Recenzja - PC

W poszukiwaniu grywalności - recenzja Treasure Hunter Simulator

Mateusz Mucharzewski, 20 grudnia 2018 20:30 0

Symulatory, wszędzie symulatory. Aż dziwne, że dopiero teraz ktoś zainteresował się tematem poszukiwania skarbów. Z drugiej strony...

Złodziej, operator numeru 112, malarz, tynkach, akrobata, a nawet kromka chleba. Symulatory pochyliły się nad tak dużą liczbą tematów, że niedługo chyba zacznie brakować pomysłów. O dziwo jednak dopiero teraz ktoś wziął na warsztat poszukiwanie skarbów. Nie mówimy jednak o zwiedzaniu pradawnych ruin i naśladowanie Lary Croft czy Nathana Drake'a. Chodzi o znane z filmów (przynajmniej tak jest w moim przypadku) chodzenie po plaży z wykrywaczem metalu i łudzenie się, że tym razem charakterystyczne pikanie oznacza coś cennego, a nie kolejny kapsel po piwie. Nie brzmi to może szczególnie pasjonująco, ale skoro malowanie ścian w House Flipper było wielkim hitem, z Treasure Hunter Simulator może być podobnie.

Za produkcję gry odpowiada krakowskie Drago Entertainment. Zespół nieco niespodziewanie wyszedł z cienia. Po ich przygodach z MMORPG (skasowane Grimlands oraz bardzo słabo oceniane Otherland) wydawało się, że niedługo może zniknąć z mapy polskiego gamedev-u. Nic bardziej mylnego. Dzięki współpracy z Movie Games (spółka-córka PlayWay, któż inny mógłby angażować się w symulatory) krakowska ekipa wydała kolejny tytuł. O tym, że warto się nim zainteresować świadczy również jej odbiór. Koszty produkcji zwróciły się w ciągu pierwszej doby od debiutu. Symulatory nie są oczywiście szczególnie drogie w produkcji, ale mimo wszystko świadczy to o sporym zainteresowaniu tematyką. Czy w takim razie Treasure Hunter Simulator to kolejny po House Flipper, 911 Operator czy Thief Simulator projekt z tego gatunku, którym warto się zainteresować?

Mechanika gry jest dosyć prosta. Trafiamy na jedną z map, po której możemy się swobodnie przemieszczać. W „kieszeni” mamy nasz wykrywacz metalu, który zaczyna wydawać dźwięki jeśli znajdziemy się w sąsiedztwie jakiegoś metalowego elementu. Teraz możemy wyciągnąć sprzęt i chodzić dookoła w poszukiwaniu skarbu. Pomaga wskaźnik, którym im bardziej zapełniony, tym bliżej celu jesteśmy. Kiedy dotrzemy na miejsce, wystarczy stanąć i przesuwać wykrywacz na boki, aby znaleźć dokładną lokalizację przedmiotu. Na koniec trzy kliknięcia myszą odpowiadające kopaniu i mamy nasz skarb. Raz będzie to coś cennego (stara moneta czy łuska po pocisku), innym razem zwykły śmieć. Przedmiot wykopany, można ruszać przed siebie i szukać kolejnego. Po drodze nie spotkamy smoka do ubicia czy nie wykopiemy dziury prowadzącej do legowiska ludzi-kretów. Zbieramy tylko wykopane z ziemi przedmioty. Emocje jak na grzybobraniu.

Grę w jakiś sposób urozmaica „tryb fabularny”. Dostajemy w nim maile z kolejnymi zleceniami. Czasami jest to polecenie znalezienia kilku dowolnych skarbów z określonej mapy, innym razem wyprzątanie jej (konieczne jest wykopanie danej liczby śmieci). Niekiedy dostajemy zdjęcie konkretnego miejsca, w którym podobno zakopany jest jakiś unikatowy, bezcenny skarb. Dodatkowo pojawiają się zadania poboczne jak robienie zdjęć roślinom (do dyspozycji mamy aparat) czy nawet bieganie na czas z jednego miejsca na drugie. Wykonywanie misji pozwala zarabiać pieniądze (za te kupujemy nowe wykrywacze metalu) oraz zdobywać reputację. To z kolei prowadzi do odblokowywania kolejnych plansz.

Warto zatrzymać się przy wspomnianych planszach, bo to jeden z kluczowych elementów gry. Kluczowy, bo znajduje się na krótkiej liście atutów Treasure Hunter Simulator. Największą atrakcją map jest przede wszystkim poziom ich wykonania. Nie ma tam może jakiś fajerwerków, ale każda plansza jest całkiem ładna i na pewno spodoba się osobom lubiącym przebywać na łonie natury. Nawet jeśli liście i drzewa zrobione są z pixeli. Pod tym względem Treasure Hunter Simulator prezentuje przyzwoity poziom. Poruszanie się umila przyjemna muzyka, dzięki czemu zbieranie skarbów staje się relaksujące. Za mało jest tam atrakcji, aby spędzić w grze godzinę lub więcej, ale na krótkie sesje po ciężkim dniu pracy pasuje idealnie. Z drugiej strony należy pamiętać o tym, że te piękne widoki nie są dostępne dla każdego. Gra nie została zbyt dobrze zoptymalizowana i na słabszych komputerach będą problemy z jakością oprawy wizualnej oraz płynnością. Sam musiałem obniżyć poziom detali do samego dna, a i tak nie mogłem liczyć na odpowiednią liczbę klatek na sekundę. Dla porównania House Flipper działał bez zarzutów. Oczywiście tam mapy były znacznie mniejsze, ale i tak nie czuję, aby optymalizacja w Treasure Hunter Simulator była na odpowiednim poziomie.

Chociaż spacerowanie po mapie może być relaksujące, na dłuższą metę Treasure Hunter Simulator nudzi. Po pierwsze problemem jest niewielka ilość zawartości. Inne symulatory są zdecydowanie bardziej urozmaicone, przez co można spędzić w nich więcej czasu. Produkcja ekipy Drago Entertainment ma w zasadzie tylko prostą mechanikę szukania skarbów. Twórcy próbują urozmaicić zabawę zadaniami dodatkowymi, ale niewiele z tego wychodzi. Tym samym Treasure Hunter Simulator może się sprawdzić jedynie na krótkie sesje, co najwyżej rozgrzewkę przed większymi tytułami. Tym samym ciężko mi polecić płacenie za ten tytuł pełnej ceny (obecnie jest to 60 zł).

Drugi spory problem gry to poziom jej wykonania. O optymalizacji już wspominały. Niestety to nie wszystko. Przykładowo kiedy staniemy w miejscu i będziemy sprawdzać wykrywaczem metalu niewielki obszar, animacje ręki wyglądają komicznie. Ciało sterowanej przez nas postaci potrafi w ogóle się nie obracać, tak samo jak kamera. Do tego często zdarzało się, że po znalezieniu skarbu dostawałem komunikat, że z tego miejsca nie można go wykopać. Najczęściej było to na niewielkich wzniesieniach. Gra ma ewidentnie z tym problem i często blokowała możliwość kopania nawet w miejscach, w których nie powinno to się zdarzyć. Potrafi to irytować, zwłaszcza że samo szukanie skarbów nie należy do niezwykle pasjonujących czynności. Przyjemność można znaleźć w wykopywaniu przedmiotu. Jeśli więc niekiedy gra to uniemożliwia, wzrasta poziom irytacji.

Treasure Hunter Simulator na pewno jest sporym sukcesem komercyjnym. Nie będzie to hit na miarę Thief Simulator, 911 Operator czy House Flipper, ale bez wątpienia Drago Entertainment i Movie Games mogą być zadowoleni. Zarobili na tym, że gra powstała przy minimalnych nakładach finansowych, a więc nawet relatywnie niewielka liczba klientów pozwoliła zacząć zarabiać. Niestety ten minimalizm sprawia, że wielu nabywców Treasure Hunter Simulator na pewno było rozczarowanych. Grze brakuje szlifu pod kątem technicznym oraz designerskim. Nie wierzę jednak, że dużo zmienią łatki. Na pewno poprawią część problemów z optymalizacją, być może również dodadzą odrobinę zawartości. Wątpliwe jednak, aby po takich zmianach cena 60 zł była uzasadniona. Treasure Hunter Simulator polecam więc tylko graczom mocno zainteresowanym tematyką i wyłącznie na przecenie.

Treasure Hunter Simulator PC

  • 11 ładnych lokacji
  • Relaksujące spacerowanie na łonie cyfrowej natury z przyjemną muzyką
  • Bardzo mało zawartości, przez co szybko wkrada się nuda
  • Kiepska optymalizacja
  • Widać, że gra powstała minimalnym nakładem pracy
Miał być skarb, a wyszły tylko stare gwoździe 5.0
Od mechanika samochodów do drugowojennych samolotów w Plane Mechanic Simulator
10 najciekawszych polskich gier, w które zagramy w 2019 roku
Koszmarna kraina rozkoszy - recenzja Lust for Darkness
Ten rogal mi smakuje - recenzja gry Soulblight
najnowsze