Popkultura

Przepraszam, że przeszkadzam to zwariowana komedia moralnego niepokoju

Kamil Ostrowski, 20.03.2019 16:00 0

Trochę tragicznego śmiechu na skraju końca dziejów, niezłe aktorstwo, mocny ideologiczny zarys i ciekawy warsztat.

Jeżeli szukacie typowej, bezrefleksyjnej komedii na wieczór, to Przepraszam, że przeszkadzam zdecydowanie nie będzie najlepszym wyborem. Chyba że lubicie czarne komedie, po których zostaje Wam w głowie dziwaczny mętlik, zwariowane jak świat w którym żyjemy. Jeżeli gorzki śmiech nad kondycją ludzkości to Wasza definicja bezstresowego, luźnego wieczoru przed telewizorem czy w kinie, to mocno Wam się dziwię, niemniej... Jeżeli jednak z jakiegokolwiek powodu lubicie śmiech kończący się przegiąłym “hmm....” to właśnie znaleźliście film dla siebie.

Przepraszam, że przeszkadzam przybliża nam historię Cassiusa Greena - chronicznego nieudacznika, który desperacko poszukuje pracy. Realia życia niższej klasy robotniczej zbyt różowe w świecie przedstawionym nie są (czy kiedykolwiek były?), wobec czego młody Cassius raczej nie wybrzydza, kiedy udaje mu się objąć pozycję telemarketera zarabiającego na prowizji. Pomimo początkowych problemów młody adept sztuki wciskania kitu szybko nabiera wiatru w żagle, okazuje się bowiem, że ma naturalny talent do imitowania “białego głosu”. Chodzi oczywiście o głos białego, heteroseksualnego, beztroskiego mężczyzny, od którego aż chce się coś kupić.

Nie można powiedzieć o Przepraszam, że przeszkadzam, żeby było specjalnie subtelnym obrazem. Praktycznie od początku do końca twórca i aktorzy wysyłają bardzo wyraźny sygnał co do tego, po jakiej stronie kulturalno-gospodarczego sporu stoją. Scenarzysta i reżyser Boots Riley, którego jest to reżyserski debiut, jest także raperem i aktywistą zaangażowanym nieco w sprawy które szeroko można by ując w ramy definiowane jako “sprawiedliwość społeczną”. Przesłanie filmu jest więc głęboko socjalistyczne, a przynajmniej głęboko krytykujące kapitalizm. Nawet jednak jeżeli nie zgadzacie się z taką linią ideologiczną, warto jest posłuchać tego co Riley ma do powiedzenia, a przede wszystkim zobaczyć jak to przekazuje, bo film jest co najmniej ciekawy.

Pierwotnie wydaje się, że film chociaż ewidentnie klasyfikowany być musi jako komedia abstrakcji, tak pozostaje uwiązany w jakiś sposób z rzeczywistością. Im dalej w las, tym bardziej absurdalne stają się jednak perypetie Cassiusa. Trzeba tutaj powiedzieć, że reżyser daje pstryczka w nos zarówno kapitalistom, których przedstawia jako oczywiście nieludzkich i ogarniętych żądzą zysku, ale również znieczulonemu społeczeństwu, a nawet oderwanym od rzeczywistości działaczom lewicowym. Dostaje się wszystkim. Brakuje tylko odpowiedzi “co z tym wszystkim zrobić”? Bo nie uwierzę, że puenta zaserwowana nam na koniec może znaleźć przełożenie na jakieś rzeczywiste stosunki międzyludzkie czy działania polityczne.

Co chyba najważniejsze, Przepraszam, że przeszkadzam dobrze się ogląda, nawet jeżeli nie jesteśmy zaangażowani politycznie. Dzięki sensownie wykreowanym postaciom, niezłemu aktorstwu, ale przede wszystkim bardzo dobrze napisanym dialogom i scenariuszowi, całość łykamy szybko i bez popitki. Pomimo tego, że z samych założeń film ma zostawiać nas z solidnym mętlikiem w głowie i wielkim “łotdafak” wypisanym na twarzy, tak wszelkie dziwactwa nam serwowane zostały podane w sposób wyjątkowo przyswajalny. Za to wielki plus, bo łatwo byłoby zepsuć ten film.

Przepraszam, że przeszkadzam to nietypowa produkcja. Społecznie i politycznie zaangażowana jak Idiokracja, chociaż nie tak toporna, a jednocześnie okraszona “czarnym” determinizmem w wyrażaniu poglądów autora. Na szczęście niezłe żarty, sprawna reżyseria i dosyć ciekawy scenariusz sprawiają, że obejrzeć mogą go prawie wszyscy. Nie spodziewajcie się tylko bezrefleksyjnej rozrywki. To nie ta koncepcja gospodarczo-polityczna.

Komu spodoba się Przepraszam, że przeszkadzam? Z jakiegoś powodu film bardzo mocno kojarzy mi się z serią The Secret of Monkey Island. Nie wiem czy chodzi o absurdalny humor czy może jakiś rodzaj specyficznego prowadzenia fabuły, niemniej w moim mniemaniu obydwa dzieła mają jakiś wspólny pierwiastek.

najnowsze