Felieton

Rewolucja w branży? Zarabianie na grach zmieni się w najbliższych latach diametralnie

Mateusz Mucharzewski, 18.04.2019 10:15 3

Szef Epic Games twierdzi, że przez najbliższe 5 lat growy biznes zmieni się bardziej niż przez ostatnie 10 lat. Czeka nas rewolucja?

W ostatnich miesiącach Epic Games Store stał się wręcz synonimem nieoczekiwanych zmian na rynku gier wideo. Nic dziwnego, że najwięcej o nadchodzącej rewolucji mówi Tim Sweeney, prezes spółki. W rozmowie z serwisem MCV powiedział on następujące słowa:

„Myślę, że growy biznes zmieni się mocniej w najbliższych pięciu latach niż w poprzednich dziesięciu. Ostatnie pozostałości starego modelu sprzedaży detalicznej rozpadają się, a największymi sukcesami są dynamiczne studia indie i wielkie korporacje.”

Dziesięć lat temu, w 2009 roku, na rynku rządziło Uncharted 2, Batman Arkham Asylum, Killzone 2, Assassin's Creed II czy Borderlands. Minecraft dopiero zaczynał podbijanie świata. To również początek rozwoju cyfrowej dystrybucji. Gracze na PC znali już Steama, a posiadacze konsol odkrywali jak wiele atrakcji może przynieść Xbox Live Arcade, które wówczas wzbogaciło się o takie tytuły jak Braid czy Shadow Complex. Tematem numer jeden był jednak wielki debiut Call of Duty: Modern Warfare 2. Warto przypomnieć, że wielu deweloperów uciekało z premierą na początek 2010 roku, aby tylko nie rywalizować z będącą u szczytu sławy produkcją Infinity Ward.

Przez te 10 lat na rynku zmieniło się wiele. W 2009 roku nie było jeszcze kontrolerów ruchowych (rynek znał już jednak popularność Wii), a nawet 3DS-a. Cyfrowa dystrybucja dopiero zaczynała zdobywać coraz większe udziały w rynku, które obecnie w USA czy Wielkiej Brytanii wynoszą nawet 90%. Ostatnia dekada przyniosła wiele zmian, ale w większości były one wynikiem ewolucji (wspomniane odchodzenie od pudełek i w konsekwencji rozwój sceny indie). Ani VR, ani kontrolery ruchowe na dłużej nie zmieniły rynkowego krajobrazu. Na pewno cyfrowa dystrybucja sprawiła, że sektor elektronicznej rozrywki bardziej się zdywersyfikował. Powstało więcej studiów, często niezależnych od wielkich wydawców. Jak zazwyczaj bywa przy tak znaczących zmianach (głównie technologicznych czy biznesowych), finalnie rynek się powiększa. 10 lat temu wybór gry ograniczał się do pojemności półki sklepowej. Dzisiaj takie limity to już historia. Patrząc jak wiele nowości czeka nas w najbliższych latach, wydaje się że Tim Sweeney ma rację. O ile strach przed zmianami zawsze jest zrozumiały, wydaje się że powinniśmy być optymistami.

Jedną z największych rewolucji może wprowadzić sam Epic Games Store. Chociaż nie jest to tekst tylko o tym sklepie, od tego tematu chciałbym zacząć. Zmiany jakie zapoczątkowali twórcy Unreal Engine mogę mieć ogromny wpływ na kształt branży. Obecnie wiele osób narzeka na ekskluzywność niektórych tytułów dla tego sklepu. Trzeba mieć na uwadze, że konieczność zainstalowania dodatkowej aplikacji w komputerze to żaden koszt w porównaniu do zmian, które zapoczątkował Epic Games Store. Chodzi oczywiście o stworzenie presji na skostniałe warunki podziału przychodów ze sprzedaży gier. Dla deweloperów może to mieć kolosalne znaczenie. Obniżenie stawki sklepu do poziomu 12% daje oszczędność rzędu 18 punktów procentowych. Najlepiej widać to na liczbach – przy grze sprzedawanej w cenie 50 dolarów deweloper/wydawca dostaje 9 dolarów więcej z każdego egzemplarza. Przy skali miliona egzemplarzy daje to kilkumilionowe oszczędności. To robi różnicę. Więcej pieniędzy w kieszeni twórców to potencjalnie wyższe inwestycje, a co za tym idzie lepsza jakość. To również szansa na to, że mniej studiów będzie bankrutować lub ograniczać swoją działalność.

W niedawnym oświadczeniu odniósł się do tego Matthew Karch, prezes Sabre Interactive, które właśnie wydało World War Z.

„Wybraliśmy Epic Games Store, ponieważ wierzymy że to najlepszy układ dla graczy i deweloperów. Tworzenie gier jest kosztowne, tak więc otrzymanie 88% zamiast 70% oznacza, że możemy więcej zainwestować w stworzenie World War Z.”

Tej wypowiedzi towarzyszyło ogłoszenie, że gra na Epic Games Store będzie tańsza. Gracze zamiast planowanych 40 dolarów zapłacą 35 dolarów. To kolejna po Metro Exodus produkcja, która dzięki niższym prowizjom sprzedawana jest taniej. Na pewno obniżenie stawek nie spowoduje, że wszystkie gry będą tańsze, ale bez wątpienia wielu deweloperów zdecyduje się na to. Pytanie ile czasu potrzeba, aby podobne warunki oferował Steam. Na razie Valve ogłosiło niewielkie obniżenie prowizji, ale tylko dla najlepiej sprzedających się gier. Być może bardziej elastyczny stał się również GOG. Na moje pytanie czy sklep zdecydował się na pójście drogą Epic Games Store nie otrzymałem klarownej odpowiedzi. To co zdradził Adam Kiciński, prezes CD Projektu, wiele jednak wyjaśnia.

„Nie ujawniamy warunków, gdyż mamy indywidualne podejście do każdego z partnerów. Uwzględniamy wartość pracy po naszej stronie oraz dostosowujemy się do sytuacji na rynku. Podejście to pozwoliło nam na dystrybucję dużych i wyczekiwanych tytułów AAA, takich jak Bloodlines 2 czy Age of Wonders: Planetfall.”

Streaming – wyścig po technologię i... władzę

Nie mniejsze zamieszanie może wywołać streamingowa rewolucja. Po ostatniej zapowiedzi Google Stadia wiele osób z rezerwą podeszło do technologi twierdząc, że nie działa ona dobrze. Jako dowód, że jest to zły kierunek często podawany jest OnLive. Różnica między tymi usługami jest jednak kolosalna. Należy pamiętać, że obecnie w streaming wchodzą największe światowe korporacje, z kosmicznymi możliwościami finansowymi i technologicznymi. Już teraz swoje rozwiązania zapowiedział Microsoft oraz Google. Plotki mówią, że kolejnymi będą Amazon, Verizon czy Facebook. Należy tutaj zwrócić uwagę na pewien zasadniczy fakt – dla tych firm ważne są nie tylko pieniądze, ale i władza pozwalająca zachować bieżące status quo. Stare powiedzenie mówi, że dawny rynkowy lider, IBM, stracił swoją pozycję bo nie przewidział że kolejną wielką rzeczą będzie software. Tak fotel lidera zajął Microsoft. Ten z kolei nie przewidział internetu, na którym powstał Google. On z kolei przespał portale społecznościowe, co skończyło się powstaniem nowego giganta, czyli Facebooka. Dzisiaj najwięksi nie pozwolą sobie tak łatwo oddać rynku.

Ich inwestycje w streaming należy więc traktować poważnie. Jeśli na rynek wchodzą najwięksi, musi to być przyszłościowa technologia. Granie w chmurze nie stanie się standardem w tym, ani w kolejnym roku. To perspektywa kilku lat. Rewolucja już jednak trwa. Pociągnie za sobą kolejne konsekwencje. Niedawno w rozmowie z The Telegraph Mike Nichols, szef marketingu Xboksa, zdradził największą przewagę xCloud nad Stadia. Według niego Google nie posiada treści, które z kolei ma Microsoft. Nie jest to żadnym zaskoczeniem. Tym bardziej należy się spodziewać, że w niedługim czasie dojdzie do większych inwestycji koncernu Alphabet. To wszystko może doprowadzić do tego, że do branży gier napłynie ogromna kwota pieniędzy od technologicznych gigantów, którzy zdecydowali że to czas na to, aby zająć swoje pozycje. Nikt oszczędzać nie będzie, ponieważ to najbliższe lata zadecydują, kto będzie rozdawać karty w branży, przynajmniej do kolejnej wielkiej rewolucji technologicznej.

Model subskrypcyjny wkracza na nowe rynki

Obecnie w modelu subskrypcyjnym (a la Netflix czy HBO GO) najlepiej radzi sobie Microsoft z Xbox Game Pass. Zgodnie z przewidywaniami kolejne firmy będą chciały wchodzić w ten segment rynku. Na ogłoszenie swojej usługi zdecydował się ostatnio gigant z Cupertino. Apple Arcade ma oferować na start ponad 100 gier powstałych przy współpracy ze znanymi firmami jak Annapurna Interactive, Platinum Games, Devolver Digital, Sega czy Konami. Co ważne, w ramach abonamentu nie otrzymamy żadnych darmowych gier z mikrotransakcjami czy reklamami. Apple wprowadza więc sprawdzony model biznesowy, który może uratować wiele wartościowych tytułów, które nie mogą poradzić sobie na rynku. Jak wiadomo, na mobilkach rządzą przede wszystkim gry free2play. Na bardziej ambitne produkcje nie ma specjalnie miejsca. Apple Arcade może być dla nich rozwiązaniem i przy okazji świetną atrakcją dla graczy. Nie ma również powodów sądzić, że na tym się skończy. Kwestią czasu jest powstanie podobnych usług na Androidzie czy PC. Sam spodziewam się, że Sony ogłosi własną ofertę wraz z zapowiedzią PlayStation 5.

Rewolucja „sklepowa” zapoczątkowana przez Epic Games Store może spowodować, że więcej pieniędzy trafi do deweloperów, a mniej do kieszeni Valve (a w perspektywie czasu również innych firm jak Sony, Microsoft, Apple czy Nintendo). Streaming to z kolei ogromna zmiana w sposobie grania. Na tyle duża, że dzisiaj ciężko nam przewidzieć jakie będzie to mieć konsekwencje. Rozwój usług subskrypcyjnych to za to świetna oferta dla graczy i ratunek dla gier, w które wielu by zagrało, ale nikt specjalnie nie chce ich kupować (np. gry single player czy z mocnym zacięciem artystycznym). Wszystko to już się zaczęło i rozpędza z każdym kolejnym miesiącem. Można więc uznać, że Tim Sweeney może mieć rację – najbliższe lata zmienią znacznie więcej w growym biznesie niż poprzednia dekada. Czas pokaże czy będziemy z tego zadowoleni. Osobiście jestem optymistą.

najnowsze