Recenzja

Lochy i smoki - recenzja Dragons: Dawn of New Riders (PS4)

Jakub Zagalski, 16.02.2019 12:00 0

Apel niesponsorowany: rodzicu, kup dziecku Dragons: Dawn of New Riders.

"Gry na filmowej licencji" to hasło, które nigdy nie wróżyło niczego dobrego. Zdarzały się perełki jak chociażby Chicken Run na pierwsze PlayStation, ale znakomita większość to łatwy skok na kasę rodziców. Budżetowa produkcja, która bez dzielenia tytułu z kinowym hitem nie miałaby racji bytu.

Wbrew pozorom to pesymistyczne wprowadzenie nie ma na starcie przekreślić nowej gry powiązanej ze smoczym uniwersum studia Dreamworks. Wręcz przeciwnie. Dragons: Dawn of New Riders to zaskakująco dobra produkcja bazująca na znanych realiach. Nie wybitna, nie świetna, ale po prostu dobra.

Gwoli ścisłości, Dragons: Dawn of New Riders na konsole (PlayStation 4, Xbox One, Switch) i pecety nie jest adaptacją filmu Jak wytresować smoka 3, który 15 lutego wszedł do polskich kin. Nie wiem nawet, czy historia z gry jest kanoniczna, ale z pewnością można ją umiejscowić gdzieś pomiędzy drugim i trzecim filmem kinowym. Co ciekawe, nad scenariuszem pracował Richard Hamilton, który jako współtwórca serialu Netfliksa Jeźdźcy smoków i licencjonowanych komiksów zna smocze uniwersum na wylot.

Historię w grze można potraktować jako samodzielny epizod, który nie wymaga szczególnej wiedzy na temat wcześniejszych filmów, serialu itp. Oczywiście znawcy tematu dostrzegą liczne nawiązania, rozpoznają pobocznych bohaterów, lokacje itp. Podobno twórcy rozwinęli nawet niektóre wątki zasygnalizowane w innych utworach, ale nie daję gwarancji, bo moja wiedza na temat Jak wytresować smoka sprowadza się do obejrzenia dwóch filmów kinowych.

Pewnym jest, że gra wciska nas w buty nowego bohatera o ksywce Bazgroł. Kim jest, co zamierza i skąd się wziął na wyspie, obok której przelatywał Czkawka i Szczerbatek? To pierwsza niewiadoma, bowiem Bazgroł stracił pamięć. Wiedzę o sobie i o świecie będzie czerpał ze znalezionych gdzieniegdzie zwojów (całkowicie opcjonalnych) i poprzez rozmowy z napotkanymi osobnikami. Nietrudno zgadnąć, że wielu z nich zamiast rozmawiać będzie wolało skrócić naszego nieboraka o głowę. Na szczęście Bazgroł szybko się uczy i bez większych problemów przyswaja kolejne techniki survivalu w świecie quasi-wikingów.

Podstawą jest umiejętność posługiwania się toporem i tarczą. Dragons: Dawn of New Riders to action RPG na wzór 16-bitowych odsłon The Legend of Zelda ze sprawdzonym systemem walki: słaby/szybki i mocny/wolny cios, unik, blok tarczą. Zamiast zbierania punktów doświadczenia co jakiś czas znajdujemy serduszko wydłużające "pasek" zdrowia. Rozwalanie skrzynek, koszenie krzaków skutkuje pozyskiwaniem surowców, które można zamienić na lecznicze mikstury lub czasowe wzmocnienie siły, obrony, prędkości itp. Później dochodzą nowe bronie, elementy zbroi oraz możliwość ich ulepszania. Całkiem nieźle jak na grę przeznaczoną dla dzieci.

Warto to zaznaczyć, ponieważ pierwszy kontakt z Dragons: Dawn of New Riders może wywołać mieszane uczucia u starszych i doświadczonych graczy. Od razu widać, że mamy do czynienia z uproszczonym przedstawicielem gatunku, który nie zaskakuje praktycznie niczym nowym. Sięgając po Dragons: Dawn of New Riders trzeba więc mieć świadomość, kto jest głównym adresatem. Na pewno nie ktoś, kto zjadł zęby na dungeon crawlerach i zna na pamięć wszystkie lochy w Zeldach. Dragons: Dawn of New Riders to bardzo sympatyczne wprowadzenie do gier, w których trzeba trochę powalczyć w czasie rzeczywistym i niekiedy pogłówkować.

Poziomy są zaprojektowane tak, by do celu prowadziła jedna ścieżka. Ale po drodze trzeba wielokrotnie odwiedzać poboczne komnaty i lokacje, gdzie czeka wajcha do przełączenia, kamień do przesunięcia czy barbarzyńcy do ubicia. Duży nacisk położono także na zagadki wymagające współpracy Bazgroła i Łatka – uwolnionego na początku gry smoka. Łatek to szczwana bestia, która potrafi ewoluować, zdobywając przy okazji nowe umiejętności. Zaczyna z mocą lodowego oddechu, pozwalającego zamrażać rzeki i jeziora. A także przeciwników, którzy skuci lodem nie są zbyt ruchliwi.

Między Bazgrołem i Łatkiem przełączamy się w dowolnym momencie. Bohater pasywny przeważnie nie robi głupot i pomaga w walce lub zostaje w strategicznym miejscu, gdy rozwiązujemy terenową zagadkę. Przykładem niech będzie pierwsza potyczka z bossem – Łatek musiał stać na platformie wysuwającej kamienny filar, zaś Bazgroł nakierowywał wrogiego smoka na tę przeszkodę. Brzmi jak idealny materiał na kooperację dla dwóch graczy, niestety Dragons: Dawn of New Riders jest grą wyłącznie dla samotników.

Po dwóch pierwszych lokacjach, w których zwiedzimy loch i pokonamy bossa, przychodzi pora na to, co wydaje się esencją tworu nawiązującego do Jak wytresować smoka. Czyli latanie na grzbiecie zaprzyjaźnionej bestii. I tu niestety pojawia się problem, bo twórcom albo zabrakło pomysłu na rozwinięcie tego elementu, albo czasu i pieniędzy. Niby można robić korkociągi, rozpędzać się, pikować, przedzierać przez chmury i podziwiać z góry zróżnicowane wyspy. Ale nie ma to specjalnego znaczenia, bowiem latanie zostało dodane dla formalności. To tylko przerywnik mający zaprowadzić Bazgroła i Łatka do kolejnej lokacji, a nie elementarny składnik gry z otwartym światem. Czuć niewykorzystany potencjał w grze, po której można się było spodziewać podniebnych walk, wyścigów czy chociażby wygodnego sterowania.

Dragons: Dawn of New Riders jako gra dla dzieci inspirowana The Legend of Zelda w 2D sprawdza się jak należy. Poziom trudności zagadek rośnie stopniowo, walki nie są trudne, ale trzeba pamiętać o bloku i unikach, podobnie jak o wykorzystaniu mikstur, ulepszaniu sprzętu itp. Przemierzanie kolejnych lochów i pokonywanie bossów sprawia satysfakcję, a fani serii z pewnością ucieszą się na widok Czkawki, Astrid i reszty ferajny. Część będzie niepocieszona, że bohaterowie komunikują się wyłącznie za pomocą chrząknięć, westchnień i śmiechów. Dubbing, nawet oryginalny, tutaj po prostu nie występuje, a historię poznajemy z pisanych dialogów i listów rozwijanych na ekranie.

Plusem jest za to ścieżka dźwiękowa, z filmowymi utworami przygrywającymi w tle naszej przygody. A także efektami dźwiękowymi, które towarzyszom celnym ciosom. Niby nic szczególnego, ale wierzę, że młodszym odbiorcom pomaga to w ocenie sytuacji i akcentuje to, co dzieje się na ekranie. Grafika jest barwna i czytelna, i poza drobnymi błędami z detekcją kolizji (Łatek lubi się wpakować w element otoczenia) nie zauważyłem poważnych wpadek.

Czy każdy fan Jak wytresować smoka powinien sięgnąć po Dragons: Dawn of New Riders? Tak, bo to dobra gra bazująca na sprawdzonych schematach i wykorzystująca wiadomą licencję. Nie ma tu niczego nowego, rewolucyjnego, odkrywczego. Co w przypadku gry skierowanej dla dzieci z niewielkim doświadczeniem nie jest żadną wadą. Starzy będą się nudzić i narzekać na słabe latanie. Młodzi, lubiący przy okazji Jak wytresować smoka, będą zachwyceni.

Smoki: Świt Nowych Jeźdźców

  • Skierowana do młodszych graczy
  • inspiracja starymi Zeldami
  • filmowe realia
  • zagadki
  • prosta, ale nie prostacka walka
  • współpraca bohatera i smoka
  • Brak dubbingu
  • prosi się o kooperację
  • niewykorzystany potencjał w lataniu
Młodzi jeźdzcy smoków będą zachwyceni 7.0
najnowsze