Recenzja - konsole

999 gier w cenie jednej - recenzja Evoland: Legendary Edition (Switch)

Adam Berlik, 12 marca 2019 14:00 0

A właściwie w cenie dwóch, bo mowa tu o pakiecie zawierającym pierwszą i drugą odsłonę serii Evoland, która pokazuje rozwój gier wideo na przestrzeni wielu lat.

Przed zakupem Evoland: Legendary Edition warto pamiętać, że nie jest to zupełnie nowa gra, ale specjalny zestaw, dzięki któremu dwie ciekawe produkcje autorstwa Shiro Games dostępne wcześniej jedynie na PC oraz urządzeniach mobilnych trafiły również na konsole Xbox One, PlayStation 4 oraz Switch. Jeśli dotychczas nie mieliście okazji się z nimi zapoznać, to nadarza się ku temu naprawdę dobra okazja. Zwłaszcza, że całość można nabyć w cenie 84 złotych. Nie jest to wygórowana kwota, bowiem Evoland: Legendary Edition zapewni nam ponad 20 godzin rozgrywki (z czego większość czasu spędzimy w Evoland 2, bo przejście „jedynki” zajmuje raptem dwa krótkie wieczory).

Dzisiaj trudno sobie wyobrazić brak takich rozwiązań w mechanice rozgrywki, jak opcja zapisywania postępów, czy to za sprawą punktów kontrolnych, czy też w dowolnym momencie. Kiedyś jednak po uruchomieniu gry trzeba było przejść ją do końca albo też zostawić włączoną konsolę i liczyć na to, że akurat nie dojdzie do awarii prądu. Z tą, jak i wieloma innymi niedogodnościami musieli mierzyć się gracze wiele lat temu, a o tym fakcie przypomina nam pierwsze Evoland. Ale nie tylko o tym, bo gra regularnie odblokowuje nowe funkcje, pokazując tytułową ewolucję gier komputerowych. Na początku oprawa graficzna jest czarno-biała, a kierowana przez nas postać może poruszać się jedynie w czterech kierunkach; brakuje także efektów dźwiękowych, które zostaną dodane dopiero później. Tak samo jak i możliwość wyświetlania kolorowego obrazu czy zmiana perspektywy (z dwuwymiarowej na rzut izometryczny). A to oczywiście nie wszystko, co oferuje Evoland.

Z czasem w Evoland pojawia się także system walki, który przywołuje na myśl kultową serię Final Fantasy, choć nie brakuje tu również starć rozgrywanych w czasie rzeczywistym. Jeśli jednak myślicie, że recenzowana produkcja odwołuje się wyłącznie do popularnego Finala, to jesteście w błędzie. Coś dla siebie znajdą tu również miłośnicy Diablo, Mario, Bombermana czy Zeldy. Na największą uwagę zasługuje ostatnia z wymienionych pozycji, gdyż Evoland w ogólnym rozrachunku stara się być klonem przygód sławnego Linka. Ciekawie prezentuje się także nawiązania do serii o wąsatym hydrauliku, ponieważ w jednym z początkowych etapów NPC nie chce nas przepuścić dalej, bowiem w zablokowanej lokacji mogą przebywać jedynie dorośli. Musimy więc znaleźć odpowiedni przedmiot i niczym w Mario zwiększyć swoje rozmiary, by móc kontynuować wędrówkę po świecie.

Wydawać by się mogło, że po tym, co zaoferowało Evoland, autorzy nie będą mieli żadnego pomysłu na kontynuację. Evoland 2: A Slight Case of Spacetime Continuum Disorder jednak powstało i co tu dużo ukrywać, nie jest już króciutką produkcją, którą można potraktować jako lekcję historii gier komputerowych, ale pełnoprawnym tytułem. Można go śmiało określić mianem RPG-a, ale tak naprawdę w drugiej odsłonie serii Evoland autorzy postanowili zaszaleć, w efekcie czego „dwójka” jest również karcianką, platformówką, grą rytmiczną, skradanką, bijatyką, zręcznościową strzelanką czy nawet grą logiczną wymagającą łączenia ze sobą trzech takich samych elementów. Sporo tego, prawda? Shiro Games chwyciło mnóstwo srok za ogon, ale jak się okazuje, nie był to zły pomysł, bo każda mechanika rozgrywki dostępna w Evoland 2 została dobrze zrealizowana, więc możemy cieszyć się różnorodnością gatunkową zamiast wytykać grze poważne błędy.

Evoland 2 kładzie także większy nacisk na główny wątek fabularny, który w pierwszej części został ledwie zarysowany. Połączeniu walki dobra ze złem (a konkretniej ludzi z demonami) towarzyszą liczne podróże w czasie. Już pierwsza taka wędrówka nie tylko intryguje, ale również bawi, gdyż nasze postacie w zaskakujący sposób komentują to, co dzieje się na ekranie, okraszając swoje wypowiedzi potężną dawką humoru. Po kilkudziesięciu minutach zabawy i pokonaniu bossa na końcu etapu trafiamy w zupełnie inne realia czemu towarzyszy zmiana jakości oprawy graficznej. Modele postaci oraz lokacje są mniej szczegółowe, na co zresztą zwracają uwagę nasi bohaterowie, zastanawiając się, co tak naprawdę się wydarzyło.

Temat opowieści jest więc ciekawy, a przy okazji ukazany w luźniejszy sposób za pomocą wspomnianych już żartów. Mimo wszystko autorzy Evoland 2 nie stronią od podejmowania trudnych zagadnień, co sprawia, że po pewnym czasie zaczynamy się przejmować losami postaci widocznych na ekranie. Nawet pomimo oklepanych schematów, takich jak ratowanie świata, podróżowanie w czasie czy – wreszcie – bohater, który przez całą grę nie wypowiada ani jednego słowa. Te wszystkie zabiegi wydają się być mocno przemyślane i dodane do Evoland 2 dlatego, by pokazać, że to właśnie one są obecne w wielu innych grach wydawanych na przestrzeni ostatnich lat. W ten sposób autorzy również pokazują, że autorzy innych produkcji mogliby się nieco wysilić zamiast wałkować po raz enty taką samą fabułę czy mechanikę rozgrywki.

Pod względem ogólnych założeń Evoland 2, tak samo jak poprzedniczka, nadal jest grą, w której odnajdą się przede wszystkim fani serii The Legend of Zelda, a raczej klasycznych odsłon kultowego cyklu firmy Nintendo. Mamy tu więc do czynienia z dwuwymiarowym action RPG-iem, w którym eksplorujemy poszczególne lokacje, gdzie rozmawiamy z napotkanymi postaciami, walczymy z przeciwnikami oraz awansujemy na kolejne poziomy doświadczenia, by rozwinąć statystyki bohatera. Możemy również korzystać z umiejętności towarzyszy, które umożliwią nam chociażby zniszczenie wybranego obiektu otoczenia blokującego przejście do dalszej części mapy.

Paradoksalnie jednak, fragmenty w których Evoland i Evoland 2 jest w pewnym sensie normalną grą, o ile można tak powiedzieć, i nikogo nie naśladuje, wypadają najsłabiej. Zwykły klon Zeldy, który nie wyróżnia się z tłumu, ot co. Ale na szczęście Evoland: Legendary Edition ma coś, co skutecznie przykuwa do ekranu. W pierwszej części możemy zobaczyć ewolucję gier komputerowych, a w drugiej skupić się na tym, jak zmieniała się oprawa wizualna na przestrzeni wielu lat, przy okazji ciesząc się różnorodnością gatunkową. Po grafice nie spodziewajcie się jednak fajerwerków, bo mimo wszystko Evoland 2 prezentuje się jedynie przyzwoicie i może być porównywany wyłącznie z najładniejszymi grami niezależnymi a nie wysokobudżetowymi tytułami. To jednak nie przeszkadza w dobrej zabawie, jaką oferuje Evoland: Legendary Edition.

Evoland: Legendary Edition (Switch)

  • świetny pomysł na przebieg rozgrywki (zarówno w pierwszej, jak i drugiej części Evoland)
  • stopniowe udostępnianie kolejnych rozwiązań w mechanice zabawy w Evoland 1
  • motyw podróży w czasie w Evoland 2
  • różnorodność gatunkowa w Evoland 2
  • zmieniająca się jakość grafiki w Evoland 2
  • mnóstwo nawiązań do klasyki gatunku
  • przyzwoita cena (84 złote za co najmniej 20 godzin zabawy)
  • pierwsza część serii mogłaby być dłuższa, a także bardziej rozbudowana fabularnie
  • jako zwykły action RPG sprawdza się jedynie przyzwoicie
Diablo, Zelda, Final Fantasy, Puzzle Quest w jednej grze? To nie mogło się udać, ale udało się! 8.0
Przepiękne widoki, dziwna historia - recenzja Trüberbrook
Skradanka bez dobrych mechanizmów skradankowych - recenzja Left Alive
Przygoda na małą skalę - recenzja Away: Journey to the Unexpected
Niby tak samo, ale jednak inaczej - recenzja gry LEGO Przygoda 2
najnowsze