Felieton

Branża gier mówi 'stop!' brunatnej fali. Najwyższy czas! - felieton Random Drop #06

Piotr Nowacki, 14 kwietnia 2019 16:00 45

Wygląda na to, że potrzeba było rasistowskich ataków terrorystycznych, aby branża gier wzięła się za bary z problemem szerzenia mowy nienawiści.

Akt terroryzmu w Christchurch w Nowej Zelandii, którego ofiarą padło 50 muzułmanów, w tym kilkuletnie dzieci, co zapewne będzie dla niektórych zaskoczeniem, może mieć znaczące konsekwencje dla branży growej. Najgłośniejszym echem odbiła się wypowiedź Tima Schafera na Game Developers Conference, który powiedział wprost: J***ć białych supremacjonistów. Jednak słowa założyciela studia Double Fine to jedynie wierzchołek góry lodowej.

Po tragedii w Christchurch pojawiło się również oświadczenie ze strony Paradox Interactive na ich oficjalnym subredditcie, w którym twardo odcinają się od islamofobicznych żartów i zaznaczają, że nie ma miejsca dla ksenofobicznych memów w ich społeczności. I trudno im się dziwić – fraza Remove Kebab, którą nowozelandzki zamachowiec umieścił na swoim karabinie, była w dużej mierze kojarzona właśnie z grami Paradoksu – fani Crusader Kings i Europy Universalis często używali Remove Kebab w odniesieniu do Imperium Osmańskiego czy Arabskiego Kalifatu.

Można jedynie się domyślać, czy nowozelandzki zamach terrorystyczny wpłynął na decyzję Microsoftu o usunięciu wzmianek o Notchu z ekranu tytułowego Minecrafta. Gigant z Redmond nie wystosował w tej sprawie oficjalnego oświadczenia wyjaśniającego powód tej decyzji, jednak biorąc pod uwagę, że wcześniejsze twitterowe wyskoki założyciela Mojang nie wywołały tak zdecydowanej reakcji, można się domyślać, że zbieżność czasowa nie jest przypadkowa.

Zapewne dla ogromnej części społeczności graczy takie kroki wydają się być przesadą. Jednak bliższe przyjrzenie się wpisom Notcha pozwala zrozumieć, dlaczego wywołują one tak skrajne reakcje. Jego tweet o treści It’s OK to be white na pierwszy rzut oka wydaje się być zupełnie niewinny, jednak wzbudził niemałe kontrowersje. Nie bez powodu: slogan ten został zaprojektowany po to, by tworzyć fałszywą narrację opresji wobec białych. Jeśli ktoś głośno potrzebuje zaznaczenia, że w byciu białym nie ma nic złego, to równocześnie przemyca sugestię, że niektórzy z tą białością mają problem. A tych, którzy propagowali to hasło, trudno nazwać niewiniątkami – rozpowszechniali je m.in. przez David Duke, były Wielki Mistrz Ku Klux Klanu, a także Daily Stormer – neonazistowski serwis nawiązujący do niesławnego dziennika Der Stürmer, który był tubą propagandową III Rzeszy.

Gdyby chodziło o samo It’s OK to be white, można by Notchowi jeszcze dać pewien kredyt zaufania – mógł to być albo trolling, albo była nikła szansa, że nie zauważył niefortunnych konotacji związanych z tym sloganem. Jednak wypowiedzi kojarzonych z językiem skrajnej prawicy było znacznie więcej. Od stwierdzenia, że istnieje spisek przeciwko białym ludziom, przez transfobię po rozmaite okołorasistowskie wykwity.

Tym, co najprawdopodobniej przeważyło skalę, był tweet o treści Wolę być faszystowską pi***ą niż mieć żeńskiego ku***sa. Nawet biorąc pod uwagę kontekst (jedna z użytkowniczek Twittera zasugerowała, aby Notch wykonał czynność seksualną na jej żeńskim wacku), nie da się tych słów obronić. Jeżeli zaczynasz zdanie od Wolę być faszystą, niż…, to nie masz szans się z tego wybronić, niezależnie od tego, co znajdzie się w drugiej części wypowiedzi.

Wisienką na torcie jest fakt, że bardzo podobne słowa (Lepiej być faszystką niż ciotą) wypowiedziała kilka lat temu Alessandra Mussolini, wnuczka samego Brunatnego Benito, a niegdyś członkini neofaszystowskiej partii Włoski Ruch Społeczny. Jeśli brzmisz jak potomkini jednego z najsłynniejszych kumpli Hitlera, która się bynajmniej nie odcina od dorobku słynnego przodka, to znaczy, że robisz coś bardzo, bardzo źle.

I nie, nawet wypowiedzi, które brzmią jak parafraza samej Mussolini nie są dowodem na to, że Notch jest faszystą, neo-nazistą, alt-rightowcem, etc. Być może to jest wyrafinowany trolling, być może bezmyślnie powiela zasłyszane hasła – ale jest poza wszelką wątpliwością, że mówi ich językiem. I, przechodząc do sedna, trudno się dziwić, że Microsoft dystansuje się od osób mówiących językiem faszystów.

Warto przy tym zauważyć, że Microsoft próbuje tutaj zjeść ciastko i mieć ciastko – jednocześnie odcina się od Notcha i jego poglądów, ale robi to po cichu, prawdopodobnie po to, by nie wywołać fali hejtu ze strony fanów podzielających jego opinie. Paradox miał odwagę otwarcie zaadresować problem – i to pomimo tego, że relacja między memami a szerzeniem nienawiści jest jeszcze mniej jasna niż w wypadku nieszczęsnych wypowiedzi Notcha.

Oczywiście, wrzucenie mema z krzyżowcem pałającym nienawiścią do bliskowschodnich dań mięsnych nie jest równoznaczne z popieraniem czystek etnicznych. Problem tkwi w tym, że rozgraniczenie tego, co jest faktycznym promowaniem nienawiści, a co tylko trollingiem graniczy z niemożliwością. Alt-right, faszyści i neonaziści opanowali do perfekcji wprowadzanie chaosu komunikacyjnego. Koronnym przykładem jest rozpuszczenie plotki, że gest “OK” jest symbolem supremacji rasowej. I była to na swój sposób genialna taktyka: forsując coś tak niewinnego i powszechnego jako symbol nienawistnej ideologii, jej przeciwnicy są stawiani w,sytuacji, z której nie da się wybrnąć. Brak reakcji na obecność takiej symboliki może być odebrany jako akceptacja tych skrajnych poglądów. Z kolei reagując narażamy się na komentarze pokroju świat oszalał, już nie można nawet pokazać “👌”, żeby SJW nie zaczęli toczyć piany z ust.

Właśnie ten mechanizm mogliśmy zaobserwować w ostatnim tygodniu. Po tym, jak jeden z fanów podczas wywiadów z zawodnikiem Overwatch pokazał do kamery ten symbol, pojawiły się głosy oburzenia, a Blizzard zakazał używania znaku “OK” podczas meczów. I, ku zaskoczeniu absolutnie nikogo, wielu graczy wyśmiało tę decyzję. Jednak, z drugiej strony, trudno się dziwić decyzji Blizzarda – ledwie dwa tygodnie wcześniej ten gest obiegł świat, gdy terrorysta z Christchurch użył go przed kamerami w sądzie. Nic dziwnego, że twórcy Overwatch nie chcą, aby społeczność zgromadzona wokół ich gry była kojarzona z czynami nowozelandzkiego zbrodniarza.

I nie jest to bynajmniej pierwsza taka sytuacja. Ten temat wielokrotnie był przerabiany przy okazji żaby Pepe – mówienie o Pepe jako symbolu nienawiści rasowej naraża na śmieszność, ale też trudno go postrzegać inaczej, jeżeli alt-right czy neonaziści potrafią go użyć w dyskusji o ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej. I zagrożenie, jakie stwarzają te grupy jest realne: antyfeminizm spłodził ataki ”inceli”, prawicowe teorie spiskowe stoją za zamachem terrorystycznym na synagogę w Pittsburghu, atak w Charlottesville ma neo-nazistowskie korzenie.

Pojawia się oczywiście pytanie: co to ma wspólnego ze społecznością graczy? – ja daleki jestem od alarmistycznych konkluzji sugerujących, że gry to jest inkubator faszyzmu. Jednak stereotyp graczy siejących nietolerancję nie wziął się znikąd. Młodzi mężczyźni, są najliczniejszą grupą demograficzną wśród graczy równocześnie relatywnie często popierają skrajną prawicę – zarówno w Polsce, jak i na świecie. Równocześnie – chociaż to jest moja własna obserwacja, niepoparta badaniami – w grach częściej niż w innych mediach odchodzi się od tylko i wyłącznie białych, męskich, heteroseksualnych bohaterów; i chociaż takie działania pozwalają trafić do szerszego grona odbiorców i otwierają nowe możliwości narracyjne, to równocześnie mogą być katalizatorem nieprzychylnych reakcji osób, które wolą, by ich gry pozostały białe jak śnieg.

Społeczność graczy może być również kojarzona z nietolerancją również przez Gamergate, w których etyka w dziennikarstwie growym była jedynie pretekstem do nękania feministek. Ponadto, dzięki temu ruchowi szeroką publiczność zyskały takie osoby jak Milo Yiannopoulos czy Sargon of Akkad, znane ze swoich nietolerancyjnych poglądów.

Widać jednak, że coraz więcej osób ma dosyć tego, że branża gier jest kojarzona z tak skrajnymi postawami, coraz więcej jest głosów sprzeciwiających się sianiu nienawiści. Oczywiście, naiwnością byłoby wierzyć, że to w magiczny sposób rozwiąże z dnia na dzień problem rasizmu, homofobii czy islamofobii. Jednak działania mające powstrzymać radykalizm głosy mają sens, o czym boleśnie przekonał się Alex Jones – odkąd został zbanowany na wszystkich liczących się portalach społecznościowych oprócz Instagrama, jego zasięgi drastycznie spadły.

Niektórzy zapewne się oburzą – po co oni chcą się mieszać w politykę? – jednak trzeba jasno zaznaczyć: apolityczność to jest fikcja. Prawdziwa neutralność istnieje tylko w DnD. Jeżeli ktoś krzyczy, że Żydów należy wysłać do gazu, a my siedzimy cicho, to nie jesteśmy apolityczny – jesteśmy jego milczącymi sojusznikami. Każda z tych firm była od dawna unurzana po uszy w polityce, ale jeśli, zgodnie z sugestią Tima Schafera, zaczną j***ć białych suprematów i ich kolegów, to mają szansę znaleźć się po dobrej stronie politycznego sporu.

Bloodborne na PC, Gears of War na Switchu, a Zelda na Xboksie?
Rewolucja w branży? Zarabianie na grach zmieni się w najbliższych latach diametralnie
Graliśmy już w nowy dodatek, czyli Hearthstone: Wyjście z cienia
Microsoft ciągle kupuje nowe studia. Oto najwięksi kandydaci do przejęcia
najnowsze