Recenzja - konsole

Mechanik kieszonkowy - recenzja Car Mechanic Simulator na Nintendo Switch

Mateusz Mucharzewski, 12 marca 2019 10:00 0

Chociaż wersja na Xboksa One i PlayStation 4 była obiecywana dawno temu, najpierw seria trafiła na Switcha. Jest haczyk? Tak, bardzo wiele haczyków.

Car Mechanic Simulator to zdecydowanie król wśród symulatorów. Mało która produkcja z tego gatunku doczekała się już aż trzech odsłon i może pochwalić się niesłabnącą popularnością. Nic dziwnego, że wielu graczy wyczekuje obiecanej dawno temu premiery na duże konsole. RedDot Games oraz PlayWay niespecjalnie się śpieszą z tematem i na ten moment ciężko wskazać chociaż orientacyjną datę debiutu na sprzętach Sony i Microsoftu. Nie jest jednak powiedziane, że Car Mechanic Simulator nie wyjdzie poza rynek PC-towy. Wszystko za sprawą najnowszej odsłony, która została stworzona „specjalnie” pod Nintendo Switch. W końcu na konsoli japońskiej korporacji wszystko sprzedaje się świetnie, a więc z biznesowego punktu widzenia taka decyzja jest zrozumiała. Co jednak z interesem fanów wirtualnego naprawiania samochodów?

Diagnostyka jest dla mięczaków

Jako, że wersja na Switcha nie jest zwykłym portem z PC, warto na wstępie wyjaśnić mechanikę. Wbrew pozorom jest to istotne. Zabawę zaczynamy od zdobycia samochodu, co tym razem robimy poprzez kupowanie stodoły z jakimś gratem. Na początek możemy dokonać korekt z zewnątrz. Sprowadza się to do usunięcia rdzy i przemalowania auta na jeden z kilku (dosłownie, wybór ogranicza się zazwyczaj do maksymalnie pięciu) kolorów lakieru. Następnie możemy zająć się renowacją tego, co znajduje się pod karoserią. Tutaj pojawia się spora zmiana względem wersji na PC. Nie dostajemy żadnej informacji co dzieje się z autem. Widzimy za to wszystkie części i po wciśnięciu jednego przycisku zaznaczone są uszkodzone elementy. Można też je poznać po bardzo widocznych uszkodzeniach i rdzy. W wersji switchowej nie ma więc czegoś takiego jak diagnostyka czy sprawdzanie stanu części. Od razu wiemy co należy zdemontować.

Kolejnym krokiem jest demontaż, ale i ten element gry został uproszczony. Brakuje przede wszystkim odkręcania śrubek. Wszystko dzieje się automatycznie. Teraz trzeba zajrzeć na listę elementów do wymiany, a następnie znaleźć je w sklepie i kupić nowe. Spis jest zazwyczaj bardzo długi, a więc przeskakiwanie między nim, a sklepem jest monotonne i czasochłonne. Brakuje również wyszukiwarki, która zawsze była dostępna w serii i znacząco ułatwiała wyszukiwanie części do nabycia. W pewnym momencie zacząłem więc kupować wszystkie rzeczy na zapas, aby zaoszczędzić czas. O pieniądze nie trzeba się martwić, bo poszczególne mechanizmy są tanie, a kasy na koncie bardzo dużo. Teraz pozostaje już tylko powrót do warsztatu i zamontowanie nowych części. Auto gotowe, można je sprzedać.

Opisanie całej (tak, nie ma tam nic więcej) mechaniki gry miało na celu pokazanie, jak bardzo wersja na Nintendo Switch została okrojona z funkcjonalności. Twórcy usunęli z gry wszystko to, co było w Car Mechanic Simulator najważniejsze. Zawsze w tej serii ceniłem, że mogłem w niej poczuć się jak prawdziwy mechanik. Dostawałem samochód i informację od klienta, co się z nim dzieje. Samemu musiałem dokonać analizy usterki, w czym pomagały narzędzia diagnostyczne i podstawowa wiedza o samochodach. Samo demontowanie części, a w szczególności kupowanie nowych, nie było największą atrakcją. Car Mechanic Simulator na Nintendo Switch usuwa jednak z rozgrywki to co najlepsze i zostawia jedynie najnudniejsze elementy. Naprawiając kolejne auta czułem więc, jakbym klikał w opcje, a nie bawił się. Na tym przecież polegają gry – na wczuciu się w postać i robieniu pewnych rzeczy ze względu na kontekst. Recenzowana produkcja została z niego całkowicie ogołocona.

Dziwić mogą niektóre decyzje designerskie, przez które Car Mechanic Simulator na Nintendo Switch nie ma duszy i sensu. Nawet dobór uszkodzonych części pozbawiony jest jakiegoś logicznego schematu. Czasami musiałem rozmontować pół samochodu. Tutaj nie jest tak, że w aucie zepsuły się hamulce, silnik czy coś stuka w zawieszeniu. Dobór zniszczonych części jest losowy. Dodatkowo liczba rzeczy do wymiany zawsze jest bardzo duża. Finalnie, mimo iż czasami naprawiamy inny pojazd, każde zlecenie wygląda tak samo. Przez fakt, że wszystkie zniszczone elementy są zaznaczone, nie ma również wyzwania. Gra została więc ogołocona z najważniejszych elementów. Zostało samo klikanie w kolejne opcje w menu. Nie trzeba dodawać, że zabawy w tym tyle, co kot napłakał.

Czy w takim razie chociaż udało się wykorzystać możliwości Switcha? Tak, ale tylko połowicznie. Grę można w większości obsługiwać korzystając z ekranu dotykowego. W sporej części przypadków sprawdza się to bardzo dobrze. Niestety są wyjątki. Niektóre opcje (np. cofanie się do wcześniejszego ekranu) najlepiej używać za pomocą przycisków, ponieważ okienko na ekranie służące do wybrania tej funkcji jest nieco zbyt małe. Finalnie trzeba co chwilę inaczej układać konsolę w dłoniach, co jest bardzo niewygodne. Nie da się również przybliżać i oddalać ekranu (niezwykle ważne przy montażu/demontażu części) za pomocą dwóch palców, co jest standardem przy ekranach dotykowych. Konieczne jest używanie przycisków L oraz R. Klasycznie dla serii problemem jest również poruszanie się po ekranie w czasie oglądania samochodu. Obracanie kamery jest proste i świetnie działa, ale już przesuwanie jej w lewo lub w prawo jest męczące. Wystarczyłoby, aby taka funkcja dostępna byłaby po przejechaniu po ekranie dwoma palcami. Wtedy przynajmniej sterowanie byłoby wygodne i stanowiło duży plus wersji na Switcha.

Na szrot z takimi autami

Na początku tekstu napisałem, że jest to wersja przygotowana „specjalnie” na Nintendo Switch. Cudzysłów nie pojawia się przypadkowo. Jest to zupełnie inna gra niż Car Mechanic Simulator 2018, gdyż posiada specjalnie przygotowaną dla siebie mechanikę. Jest jednak jedno „ale”. Ta wersja to port z urządzeń mobilnych pozbawiony mikrotransakcji. Pewnie gdybym napisał to na samym wstępie, wielu od razu zrezygnowałoby z czytania dalszej części tekstu. Skoro jednak dotrwaliście do tego miejsca, mogę z czystym sumieniem, po wypunktowaniu każdej istotnej wady, ogłosić niezbyt optymistyczny werdykt. Posiadacze Switcha, trzymajcie się na dystans od Car Mechanic Simulator. To ogołocona za wszystkiego co najważniejsze wersja „dużej” gry znanej z komputerów osobistych. Bez duszy, bez własnych pomysłów i jakiegokolwiek sensu.

Pewnie ktoś powie, że nie powinno się recenzować takich produkcji. Oczywiście szkoda czasu na słabe gry, ale ten przypadek jest wyjątkowy. Mówimy przecież o znanej marce, która od dawna jest wyczekiwana na konsolach. Wiele osób może więc sięgnąć po wersję na Switcha i popełnić duży błąd. Ten tekst jest więc przestrogą. Gry na konsoli Nintendo bardzo często świetnie się sprzedają, a więc sprzęt przyciąga deweloperów żądnych szybkiego i łatwego zysku. Niestety ze stratą dla graczy. ECC Games, które odpowiada za przygotowanie tej edycji Car Mechanic Simulator, może się wstydzić.

Car Mechanic Simulator (Switch)

  • Estetyczna oprawa wizualna
  • Dobry stan techniczny, co nie jest standardem w serii
  • Brak najważniejszych mechanik
  • Nuda i monotonia
  • Brak wyszukiwarki w sklepie
  • Niewykorzystane możliwości sterowania dotykowego
Ten serwis samochodowy ładnie wygląda z zewnątrz, ale samochodu dobrze nie naprawi 4.0
Bez beczki i korkociągu - recenzja Warplanes: WW2 Dogfight
Xbox Game Pass zmierza na Nintendo Switch? Microsoft zaczyna rewolucję
Japońskie przyłożenie - recenzja Travis Strikes Again: No More Heroes
Powtórka z rozrywki - recenzja New Super Mario Bros. Deluxe U
najnowsze