Recenzja

Na ubicie złego stwora dobra jest każda pora - recenzja God Eater 3

Małgorzata Trzyna, 12.02.2019 13:00 0

Pozostaje tylko pytanie, w której grze najlepiej udać się na łowy. Czy God Eater 3 to najlepszy wybór?

God Eater 3 to japońskie RPG akcji, w którym kierujemy młodymi, lecz bardzo potężnymi bohaterami, walczącymi ze straszliwymi potworami. Za poprzednie części, projektowane przede wszystkim z myślą o urządzeniach przenośnych PSP i PS Vita, odpowiada studio Shift. Z kolei najnowszą - stworzoną na konsolę PS4 i PC - przygotowało Marvelous First Studio, nie wprowadziło ono jednak w "trójce" rewolucyjnych zmian w porównaniu z poprzednimi odsłonami serii.

W God Eater 3 przenosimy się do świata niezbyt odległej przyszłości, całkowicie zdewastowanego, w którym ludzkość musi walczyć z krwiożerczymi, ogromnymi Aragami. Niszczeniem potworów zajmują się jedynie God Eaterzy, czyli ludzie mogący dzierżyć broń zwaną God Arc, gdyż tylko z jej pomocą można zabić Aragami. Gramy młodym bohaterem (lub bohaterką), możemy określić zarówno jego wygląd (fryzura, kolor skóry, oczu, akcesoria itd.), jak i wybrać imię oraz nazwę kodową. Podobnie jak poprzednie części, God Eater 3 jest hack and slashem. W wykonywaniu misji pomagają nam postaci sterowane przez komputer lub inni gracze. Ponownie mamy do dyspozycji rozmaite rodzaje broni do walki w zwarciu, którą można transformować wedle potrzeby w broń palną bądź tarczę.

Na starcie gry sytuacja naszego bohatera wygląda bardzo nieciekawie. Znajdujemy się w zamknięciu wraz z grupą dzieciaków. Starsi mogą opuścić więzienie tylko po to, by wykonać powierzoną im misję. Twórcy nie poświęcają wiele czasu na przedstawienie świata. Fani już z nim obeznani nie muszą głowić się, o co chodzi - wiedzą, jak doszło do apokalipsy, dlaczego God Eaterzy muszą nosić na rękach bardzo ciężkie bransolety, w jaki sposób działa ich broń. Nowi gracze mogą poczuć się nieco zagubieni, zwłaszcza, że specyficzne nazwy (w dodatku w języku angielskim) nie ułatwiają odbioru. Dla mnie nie było to pierwsze zetknięcie z God Eater, więc wiedziałam, czego się spodziewać, ale łatwo wyobraziłam sobie początkową dezorientację kogoś, kto przez przypadek sięgnie po grę. Na szczęście nie oznacza to, że trzeba wracać do poprzednich odsłon serii, mangi czy anime, wszelkie informacje o świecie gry oraz objaśnienia można znaleźć w odpowiedniej zakładce w Terminalu, do którego dostęp uzyskuje się jeszcze przed pierwszą misją. Jeśli jednak machniemy ręką na techniczne szczegóły i po prostu pozwolimy opowieści się rozwijać, też możemy się dobrze bawić - zwłaszcza, że to walka stanowi danie główne.

Etap w więzieniu pełni rolę samouczka, można więc stopniowo zaznajomić się ze sterowaniem i rozmaitymi mechanikami gry. Każdą misję można powtórzyć, dodatkowo wszystkie informacje da się sprawdzić przy Terminalu, więc nie ma obaw, że umknie nam coś ważnego. Możliwość powtarzania misji do woli pozwala także na zrobienie sobie zapasów pieniędzy, rozmaitych materiałów i przedmiotów jednorazowego użytku. To również dobry sposób na awansowanie towarzyszy, którym można wykupić rozmaite umiejętności, od premii do zdrowia, wytrzymałości czy punktów zdobywanego doświadczenia po premie w postaci większych możliwości podczas walki.

Ogromna liczba cech towarzyszy do wyboru może z początku przytłaczać, zwłaszcza że z czasem odblokowujemy kolejne stopnie tej samej cechy oraz zupełnie nowe opcje. Podobnie może przytłaczać liczba rozmaitych typów broni, ich wariantów i specjalnych elementów, a dodatkowo każdą broń można ulepszyć, jeśli tylko posiadamy materiały i schematy. Zdobywanych pieniędzy nie ma aż tak dużo, by bez drobnego grindu przetestować, czym będzie się nam grało najlepiej.

Na historię w God Eater 3 można trochę pomarudzić za wykorzystywanie oklepanego wątku dzieciaków ratujących świat czy zbyt archetypowe postaci. Niemniej opowieść podobała mi się, miewała ciekawe, smutne i zabawne momenty, a zakończenie okazało się takie, jakiego należałoby spodziewać się po japońskim tytule. Nasi towarzysze - Hugo, Zeke, Lulu, Hilda, Phym i inni są bardzo sympatyczni i udało mi się ich polubić - choć niekoniecznie silnie do nich przywiązać.

W chłonięciu opowieści przeszkadza trochę to, że po wykonaniu większości misji głównych różni NPC-e pragną z nami porozmawiać i musimy ich odnaleźć w transportowcu podzielonym na trzy piętra, z czego na każdym jest kilka pomieszczeń. Bieganie i szukanie ich szybko zaczyna być irytujące, bo póki tego nie zrobimy, nie możemy podjąć się kolejnego zadania.

Mapa świata gry może wydawać się bardzo duża, natomiast każdą misję wykonujemy w niewielkiej lokacji. Wystarczy wybrać zadanie z listy, określić, z jakimi towarzyszami chcemy iść i już możemy rozprawiać się z Aragami. Typowa misja polega na zabiciu paru pomniejszych przeciwników, po czym pojawia się mini-boss lub boss, który - jeśli zostanie wystarczająco osłabiony - zaczyna uciekać do miejsca, gdzie mógłby odzyskać nieco zdrowia. Irytował mnie brak pasków życia przeciwników. Pojawiają się tylko informacje, że udało się uszkodzić np. pancerz albo nogę, więc przynajmniej w ten sposób przekonywałam się, że potwór nie wchłaniał po prostu ciosów, ale wolałabym widzieć cały czas postępy. Podczas walk często zastanawiałam się, ile jeszcze wszystko będzie trwać, a kiedy oponent wreszcie umierał po paru minutach, dziwiłam się, że jednak nie był nieśmiertelny.

Twórcy oddali graczom do dyspozycji różne typy broni do walki wręcz: kosa, miecz, sztylety, różnego typu tarcze, karabiny snajperskie, lasery i strzelby, z różnego typu pociskami - można wybrzydzać i testować do woli. Walka z pomocą broni białej jest interesująca, można korzystać z różnych sztuczek, natomiast przełączenie się na broń palną niewiele dawało. Zbyt mały zasięg, niezbyt duże obrażenia i zbyt szybko kończące się pociski sprawiały, że po krótkiej chwili i tak trzeba było wracać do siekania przeciwnika.

Liczba lokacji nie powala na kolana, miałam wrażenie, że ciągle wracam do tych samych miejsc, biegam po tych samych schodach i podnoszę znajdźki błyszczące w tych samych punktach (dobrze, że przynajmniej łup jest losowy). Ponieważ lokacje ciągle powracały w rotacji, a zadania opierały się na dokładnie tym samym schemacie, początkowy entuzjazm w końcu osłabł i tylko zastanawianie się, jak będzie wyglądać kolejny mini-boss - a może nawet boss - kazało mi ruszać na kolejną misję.

Typowo na każde zadanie wątku głównego jest aż 40 minut, choć misje, które zajmą dłużej niż 10 minut należą do rzadkości. Poza wątkiem głównym są też misje typu szturm, ze znacznie mniejszym (5-minutowym) limitem czasowym, w których wspólnie może walczyć aż ośmiu graczy przeciwko najpotężniejszym przeciwnikom - specjalnemu typowi Aragami - na których najlepiej wybrać się w zorganizowanej drużynie z dobrym wyposażeniem. Misje typu Szturm są trudniejsze, ale na szczęście całkowicie opcjonalne.

Sterowanie domyślne mogłoby być lepsze, przykładowo, zamiast używać kombinacji z Shiftem do załączenia tarczy, lepiej byłoby wykorzystać inny przycisk na klawiaturze, ale skoro da się swobodnie to zmienić - żaden problem. Irytujące jest natomiast to, że tym samym przyciskiem przełączamy broń i biegamy oraz to, że ten sam klawisz służy do interakcji ze znajdźką i wykonywania skoku do przodu. Oprawa graficzna jest po prostu dobra, nie wywołuje opadnięcia szczęki, ale za to ciekawie prezentowały się potwory - nawet jeśli część z nich już widzieliśmy w poprzednich odsłonach. Zabawie towarzyszy dość dynamiczna muzyka. Podczas misji często otrzymujemy komunikaty głosowe, ale jeśli to przeszkadza, można ustawić w opcjach radia, czego chcemy słuchać.

God Eater 3 jest dobrą grą, ale nie wybitną. Mechaniki walki są ciekawe i można wykorzystywać rozmaite zależności, by walczyć z maksymalną efektywnością , starannie dobierać towarzyszy i używać ich unikatowych bonusów, ale równocześnie nie trzeba poświęcać przygotowaniom specjalnej uwagi, jeśli nie mamy na to ochoty. W porównaniu z Monster Hunter, gra jest pod tym względem prostsza, nie ma też konieczności tropienia potworów, czasem trzeba je tylko dogonić, gdy zaczynają uciekać. Podczas walki z bossami najistotniejsze było to, by uważać na stan "burst" przeciwnika i nie dać się trafić potężnymi atakami - czasem mogło to oznaczać śmierć postaci na jeden cios. Trochę męczące były też walki w dalszych misjach, z większą liczbą dużych potworów naraz. Gdybym miała z kim grać, być może bawiłabym się lepiej, jednak szukanie sesji albo czekanie na innych graczy okazało się zbyt nużące i wracałam do towarzyszy sterowanych przez komputer.

God Eater 3 podobało mi się, chociaż nie porwało. Lubię gry, w których jest wyraźny podział na krótkie etapy, bo zawsze można odpalić je na chwilę i coś osiągnąć, jeśli nie ma się zbyt wiele czasu. Mechaniki walki z jednej strony są złożone, z drugiej nie trzeba martwić się opracowywaniem strategii pod każdego przeciwnika i analizować wszystkich opcji - a tych jest naprawdę dużo. Historia w grze może nie jest wybitna, postaci są archetypowe i choć czasem irytowało mnie szukanie NPC-ów, z którymi trzeba było porozmawiać, to jednak ciekawiło mnie, co będzie dalej. Jeśli szukacie gry o biciu potworów, God Eater 3 to całkiem dobry wybór - choć nie wybija się on ponad przeciętność.

God Eater 3

  • zróżnicowane potwory
  • skomplikowany system walki
  • pokrzepiająca historia
  • idealna gra na krótsze i dłuższe sesje
  • możliwość gry solo lub w kooperacji
  • trzeba nieco wiedzieć o świecie gry, by fabuła miała sens
  • liczba opcji może z początku przytłaczać
  • ciągłe powracanie do tych samych lokacji
  • misje oparte na tych samych schematach
  • szukanie NPC-ów do rozmowy po niemal każdej misji
  • przypisanie tych samych klawiszy do dwóch różnych akcji
Zapewnia solidną dawkę rozrywki, lecz nie wybija się ponad przeciętność 7.5
najnowsze