Inne

W co pogrywa Nocny Kochanek?

Łukasz Wiśniewski, 11 kwietnia 2019 15:00 0

Można ich kochać, można nienawidzić, ale w 2019 roku pewnie większość Was już o nich słyszała… Zapytaliśmy Nocnego Kochanka o gry i kilka innych ciekawostek...

Śmieszą, tumanią i… no dobra, nie przestraszają... niektórych raczej zniesmaczają, niby od siedmiu lat, ale tak naprawdę to od czterech. Nocny Kochanek - kapela, która powstała trochę przypadkiem, ale nieprzypadkowo odnosi coraz większe sukcesy. Zespół, który wyrósł z innego, nazywającego się Night Mistress, w zasadzie dzięki ”Kapitanowi Bombie” Bartosza Walaszka. Z takim rodowodem nie powinno nikogo nic dziwić… czasem jednak ludzi dziwi, że można grać “dla jaj”, ale na tak profesjonalnym poziomie, biorąc na warsztat kolejne podgatunki hard rocka i metalu, wychwytując i umiejętnie parodiując styl poszczególnych zespołów. W tej chwili mają na koncie już trzy pełne albumy studyjne: Hewi Metal, Zdrajcy metalu, Randka w ciemność, a bilety na ich koncerty wyprzedają się na wiele mieięcy wcześniej (na dwa nadchodzace kwietniowe występy w warszawskiem klubie Progresja miejsc zabrakło już jesienią 2018 roku).

Było to dawno temu, ale już w tym roku, choć bliżej początku. W Studio U-22 gościła właśnie kapela Nocny Kochanek. Pretekstem był pierwszy odsłuch albumu Randka w ciemność, ale przerodziło się to w coś w rodzaju improwizowanego standupu członków zespołu. Ponieważ zupełnie nieprzypadkowo byliśmy na miejscu z Trashką, która na gram.pl recenzuje dla was sporo filmów i seriali (tak, tak, jesteśmy ich fanami, przyznajemy się bez bicia), postanowiliśmy wykorzystać okazję i trochę chłopaków pociągnąć za język w tematach, których inni obecni dziennikarze raczej by nie poruszyli… W ten sposób powstał całkiem spory materiał, którego najpierw nie miałem czasu przebrać, potem brakowało jakiegoś pretekstu do publikacji… Nagle bum! Dowiaduję się, że 13 kwietnia premierę będzie miał winylowy singiel Nocnego Kochanka, wydany w limitowanym nakładzie w ramach pierwszego, oficjalnego Record Store Day w Polsce. Na krążku znajdą się utwory Andrzela i Tribjut. Dobry pretekst? Dobry. No to lecimy z tym koksem…

Nocny Kochanek i gry wideo

W pewnym momencie, podczas opowiadania o kulisach powstania kolejnych utworów z płyty Randka w ciemność, Robert Kazanowski, czyli gitarzysta Kazon, opowiedział anegdotę związaną z piosenką Tirowiec. Otóż swego czasu nocowali u niego perkusista Artur Żurek i drugi z “wioślarzy” Arek Majstrak, szerzej znany jako Ojciec Arkadiusz. Opowieść jest lekko niecenzuralna, ale przytoczmy ją z grubsza w całości. Wtedy naprawdę źle się czułem, w sensie, że chory byłem, nie od alkoholu, ale koledzy moi dwaj alkoholu nie szczędzili sobie i się dobrze bawili. Wyobraźcie sobie, że od godziny wpół do pierwszej w nocy do piątej nad ranem – tu trochę poprzeklinam - cały czas byście słyszeli dwóch siedzących obok na łóżku ludzi grających na PlayStation i słuchających tej muzyki i tak: „Kurwa... Aru... ale ten groove wbija, ja pierdolę, ale to będzie, kurwa, ale to buja... zobacz, ale patrz...”. I od nowa. Ja: „Chłopaki, naprawdę proszę”. „Daj spokój, daj się pobawić! Kur... Arek, jeszcze raz!” Złapałem trop i postanowiłem chłopaków dopytać, w co wtedy grali, słuchając świeżo nagranego Tirowca, i ogólnie w co grywają...

Trzej gracze - od lewej: Robert Kazanowski, Arek Majstrak, Artur Żurek (foto: Marcin Jaśkaczek)

Kazon: Nas trzech to w PES-a. Arek, Żurek i ja to jesteśmy fanami PES-a.
Ojciec Arkadiusz: Pro Evolution Soccer.
Kazon: Wczoraj się nawet Arkowi wieczorem udzieliło, że zaczął ze mną rozmawiać po angielsku. Pytam się go, dlaczego mówisz do mnie po angielsku? “No, ten komentarz jest cały czas po angielsku i po angielsku…”
Ojciec Arkadiusz: No właśnie, można powiedzieć, pograjcie sobie w FIFĘ, będziecie mieli komentarz po polsku. Ale FIFA jest gorsza.
Żurek: TAK!
Ojciec Arkadiusz: A dlaczego, to powie już Żurek.
Żurek: No powiedziałem! FIFA się nie nadaje do niczego! Co za bzdura! Nie no, bo PES to jest symulator, jakaś próba nawiązania do takiej normalnej piłki. A FIFA to po prostu totalne dno, no żenada! Gra dla dzieci. Kopniesz tam – i tak wpadnie do bramki. Kopniesz tam, podasz... nieważne, czy ci nie wyszło – tam zawsze wyjdzie. Nie no, ja stanowczo „nie” mówię, no... A co FIFĘ wolisz?!

(foto: Marcin Jaśkaczek)

Tak bezpośrednio zaatakowany (coś jakby przez kibica innej drużyny), mogłem odpowiedzieć tylko w jeden sposób - unikiem. Rzuciłem: Po prostu lepiej ci idzie w PES-a, tak? Artur Żurek, będąc w swoistym furor poeticus, całkowicie zignorował zaczepkę… No bo tam jest symulator. A FIFA to jest po prostu gra pełna przypadku – nie masz wpływu w ogóle na nic, choćbyś grał 5 lat, 10, 15! Od takiego! Nie no, nie było wtedy jeszcze... Reasumując, wydaje ci się, że jesteś dobry, no i przychodzisz na Internet, tralala la, FIFA, pograjmy w FIFĘ! A tutaj przyjdzie taki Krzysio i powie: Ale ja nie umiem! Ale to nieważne, bo on i tak z tobą wygra, bo tu poklika, tam poklika, byle co powciska, i tak wygra! Potem zrobiło się zamieszanie, chłopaki próbowały zmienić temat, pojawiły się wątki takie jak potencjalne granie przez Artura Pochwałę na fagocie, nawet tytuł dla płyty Fagot Metalu… Nie na mojej zmianie takie uniki, temat gier musiał być ugryziony mocniej… Na pytanie o inne tytuły niż Pro Evo, odpowiedź rozpoczął wokalista, Krzysiek Sokołowski.

Krzysiek Sokołowski at his finest (foto: Marcin Jaśkaczek)

Krzysiek: Kazon jest w ogóle największym fanem gier, kiedyś mieliśmy taką propozycję od pewnego dziennikarza, który zawsze tu przychodził, którego bardzo lubimy i stoi tam na korytarzu i popija, mam nadzieję, że mnie słyszysz, Paweł... Propozycję wywiadu, żebym poopowiadał o grach komputerowych, w jakie gram, ale okazało się, że pasjans nie wchodzi w grę, i zaproponowałem Kazona i Kazon uciął sobie z nim całkiem długą pogawędkę...
Kazon: Na temat Sapera!
Krzysiek: No, okazało się, że Saper wchodzi w grę. Kazon jest chyba największym fanem gier komputerowych w Kochanku...
Kazon: No, można tak powiedzieć – całe życie gram.
Ojciec Arkadiusz: "Przegrałem całe życie”
Żurek: Kazon pamięta jeszcze czasy, jak się wkładało dyskietkę numer 3, wyjmowało się i wkładało ponownie dyskietkę numer 2...
Kazon: Windowsa 3.11 na 15 dyskietkach... Takie czasy były…

Warto dodać na marginesie, że po owych fanatycznych wypowiedziach na temat gier PES i FIFA profil Artura Żurka na oficjalnej stronie zespołu został wzbogacony o informację, iż jest zapalonym graczem w Pro Evolution Soccer.

(foto: Marcin Jaśkaczek)

Nocny Kochanek i komiksy

W zasadzie nie chodzi tu o wszelkie komiksy, a o jednego komiksiarza, Roberta Adlera, który nie tylko rysuje dla Nocnego Kochanka wszystkie okładki, ale potrafił też wpłynąć na zmianę tytułu najnowszego albumu… Krzysiek Sokołowski opowiedział nam, jak do tego doszło. Płyta najpierw miała się nazywać Randka w ciemno i gdy spotkaliśmy się z naszym rysownikiem Robertem Adlerem, by przedstawić mu pomysł na okładkę, on, kojarząc Nocnego Kochanka, z wcześniejszej naszej współpracy znając teksty, wiedząc, jakie mamy podejście i przede wszystkim kojarząc nas z muzyką heavymetalową, od razu zaproponował „ciemność”, przeinaczając ten piękny związek frazeologiczny na jeszcze ciekawszą grę językową.. W pewnym momencie prowadzący całe spotkanie z Kochankami dziennikarz muzyczny Łukasz Wiewiór postanowił chłopakom wręczyć jeden z najbardziej znanych komiksów Roberta Adlera (ze scenariuszem Tobiasza Piątkowskiego): 48 stron: Biały kruk Zapytał żartobliwie, czy poza swoimi okładkami znają twórczość rysownika - no i się zaczęło… Najpierw Ojciec Arkadiusz z zimną ironią odpowiedział, że nie zna, chwilę potem twarz Krzyśka zmieniła wyraz, a głos uderzył w belferskie tony...

Z komiksem w reku basista Artur Pochwała (foto: Marcin Jaśkaczek)

To jest zupełna nieprawda, bo cykl 48 stron to niesamowite dzieło, zostało wypuszczone wiele lat temu - i to jest charakterystyczna kreska Roberta Adlera. Jest tam niesamowity humor zawarty, niektórzy doszukują się nawet porównań do muzyki Nocnego Kochanka, do naszych tekstów, natomiast jest to sprzeczne z prawdą, ponieważ ten komiks, to dzieło, powstał na długo przed tym, nim w ogóle Nocny Kochanek był w planach. Tak że my na pewno zachęcamy do zapoznania się z twórczością Roberta Adlera. To jest dosyć specyficzna kreska. Na każdej stronie, widzicie, są rysunki Roberta Adlera, oprawione różnymi dialogami... Jest to o tyle też wygodne dla ludzi leniwych, którzy nie lubią czytać książek, że mają wszystko przedstawione na obrazkach. Kolejną zaletą 48 stron jest fakt... często po komiksy sięgają ludzie, którzy mają wyłączoną wyobraźnię, a tutaj Robert od razu wszystko prezentuje, nie trzeba się skupiać, taką książkę, taki komiks można przeczytać nawet na bani - tak więc naprawdę zachęcamy, bo jest to kawałek lektury. Oczywiście my nie chcemy obrażać żadnych fanów komiksu, bo to nie jest tak, że komiks jest czymś gorszym, to jest po prostu inna forma literatury... Dziękuję.

(foto: Marcin Jaśkaczek)

Nocny Kochanek i edukacja

Dla większości osób zaskoczeniem jest fakt, że Krzysiek z Nocnego Kochanka to zarazem Pan Nauczyciel Sokołowski. Uczył języka angielskiego. Postanowiłem go zapytać o to, jak zmieniał się stosunek jego uczniów do niego wraz ze wzrostem popularności kapeli. Tu, dla odmiany, odpowiedź była całkiem poważna. Właśnie ostatnio też dostałem takie fajne pytania podczas wywiadu: czy to, że udzielałem się w Nocnym Kochanku i w tym czasie prowadziłem zajęcia w szkole, przeszkadzało mi w zdobywaniu autorytetu? I powiem wam, że jest to trochę dziwne zjawisko socjologiczne, o którym można by napisać niejedną pracę magisterską. Ciekawym doświadczeniem było dla mnie obserwowanie reakcji uczniów właśnie na Nocnego Kochanka. To, że ich nauczyciel śpiewa gdzieś tam i po weekendach zazwyczaj robi sobie jaja. Okazało się, że to sprawiało, że byłem właśnie autorytetem dla nich - taka „odwrotna” chyba psychologia. Bo oni są w takim wieku, gimnazjaliści są w takim wieku, że dla nich pokazanie się - że jesteś fajny, że chodzisz na imprezy, że masz znajomych - to jest coś, wiesz... top quality, jak mówią Chińczycy.

(foto: Marcin Jaśkaczek)

Niejednokrotnie doświadczałem tego, że oni się przede mną otwierali, słyszałem przeróżne historie od tych uczniów i ja sobie nie wyobrażam, że sam takie historie sprzedawałbym nauczycielom. Kiedyś jechałem autobusem na próbę i wszedł mój uczeń. Mówi: „O, dzień dobry”. Rozmawiamy sobie. No i uznał, że pewnie jakaś impreza się szykuje: „No bo pan to pewnie co weekend te imprezy, co nie? No bo ja tam, mówię panu, zacznijmy od tego, panu powiem, no prawiczkiem to ja już nie jestem...”. Inna historia jest z godziny wychowawczej. Siedzi jeden z moich ulubionych uczniów w ławce przede mną i ja go pytam, jak mu tam idzie z tą dziewczyną, z którą był ostatnio blisko dosyć. A on na to: „Ooo, proszę pana, to już nieaktualne”. A ja na to: „No przykro mi”. „Nie, spokojnie! Jest następna, będzie wszystko w porządku”. Patrzy na mnie i pyta: „Dotykał pan kiedyś kobiecych piersi? Nie no, na pewno pan dotykał”. Tych historii było multum. Na przykład dziewczyna podchodzi do mnie na korytarzu, pytając: „He, He, to co, znowu pan pewnie w weekend imprezuje, co?”. Odpowiadam: „Pewnie trochę poimprezujemy, tak naprawdę to też jest jednak ciężka praca”. A ona na to: „No, ale co, w weekendy to pan się raczej bawi”. „No tak, trochę pracuję, trochę imprezuję, i tak się to fajnie przeplata”. „No tak... to w weekendy pan sobie tak jeździ, a potem w tygodniu pewnie się pan męczy z tymi tłumokami...” Każda z tych historii budzi raczej odczucia, że uznawali mnie za pewien autorytet. Tu Trashka dopowiedziała, że postrzegają Krzyśka jako kogoś w rodzaju starszego brata. Zgodził się z tym po krótkim namyśle, a ja dorzuciłem, iż Nocny Kochanek w sumie śpiewa o tym, co jest na razie dla tych uczniów sensem życia. Ktoś na to krzyknął „Aldente!” i poważny nastrój prysł, nastąpiła ogólna degrengolada.

(foto: Marcin Jaśkaczek)

Gdy sytuacja nieco się uspokoiła, pozostało zadać jedno, piekielnie ważne pytanie…
Trashka: Czy Andżej kiedyś komuś zdradzi, jak ma na imię? Czy powie choć jednemu z nas?
Ojciec Arkadiusz: Nie, Andżej nikomu nie zdradza.
Krzysiek: To jego trzeba by o to zapytać, to w sumie nie jest pytanie do nas…

Wielkie i czerwone... nic - recenzja filmu Hellboy
Jaja bez trzymanki i wartości rodzinne - recenzja filmu Shazam!
Zona zgona - już graliśmy w Chernobylite studia Farm 51
najnowsze