Recenzja - konsole

Co dwie korony, to nie jedna - recenzja gry Kingdom Two Crowns

Adam Berlik, 09 stycznia 2019 16:30 0

A jednak da się grać w strategie na padzie.

Jeśli spojrzymy na jakikolwiek z dołączonych screenshotów z Kingdom Two Crowns ciężko będzie nam uwierzyć, że nie jest to ani platformówka, ani tym bardziej gra akcji. Widok z perspektywy kamery bocznej nie jest bowiem zarezerwowany dla strategii, a do tego właśnie gatunku możemy śmiało zaliczyć recenzowaną produkcję. Dla osób, które miały styczność z poprzednimi odsłonami cyklu Kingdom, czyli Classic oraz New Lands, to raczej oczywiste, ale pozostali, którzy chcą sięgnąć po Kingdom Two Crowns, mogą czuć się mocno zaskoczeni.

W strategiach wydarzenia obserwujemy z lotu ptaka, a nasze zadanie polega na wykonywaniu kilku czynności w tym samym czasie, nie wspominając już o fakcie, że bardziej rozbudowane gry tego typu zmuszają do przewidywania ruchów przeciwnika. Dodajmy do tego konieczność używania zarówno klawiatury, jak i myszy, a także – na wyższych poziomach trudności czy też w rozgrywce sieciowej - wymóg korzystania ze skrótów klawiaturowych. Nic więc dziwnego, że wielu użytkowników woli sięgnąć po coś mniej skomplikowanego. A co, jeśli powiem wam, że Kingdom Two Crowns nie dość, że jest strategią, to w dodatku oferuje system sterowania oparty na użyciu lewej gałki analogowej i trzech przycisków?

Kingdom Two Crowns to gra, w której ukończenie samouczka zajmuje raptem kilkanaście sekund, a po tym czasie jesteśmy zdani wyłącznie na siebie. Owszem, w tutorialu nie wszystkie niuanse rozgrywki zostały wyjaśnione, ale odkrywanie możliwości oferowanych przez tę produkcję za pomocą metody prób i błędów jest jedną z wielu atrakcji, jakie czekają na gracza podczas kampanii. Wcielamy się tutaj w rolę średniowiecznego monarchy, który eksploruje wirtualny świat konno, po drodze zbierając rozrzucone tu i ówdzie monety, czyli jedyną walutę, jaka pojawia się w trakcie zabawy. Brzmi prosto, prawda?

Mimo wszystko Kingdom Two Crowns ma sporo wspólnego z pełnoprawnymi strategiami. Nasze zadanie polega bowiem na rozbudowywaniu swojego królestwa poprzez stawianie kolejnych budynków, rekrutowanie jednostek, odkrywanie technologii, tworzenie gospodarstw rolnych na podmokłych terenach i nie tylko. O tym, ile funduszy posiadamy, informuje nas zawartość worka prezentowanego w prawym górnym rogu ekranu. Chcąc wyposażyć swoją armię w nowych wojowników czy też łuczników musimy podejść do określonego miejsca, gdzie zobaczymy puste okręgi. Wciskając odpowiedni przycisk wypełniamy je i tym samym pozbywamy się monetek, rozpoczynając rekrutację jednostek. Podobnie wygląda sprawa z budowaniem murów, ulepszaniem posiadanych konstrukcji czy ścinaniem drzew. Z czasem odblokujemy skrzynie ze skarbami, unikatowe struktury, a nawet otworzymy portale, z których przybędą rozmaici najeźdźcy.

Kingdom Two Crowns to nie tylko bardzo proste sterowanie, ale i sporo głębi. Gra wielokrotnie zmusza do tego, by sprawdzać, jakie efekty przyniosą nasze działania. Musimy sami zadecydować, ile jednostek wyprodukować, czy najpierw ulepszyć bazę, czy też postawić mury. Warto o tym pamiętać, bo kiedy nadejdzie noc, to niewykluczone, że nasze ziemie zostaną zaatakowane przez wrogów. Mogą oni, rzecz jasna, zniszczyć naszą bazę, a nawet zabić postać głównego bohatera.

Autorzy recenzowanej produkcji całkowicie zrezygnowali z mechaniki nieodwracalnej śmierci. Jeśli zginęliśmy w Kingdom: New Lands, to musieliśmy rozpoczynać całą przygodę od nowa. Natomiast w Kingdom: Two Crowns na miejscu protagonisty, który poniósł klęskę w walce, pojawia się jego spadkobierca. Konstrukcje obronne naszej bazy pozostają nienaruszone, więc staramy się je ulepszyć, a także przetrwać kolejne dni. Trzeba przyznać, że wspomniana nowość sprawia, że gra staje się bardziej przystępna, a tym przy tym nie irytuje, bo sama rozgrywka jest dość powolna, a nawet powiedziałbym relaksująca i permanentna śmierć nijak do niej nie pasuje.

Nie bez powodu gra nazywa się Kingdom Two Crowns, bo faktycznie w grze pojawiają się dwie korony, o ile uruchomimy tryb współpracy dostępny nie tylko za pośrednictwem internetu, ale także lokalnie. Będziemy mogli wspólnymi siłami powalczyć o przyszłość naszego królestwa, ale gra nie została zaprojektowana tak, by zabawa z partnerem była koniecznością. Nic bowiem nie stoi na przeszkodzie, by w Kingdom Two Crowns bawić się samemu.

Kingdom Two Crowns na pierwszy rzut oka wygląda bardzo podobnie do Kingdom: New Lands. Autorzy nie wywrócili formuły zabawy do góry nogami, ale zaproponowali mniej lub bardziej istotne nowości, dzięki którym recenzowana produkcja wypada lepiej niż poprzedniczka. Mamy tu doskonale znaną, angażującą rozgrywkę, wspomnianego już co-oopa, nowe jednostki, nowe lokacje, a nawet nowe wierzchowce, ale trzeba przyznać, że osoby, które spędziły wiele godzin z Kingdom: New Lands mogą poczuć się rozczarowane tym, że Kingdom Two Crowns jest tak zachowawczym sequelem. No chyba że przeszkadzała im mechanika nieodwracalnej śmierci, której próżno szukać w „dwóch koronach”. Wtedy śmiało mogą sięgnąć po nową część, bo potrafi ona wciągnąć na długie godziny.

Kingdom: Two Crowns XONE

  • nadal ta sama, wciągająca i pełna głębi rozgrywka
  • brak trybu nieodwracalnej śmierci skutecznie zachęca do dalszej zabawy
  • moduł kooperacji dla dwóch graczy
  • nieskomplikowane sterowanie
  • klimatyczna oprawa audiowizualna
  • mimo wszystko przydałoby się więcej nowości
Kooperacja i brak trybu permadeath - tego potrzebowała seria Kingdom 8.5
Skradanka bez dobrych mechanizmów skradankowych - recenzja Left Alive
999 gier w cenie jednej - recenzja Evoland: Legendary Edition (Switch)
Przygoda na małą skalę - recenzja Away: Journey to the Unexpected
Niby tak samo, ale jednak inaczej - recenzja gry LEGO Przygoda 2
najnowsze