Recenzja

Brutalny i wciągający soulslike - recenzja Dark Devotion

Małgorzata Trzyna, 02.06.2019 11:00 0

W grze kierujemy templariuszką, która zapuszcza się w najgłębszy mrok, wystawiając na próbę swą odwagę, pobożność i oddanie.

https://www.youtube.com/watch?v=7f3iijSeHNw

 

Dark Devotion jest grą soulslike z domieszką roguelike, RPG-iem w 2D, skupionym wokół tematyki wiary, oddania Bogu i poświęcenia. Trafiamy do świata, w którym przez mroczne wieki ludzie mieli wyłącznie wiarę i uczyli się jej przez cierpienie. Wiedzą, że wszystkich grzeszników czeka ten sam los i twierdzą, że nie ma ofiary zbyt wielkiej w porównaniu z chwałą Boga.

W Dark Devotion wcielamy się w templariuszkę, która odkrywa sekrety tajemniczej Świątyni i testuje swą odwagę i oddanie. Kobieta przemierza mroczne lochy, pokonuje pomniejszych przeciwników i potężnych bossów, których celem jest zniszczyć jej duszę i skazać na wieczne potępienie. Klimat gry bardzo mi przypadł do gustu, zwłaszcza w połączeniu z niesamowitą, wpadającą w ucho muzyką, zależną od tego, z jakim wyzwaniem aktualnie się mierzymy.

Lochy zostały zaprojektowane jako rozgałęziający się labirynt złożony z ogromnej liczby komnat. Nie jest on generowany losowo. Nie można go sobie dowolnie zwiedzać, trzeba decydować, którędy iść. Wystarczy zeskoczyć na niższą platformę, z której nie ma powrotu na górę i już nie mamy wyboru. Jeśli wyjdziemy drzwiami do nowej komnaty, nie da się cofnąć tam, gdzie byliśmy. Czasem nie mamy dość punktów wiary, by otworzyć zablokowane drzwi, za którymi kryje się dźwignia uruchamiająca platformę pozwalającą dotrzeć do niektórych miejsc. Bywa, że po prostu nie trafimy ze skokiem albo załamie się pod nami podłoga. Jedynym sposobem, by wrócić, jest zginąć i iść od nowa. W grze są ołtarze teleportacji, do których można przenieść się w razie potrzeby, ale nie tworzą one jednej, wielkiej sieci jak ogniska w Soulsach. W danym momencie tylko jeden ołtarz może być aktywny i tylko do niego możemy przenieść się z pomocą szybkiej podróży. Często ołtarz teleportacji wraz ze skrzynką z losowymi przedmiotami znajdziemy tuż przed komnatą z bossem, co pozwala szybko wrócić w razie porażki.

 

 

W labiryncie natkniemy się na rozmaitych przeciwników, walczących w zwarciu i na dystans. Typów wrogów jest sporo, więc nie mogłam narzekać na monotonię. Gra wyraźnie sygnalizuje zamiary oponentów, więc wystarczy wiedzieć, jak się zachowują i przy odrobinie refleksu da się uniknąć obrażeń. Jeśli często giniemy, gra bywa na tyle łaskawa, że ułatwi nam zadanie i przy kolejnych próbach np. otrzymamy ochronną tarczę jako błogosławieństwo od Boga. Walka z bossami zazwyczaj podzielona jest na fazy. W fazie drugiej dany boss staje się potężniejszy - np. jeden z nich porusza się i atakuje szybciej, ma w ręku płonący miecz (ale traci tarczę), drugi zyskuje zdolność teleportowania się tuż obok protagonistki itd.

W pomieszczeniach, poza wrogami i pułapkami, znajdują się tablice z runami. Wystarczy przyklęknąć przy nich, by odblokować ulepszenia dla postaci. Dzięki nim np. zwiększymy liczbę punktów wiary albo wytrzymałość, co powinno pomóc zarówno podczas zwiedzania, jak i w walce z kolejnymi bossami. Jest też sporo ołtarzy, przy których można się pomodlić. Niektóre pozwolą nam odzyskać zdrowie, inne nagrodzą przedmiotem, jeszcze inne zdejmą klątwę. W Dark Devotion nasza postać może być pobłogosławiona na wiele sposobów, np. mieć większą szansę na trafienie krytyczne albo odzyskiwać zdrowie po wejściu do każdego nowego pomieszczenia. Podczas wędrówki często będziemy też karani klątwami. Może być to np. szansa na upuszczenie przedmiotu podczas uniku (co jest bardzo irytujące, zwłaszcza jeśli podczas walki z bossem ciągle gubimy przedmioty leczące, a ich podniesienie wymaga precyzyjnego przyklęknięcia nad nimi), brak możliwości zdobywania punktów wiary z pokonanych przeciwników albo krwawienie, które zadaje obrażenia co 30 sekund. Kiedy np. ma się na początku tylko dwa punkty pancerza i dwa punkty zdrowia, krwawienie oznacza, że mamy najwyżej dwie minuty na znalezienie ołtarza, przy którym możemy się oczyścić albo przedmiotu, którym zatamujemy krwotok. Niestety, najczęściej po prostu zginiemy. Trudno też zrozumieć, w jaki sposób nakładane są klątwy i jak ich uniknąć. Po zgonie wszelkie klątwy znikają, więc jeśli bardzo uprzykrzały nam zadanie, w kolejnym podejściu przynajmniej przez jakiś czas będziemy mieć łatwiej.

 

 

Rolę centrum w grze pełni Schronienie Plugawej Krwi, z którego prowadzą przejścia do różnych lokacji. Jest to "ostatnie ciepłe miejsce w Świątyni", gdzie zgromadzili się NPC, którzy opowiadają o aktualnych wydarzeniach. Tu możemy przyjąć zadania do wykonania czy wydać walutę zebraną z przeciwników i wykupić rozmaite talenty, np. kocie oczy, dzięki którym ciemność nie wpływa na nasze widzenie. Choć w grach typu soulslike zazwyczaj traci się całą zebraną walutę z wrogów po śmierci i odzyskuje się ją wracając do miejsca, gdzie zginęliśmy, to w Dark Devotion nie trzeba się o to martwić. Traci się natomiast pozbierane po drodze broń i elementy zbroi, runy i wszystkie przedmioty jednorazowego użytku. Jeśli mieliśmy np. lepszy miecz albo runę, możemy się z nimi pożegnać.

Utrata przedmiotów po śmierci generalnie nie boli, bo niektóre rzeczy odblokowujemy permanentnie, jest jednak inna, irytująca i moim zdaniem niepotrzebna mechanika, jaka się z tym wiąże. Kiedy trafiamy z powrotem do Schronienia Plugawej Krwi, mamy na sobie tylko podartą szatę. Po każdym zgonie trzeba zejść z drabinki, podejść do kowala i poprosić o broń, pancerz i przedmioty, jakie chcemy zabrać ze sobą na kolejną wyprawę. Kiedy ginęłam raz za razem na jakimś bossie i musiałam ubrać postać na nowo przed walką po raz trzydziesty w te same rzeczy, miałam dość.

Na początku u kowala nie mamy zbyt wielkiego wyboru, jednak zapuszczając się w lochy i pokonując przeciwników odblokowujemy coraz więcej broni i elementów pancerza. Wykonując zadania (polegające np. na ubiciu pewnej liczby wyznaczonych typów przeciwników albo wskazanego bossa), odblokujemy dostęp do bardziej różnorodnych przedmiotów jednorazowego użytku. Broń zdobywa się nieco inaczej - np. jeśli z jakiegoś wroga wypadnie łuk albo pazury to po podniesieniu takiego przedmiotu będzie on dostępny do wyboru w kuźni. Po pokonaniu bossów również mamy możliwość odblokowania nowych przedmiotów. Wśród nich znajdziemy miecze jednoręczne i dwuręczne czy ogromne, ciężkie maczugi. Wybierając broń, musimy zwrócić uwagę na zadawane przez nią obrażenia oraz na to, czy będzie wygodnie się nią grało. Na co komu ciężka pałka z kolcami, która bardzo mocno rani, jeśli nie ma dość długiego okienka na wyprowadzenie ataku?

 

 

W grze można się pogubić, ale generalnie bez trudu odnajdowałam drogę do właściwych miejsc. Zlecający zadania zawsze podaje nazwę lokacji, do której trzeba się udać, a jeśli trafimy do komnaty, w której jest mobek, jakiego mamy pokonać, zostanie on zaznaczony wykrzyknikiem. Sposób przedstawienia poszczególnych pomieszczeń nie jest zbyt szczegółowy i raczej trzeba pamiętać ścieżki i działania poszczególnych mechanizmów, zwłaszcza, jeśli mamy ambicję odnalezienia wszystkich sekretów, zapisków itp.

Uwielbiam gatunek soulslike - gry z serii Dark Souls, Bloodborne, Nioh, Sekiro: Shadows Die Twice, Hollow Knight czy Salt and Sanctuary. Są to gry trudne, ale najważniejsze w nich jest to, że za każdym razem, kiedy zginę, wiem, że mogłam poradzić sobie lepiej, że gra jest uczciwa, po prostu każda śmierć (poza nielicznymi wyjątkami) jest spowodowana moim brakiem ostrożności, koniecznością wyćwiczenia sobie odpowiednich reakcji na ataki każdego z przeciwników czy nauczenia się rozkładu pułapek. Nie inaczej było w Dark Devotion, gdzie ginęłam bardzo często, jednak za każdym podejściem było mi łatwiej, gdy wiedziałam, czego się spodziewać i jak zachowują się wrogowie. To właśnie sprawiało, że gra była dla mnie bardzo satysfakcjonująca i nie mogłam się oderwać, nawet jeśli na jakiegoś bossa musiałam poświęcić wiele prób. Po prostu wiedziałam, że dam sobie radę, chociaż czasem mamrotałam pod nosem epitety pod adresem oponenta, który nadużywał takich mechanik, jak np. teleportowanie się do mojej postaci kilka razy pod rząd, aż brakowało mi wytrzymałości na uniki i nie mogłam już się ochronić przed obrażeniami.

 

 

Dark Devotion pochłonęło mnie bez reszty. Lubię zwiedzanie labiryntów i szukanie sekretów. Lubię walkę, w której dużo ważniejsze niż obrażenia zadawane przez broń jest nauczenie się zachowań wrogów i refleks, gdyż to właśnie daje ogromną satysfakcję. Grało się tym przyjemniej, że nie była to najtrudniejsza gra typu soulslike, jakiej próbowałam. Gra ma kilka mechanik, które irytują (np. klątwy, które wydają się losowe czy konieczność ubierania się za każdym razem u kowala przed wyruszeniem do lochów), ale bawiłam się w niej wyjątkowo dobrze. Jeśli lubicie gry typu soulslike i jesteście gotowi na parę nietypowych rozwiązań, szczerze polecam.

 

 

 

 

 

Dark Devotion

  • Mroczny klimat podkreślany przez zróżnicowaną, bardzo przyjemną muzykę
  • Satysfakcja płynąca z pokonywania przeciwników po nauczeniu się ich zachowań
  • Mnóstwo sekretów do znalezienia w rozbudowanym labiryncie
  • Kilka zakończeń
  • Polska wersja językowa
  • Niewygórowana cena (72zł)
  • Konieczność ubierania postaci na nowo po każdej śmierci
  • Brak swobody eksploracji - tylko jeden dostępny ołtarz teleportacji w danym momencie, często nie można się cofnąć
  • Konieczność precyzyjnego przyklękania nad przedmiotem w celu jego podniesienia
  • Klątwy i błogosławieństwa, które wydają się być nakładane losowo
  • Na mapie nie widać, które tablice już odblokowaliśmy, co utrudnia odkrycie wszystkich sekretów
  • Brak możliwości dostosowania sterowania
Satysfakcjonująca, ciekawa gra dla fanów gier typu soluslike. 8.0
najnowsze