Recenzja

Takiego hack'n'slasha jeszcze nie było - recenzja gry Book of Demons

Adam Berlik, 29.12.2018 12:00 2

Zapraszamy fanów Diablo do Papierowersum.

Pamiętacie książki-rozkładanki? Takie, które sprawiają wrażenie płaskich, ale po ich otwarciu naszym oczom ukazuje się trójwymiarowy świat? Book of Demons ewidentnie nawiązuje do nich pod względem oprawy graficznej, bo wszystko, co widzimy na ekranie, zostało wykonane z papieru. Dodatkowo gra budzi skojarzenia z planszówkami, umożliwiając graczowi poruszanie się jedynie po wyznaczonych ścieżkach. Mimo wszystko nietrudno dostrzec, że autorzy z polskiego studia Thing Trunk inspirowali się kultowym Diablo, ale gra w żadnym razie nie jest kalką dzieła firmy Blizzard. Mało tego, Book of Demons za sprawą nowatorskich rozwiązań udanie odświeża doskonale znaną formułę rozgrywki.

Już przy okazji spisywania pierwszych wrażenia z Book of Demons zauważyłem, że na końcu gry czeka na nas sam diabeł kąpiący się w ogniu z gumową kaczuszką. To nie jedyny aspekt humorystyczny, jaki serwują nam polscy twórcy, bo ich produkcja wielokrotnie sprawia, że trudno nie uśmiechnąć się pod nosem. Nie będziemy się jednak chichrać przez cały czas, bo zadanie, które mamy do wykonania, jest bardzo poważne. Jako wojownik, łucznik bądź mag trafimy do wioski, by tam rozprawić się z pradawnym złem. Chcąc się go pozbyć wejdziemy do lochów, a gdy je przejdziemy, trafimy do katakumb, a dalej nie pozostanie nam nic innego, jak przedostać się do samego piekła. Pomiędzy kolejnymi wyprawami regularnie odwiedzimy wspomnianą wioskę, która pełni tutaj rolę huba. To właśnie tam spotkamy cztery główne postacie ujawniające nam kolejne niuanse fabularne i pozwalające na przygotowanie się do następnych walk.

Wspomniałem już, że w Book of Demons możemy poruszać się jedynie w wyznaczonych kierunkach. Dlatego też gra – choć jest hack’n’slashem – znacząco różni się od tego, co znamy z innych przedstawicieli tego gatunku. Trzeba zapomnieć o starych przyzwyczajeniach i mieć na uwadze fakt, że nasz bohater ma ograniczone pole manewru (zwykle chodzi do przodu i do tyłu; niekiedy może co prawda uciec w lewą lub prawą stronę, o ile pozwala na to konstrukcja danego poziomu). Takie rozwiązanie sprawia, że gra początkowo okazuje się znacznie trudniejsza niż produkcje inspirowane Diablo, ale w ostatecznym rozrachunku wcale nie jest bardziej wymagająca. Wystarczy przyzwyczaić się do nowych, nietypowych zasad, by czerpać radość z zabawy.

Istotne znaczenie ma również fakt, że bezmyślne klikanie nie ma tutaj racji bytu. Poszczególne walki w Book of Demons skonstruowano w taki sposób, by gracz pozbywał się oponentów we właściwej kolejności. Wróg może być odporny na ciosy, bo jest chroniony przez szereg mniejszych przeciwników, których należy się pozbyć, a dopiero potem zaatakować większego stwora. Kiedy widzimy, że nieprzyjaciel zasłania się tarczą, to wiemy już, że trzeba najpierw kliknąć w nią parę razy, by wybić intruza z rytmu i zadać mu właściwe obrażenia. Potwory mogą ogłuszyć naszego protagonistę, co aktywuje specjalną mini-gierkę polegającą na zbieraniu gwiazdek widocznych na ekranie. Innym razem trzeba uważać, by wrogowie nie poluzowali naszych kart. Wtedy staną się one nieprzydatne, a chcąc ich ponownie używać, należy jednorazowo kliknąć na każdej z nich. Brzmi to naprawdę różnorodnie, fajnie i ciekawie, bo wierzcie lub nie, ale w Book of Demons gra się wybornie.

Nietypowy jest również system rozwoju postaci. Owszem, z czasem awansujemy na kolejne poziomy doświadczenia, ale tutaj wybór jest prosty – następny zdobyty punkt zainwestować można jedynie w życie lub w manę. Jeśli chodzi o same umiejętności, to wraz z postępami w rozgrywce odblokujemy specjalne karty zdolności pasywnych i aktywnych, które umieścimy w slotach widocznych u dołu ekranu. Chcąc korzystać z większej liczby talentów należy uiścić stosowną opłatę we wiosce, ale żeby to zrobić, trzeba zbierać złoto, które wypada z poległych stworów. Poszczególne zdolności mogą mieć określoną liczbę użyć, więc karty należy regularnie ładować, co również czynimy w hubie, pozbywając się zdobytych monet.

Book of Demons jest najbardziej przystępną grą, jaką można sobie tylko wyobrazić. Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na autorski system Flexiscope, dzięki któremu przed wygenerowaniem lochu sami określamy, ile mamy czasu na zabawę. Na podstawie tych informacji gra przygotowuje nową lokację (dowiemy się również, ile procent kampanii zaliczymy w ten sposób, a także ile złota powinno wpaść na nasze konto), co sprawia, że możemy uruchomić recenzowaną produkcję nawet wtedy, gdy mamy zaledwie kilka minut. Nic nie stoi oczywiście na przeszkodzie, by spędzić z nią znacznie więcej czasu, przechodząc bardziej rozbudowane lokacje.

Należy również zaznaczyć, że w trakcie zwiedzania miejscówek na górze ekranu zobaczymy ikony skarbów ukrytych na danym obszarze, a kiedy zdobędziemy wszystkie i pokonamy każdego wroga, Book of Demons poinformuje nas o tym fakcie. Z kolei jeśli nie wyczyścimy całego poziomu, a zechcemy przejść dalej, gra zakomunikuje, że mamy coś jeszcze do zrobienia. Stosowne przypominajki pojawiają się także między etapami. Wiemy, że powinniśmy udać się do miasta, by naładować karty, posłuchać opowieści NPC-ów lub wykonać szereg innych, niezbędnych czynności.

Z jednej strony można odnieść wrażenie, że rozwój postaci w Book of Demons jest dość ubogi, bo nie mamy tu statystyk bohatera, nie wspominając już o opcji ulepszania broni. Druga strona medalu pokazuje jednak, że gra zawiera na tyle dużo kart, że możemy tworzyć rozmaite buildy, za każdym razem testując inne konfiguracje postaci. Niektórym może przeszkadzać także brak animacji wyprowadzania ciosów przez naszego protagonistę. Grając we wczesną wersję myślałem, że autorzy po prostu jej nie dodali. Kiedy jednak uruchomiłem finalne wydanie, zrozumiałem w czym rzecz. Tutaj również czas na małe skojarzenie. Wyobraźcie sobie, że gracie w planszówkę i musicie przesunąć się o określoną liczbę pól do przodu. Bierzecie w dłoń figurkę, pionek lub jakikolwiek inny przedmiot i robicie nim charakterystyczny ruch po planszy. Tak właśnie porusza się postać w Book of Demons.

Mimo wymienionych podpowiedzi, w Book of Demons można poszukać wyzwania. Gra oferuje nie tylko takie poziomy trudności, jak relaks i normalny. Dla wytrwałych przygotowano dodatkowy wariant rozgrywki o nazwie roguelike, w którym bohater umiera ostatecznie jeśli nie posiadamy funduszy na jego wskrzeszenie, wzrasta koszt leczenia postaci, karty wypadają kompletnie losowo, a samo regenerowanie energii życiowej protagonisty zostało mocno ograniczone.

Book of Demons to gra, której ciężko wskazać jakiekolwiek wady. Ewidentnie widać, że autorzy od początku mieli koncepcję i zrealizowali ją zgodnie z planem. Decydując się na zakup warto jednak pamiętać o nietypowych rozwiązaniach w mechanice rozgrywki (oparty na kartach rozwój postaci i możliwość poruszania się jedynie po wyznaczonych trasach), które nie wszystkim przypadną do gustu. Nie zmienia to jednak faktu, że Thing Trunk udało się zrobić coś, co inni już próbowali, ale efekt był daleki od oczekiwań. Tchnęli zupełnie nowe życie w gatunek hack’n’slashy i udowodnili, że wciąż jest miejsce na rewolucje w tym gatunku.

Book of Demons

  • świetnie zaprojektowany system walki
  • konieczność poruszania się po wyznaczonych ścieżkach
  • system rozwoju postaci oparty na kartach
  • tryb swobodnej rozgrywki po ukończeniu kampanii (samo przejście gry to około 10 godzin zabawy)
  • trzy poziomy trudności do wyboru
  • system Flexiscope pozwala rozgrywać nawet króciutkie sesje
  • nietypowa oprawa graficzna
  • dla niektórych brak tradycyjnych statystyk postaci i inne, nietypowe rozwiązania w mechanice zabawy
Świetna gra, ale nie dla każdego 8.5
najnowsze

Crash Team Racing Nitro-Fueled podbiło angielskie serca

Produkcja wystartowała z naprawdę potężnym przytupem – Activision odnotowało w Wielkiej Brytanii trzeci najlepszy debiut w tym roku, przegrywając tylko z Days Gone oraz z Resident Evil 2. 

Być może dostaniemy nowe Ape Escape

Kultowa seria Ape Escape świętuje w tym roku swoje 20 urodziny. Z tej okazji Sony przygotowało specjalne wideo, a także uruchomiło zupełnie nowe konto na Twitterze, gdzie zamieściło tajemniczą grafikę.