Popkultura

Płomienie ogarnęły jego serce i serce widza

Kamil Ostrowski, 03.01.2019 12:00 0

Gdzie jest granica, po przekroczeniu które podejrzenia stają się pewnością i do czego może być zdolny człowiek, doprowadzony na granicę szaleństwa?

Jong-So to młody mężczyzna pochodzący z południowokoreańskiej wsi, który aktualnie jak wielu jego rówieśników żyje i pracuje w Seulu. Dorabia sobie jako dostawca, jeżdżąc ciężarówką od sklepu do sklepu, jednocześnie poświęcając wolne chwile mozolnemu dłubaniu nad swoją pierwszą powieścią. Przypadkiem napotyka Ha-emi, dziewczynę która zna go z dzieciństwa. Przelotna znajomość zmienia się w przelotny romans, który przerywa turystyczny wyjazd kobiety za granicę. Z podróży Haemi wraca w towarzystwie tajemniczego Bena - chłopaka z koreańskiej klasy wyższej, który swobodnie porusza się w sferach biznesu i pieniądza. Jong-So nie jest specjalnie zadowolony z takiego obrotu wydarzeń, nie mówiąc o szoku jaki przeżywa, kiedy dziewczyna nagle znika.

Główny bohater domyśla się co się stało. Podobnie jak widz. Reżyser, również za pośrednictwem aktorów, sugeruje coraz to silniej co takiego się wydarzyło. Mniej więcej w połowie filmu wydawać się może, że już wszystko wiemy, a obraz zmierza ku nieuchronnemu, oczywistemu końcowi. Scenariusz zaczyna igrać z widzem. Ile z oczywistych wskazówek jest prawdą? Może większość z tego rodzi się w rozedrganym z zazdrości umyśle Jong-so? Jakie jest znaczenie kota, którym miał zajmować się młody pisarz pod nieobecność Hae-mi? Ile z zachowania Bena jest naprawdę podejrzane i jak rozumieć jego zagadkowe wypowiedzi? Zaufać swoim przeczuciom czy raczej czekać na “twarde” dowody, które mogłyby potwierdzić nasze podejrzenia? Co jednak, jeżeli namacalnego dowodu nigdy nie znajdziemy?

Płomienie igrają z widzem, czemu sprzyja nieprzeciętne aktorstwo. Grający główną postać Ah In Yoo radzi sobie doskonale, pomimo tego, że zasadniczo jego postać nie jest zbyt wylewna. Wątek jego ojca w połączeniu z końcówką buduje odpowiednią perspektywę, która pozwala zrozumieć tego bohatera. Świetnie radzi sobie również Steven Yeun, najlepiej znany oczywiście z roli Glenna w The Walking Dead. Trzecia członkini dziwacznego trójkąta miłosnego czyli Jong-seo Jun w roli Hae-mi nie odstaje, tworząc wyjątkowo nieoczywistą postać. Dzięki nim Płomienie to również fascynująca gra charakterów.

Niektórym widzom może przeszkadzać nieco ślamazarne tempo. Nie mogę jednak w żaden sposób zaliczyć tego na minus. To po prostu kino tworzone dla widza, którego nie zmęczą powtarzające się sceny, zasadniczo nie wnoszące niczego oczywiście nowego. Poszczególne sceny kręcone były niespiesznie, z odpowiednim namaszczeniem, powoli budując napięcie, które znajduje swoje ujście dopiero w ostatnich minutach. Ciężko momentami jest stwierdzić co jest istotne, a co stanowi wyłącznie tło. Każda ze scen zawiera w sobie jednak sugestie, które wzbierają zarówno w protagoniście, jak i w widzu. Płomienie to obraz długi i niełatwy, na którym jednak opłaca się skupić.

Koreańskie kino znowu intryguje. Płomienie to film brutalnie nieoczywisty, silnie poruszający widza, pozostawiający go jednak z niejakim mętlikiem emocjonalno-intelektualnym. Kończy się długo wyczekiwanym, mocnym finałem, który jednak nie przynosi konkretnych odpowiedzi. Pewien rodzaj dyssatysfakcji jest prawdopodobnie najbardziej charakterystycznym elementem tego obrazu. Jeżeli lubicie filmy, które ciągną się za Wami przez całe dni, to z czystym sumieniem polecam.

Komu spodobają się Płomienie? Miłośnikom kina zemsty, kryminałów no i oczywiście wszystkim zapalonym fanom wschodniego kina. To jeden z najlepszych południowokoreańskich filmów ostatnich lat.

najnowsze