowego w tym gatunku. Owszem, całość da się przejść tak jak każdego innego shootera z perspektywy kamery bocznej, ale jest to najzwyczajniej w świecie mało angażujące. Nie oznacza to jednak, że i gra jest nudna, bo chodzi w niej o to, by pokonywać napotkanych wrogów w jak najbardziej widowiskowy sposób. By móc to zrobić trzeba jednak opanować podstawowe rozwiązania w mechanice zabawy, a z czasem zrobić odpowiedni użytek z dostępnych na kolejnych etapach przedmiotów. Tutaj nawet wystrzelona w kierunku oponenta deskorolka może okazać się śmiercionośnym narzędziem, podobnie zresztą jak odbijająca pociski patelnia…

Zacznijmy od tego, że twórcy oddali do naszej dyspozycji możliwość jednoczesnego zabijania dwóch przeciwników. Specjalnym przyciskiem zaznaczamy jednego wroga, a następnie strzelamy do następnego. Wówczas nasz bohater w tym samym czasie pozbywa się wrogów znajdujących się zarówno po lewej, jak i prawej stronie ekranu. Jeśli zachodzi taka konieczność, może również spowolnić czas, ale bardzo często nie jest to potrzebne, bo nasz bohater i tak porusza się niezbyt dynamicznie. W sumie jest to ogromna zaleta, bo momentami zamiast dynamicznej strzelanki otrzymujemy grę logiczną. Nie biegniemy przed siebie z wciśniętym spustem pistoletu, ale zastanawiamy się, w jakiej kolejności zabić przeciwników, by zdobyć jak największą liczbę punktów.

Tak naprawdę osiągnięcie zadowalającego wyniku w pierwszym podejściu do naszej misji jest praktycznie niemożliwe. I dobrze, bo całość składa się z kilkudziesięciu leveli, a ich ukończenie zajmuje jeden dłuższy wieczór lub dwa krótsze popołudnia. Dopiero jednak po zaliczeniu wszystkich etapów zaczyna się kombinowanie. Chęć wyśrubowania rekordów sprawia, że z My Friend Pedro spędzimy dużo więcej czasu. Dlaczego tak się dzieje?

Jedną z największych zalet My Friend Pedro są fenomenalnie zaprojektowane poziomy. Poza wspomnianym już spowalnianiem czasu i możliwością korzystania z dwóch rodzajów broni w tym samym czasie gra umożliwia także wykonywanie piruetów, dzięki którym unikniemy wrogich pocisków. Do tego wszystkiego dochodzi odbijanie się od ścian czy też wykonywanie salt w powietrzu. Wyobrażacie sobie zapewne, jakie daje to możliwości. Z jednej strony mamy kilka podstawowych mechanik, z drugiej są one na tyle różnorodne, że każdy – mimo wszystko liniowy poziom – da się przejść na wiele sposobów.

My Friend Pedro nie jest grą trudną. To nie Hotline Miami, w którym giniemy od jednego strzału. Tutaj mamy pasek życia podzielony na trzy fragmenty, a jeśli w którymś z nich nasze HP spadnie do zera, to utracimy je bezpowrotnie aż do zakończenia danego etapu (jeśli nie, to nastąpi automatyczna regeneracja energii życiowej protagonisty). Paski można jednak załadować do pełna po znalezieniu odpowiednich przedmiotów, które pojawiają się na mapach stosunkowo często. Wszystko to sprawia, że rozgrywka nie irytuje, a zachęca do eksperymentowania.

Pod względem oprawy graficznej My Friend Pedro wygląda całkiem przyzwoicie, ale mimo wszystko twórcy powinny zaoferować bardziej różnorodne lokacje. Ewidentnie widać, że zostały one zbudowane ze zbyt małej liczby klocków, przez co każdy nowy etap przypomina wcześniejsze poziomy. W niektórych miejscach da się zauważyć nie najlepiej zrealizowany system celowania. Odniosłem wrażenie, że nawet podczas używania myszy (chociaż grałem także na kontrolerze) gra nie oferuje maksymalnej precyzji, a jest ona przecież niezwykle istotna w trakcie zaliczania poszczególnych leveli w celu uzyskania jak najlepszego rezultatu punktowego.

My Friend Pedro to ciekawy eksperyment. Świetne pomysły nie idą jednak w parze z odpowiednią realizacją. Najlepiej wypada możliwość strzelania z dwóch rodzajów broni w tym samym czasie. Na uwagę zasługują także świetnie zaprojektowane etapy. Oba te elementy sprawiają, że ciężko oderwać się od ekranu. Decydując się na zakup produkcji należy jednak pamiętać o jej wadach. System spowalniania czasu momentami okazuje się niepotrzebny, skoro nasz bohater i tak porusza się dość wolno, a same lokacje mogłyby być dużo bardziej różnorodne. Te niedociągnięcia nie odbierają jednak radości, jaką daje nam strzelanie do przeciwników w akrobatycznych pozach.

My Friend Pedro

  • zabawa kładąca nacisk na efektowne zabijanie przeciwników
  • wiele ciekawych mechanik umożliwiających pokonywanie wrogów na różne sposoby
  • najlepiej sprawdza się opcja celowania z dwóch rodzajów broni w tym samym czasie
  • świetnie zaprojektowane etapy zachęcające do bicia rekordów
  • bardzo dobrze wyważony poziom trudności
  • klimatyczna oprawa graficzna
  • spowalnianie czasu niekiedy okazuje się zbędnym dodatkiem
  • lokacje powinny być bardziej różnorodne
  • sterowanie wydaje się momentami niezbyt precyzyjne
Pozornie zwykła strzelanka, której autorom udało się wykrzesać coś nowego z klasycznego gatunku 8.0
najnowsze