Ciemne chmury zbierają się nad Steamem. Zaczyna się nowa cyfrowa rewolucja?

Mateusz Mucharzewski
2018/12/16 16:00

Jeszcze niedawno o platformie Valve mówiło się prawie jak o monopoliście. Dzisiaj sytuacja zmienia się o 180 stopni.

Ciemne chmury zbierają się nad Steamem. Zaczyna się nowa cyfrowa rewolucja?

Zapewne wielu już to słyszało, ale mimo wszystko warto powtórzyć jedną z najważniejszych „zagadek” końcówki tego roku w branży gier wideo. Co łączy Fortnite, Red Dead Redemption 2, Call of Duty: Black Ops IIII i FIFA 19? Wszystko to wielkie sprzedażowe hity ostatnich miesięcy i żadna z tych gier nie jest dostępna na Steamie. O ile w przypadku RDR2 jest to zrozumiałe, pozostałe produkcje pokazują pewną tendencję. Najwięksi branży elektronicznej rozrywki coraz mocniej odcinają się od sklepu Valve. Klasycznie chodzi o pieniądze. Kosmicznie duże pieniądze. To wszystko sprawia, że niemalże monopolista, za chwilę może stracić ogromną część rynku.

Całe zamieszanie nie zaczęło się jednak od premiery powyższych gier. Już wcześniej pojawiały się produkcje cieszące się gigantyczną popularnością, których nie było na Steamie (np. Minecraft czy League of Legends). Temat pojawił się dopiero po ogłoszeniu startu nowej platformy sprzedażowej należącej do Epic Games. Studio uderzyło w Valve z dwóch stron. Po pierwsze, korzysta z niewyobrażalnej popularności Fortnite. Miliony graczy na całym świecie posiada już odpowiednią aplikację oraz konto z podpiętą kartą płatniczą. Teraz wystarczy tylko zaproponować im inne tytuły. Z drugiej strony Epic zaoferował wręcz rewolucyjne warunki finansowe. Zamiast standardowego podziału przychodu 70 (deweloper) / 30 (sklep) proponuje 88/12. Dla każdego studia jest to ogromna różnica. Dodatkowo jeśli gra oparta jest na Unreal Engine, sprzedając ją w sklepie Epic Games Store deweloper nie musi ponosić kosztów opłaty licencyjnej w wysokości 5% ceny. Przy takich produkcjach różnica jest ogromna – w sklepie Epica trzeba oddać 12% przychodów, na Steamie już 35%. Bez znaczenia czy mówimy o małym czy dużym deweloperze. Dla każdego jest to przepaść.

Nic dziwnego, że Epic Games był jednym z najjaśniejszych punktów tegorocznej gali The Game Awards. Wiele zaprezentowanych gier promowanych było jako tytuły dostępne właśnie w sklepie producenta Fortnite. Takich produkcji jak Ashen, Hades czy Hello Neighbor: Hide & Seek nie można kupić na Steamie. Dodatkowo kilku deweloperów niedawno ogłosiło, że czasowo lub na stałe opuszcza platformę Valve. Coffee Stain Studios usunęło kartę Satisfactory ze sklepu i ogłosiło, że gra dostępna będzie tylko na Epic Games Store. To samo uczyniło Team 17 z Genesis Alpha One. Z kolei Double Damage ogłosiło roczną wyłączność dla nowego sklepu na ich Rebel Galaxy Outlaw. To tylko początek. Nowy konkurent Steama dopiero zaczyna i na pewno potrzeba czasu, aż wprowadzi do sprzedaży kolejne tytuły deweloperów skuszonych znacznie niższymi prowizjami.

Epic Games Store to jedno, ale nie zapominajmy o innych sklepach. Ze Steamem częściowo pożegnało się Activision, które wszystkie największe produkcje sprzedaje na własnej platformie – Battle.net. Nie dość, że korzysta z ogromnej bazy klientów grających w gry Blizzarda, to jeszcze z nikim nie musi dzielić się przychodami. Własne sklepy mają również EA (Origin) oraz Ubisoft (Uplay). Nie należy również zapominać o Microsoft Store. Plotki mówią, że gigant z Redmond chce przenieść Game Passa na komputery osobiste, stąd między innymi inwestycje w studia mocno kojarzone z rynkiem PC-towym (Obsidian Entertainment oraz inXile Entertainment). Jeśli plany zostaną zrealizowane, Steam będzie musiał walczyć z kolejnym rywalem, który zaproponuje klientom „growego Netflixa”. Coraz więcej dużych korporacji próbuje się uniezależnić i wątpliwe, aby ten trend miał się niedługo zatrzymać. Ostatnio spróbowała chociażby Bethesda z Falloutem 76. Kilka dużych firm jak Take-Two Interactive, Square Enix, Capcom czy Warner Bros. może postąpić podobnie.

Na Steamie odbijają się lata beztroski, w czasie których sklep rozwijał się tylko poprzez stałe zwiększanie bazy gier. Prowizja na poziomie 30% została wymyślona wieki temu, kiedy cyfrowa dystrybucja dopiero raczkowała. Na tle sprzedaży pudełkowej były to bardzo dobre warunki. Dodatkowo jedyna konkurencja jaką miało Valve (GOG czy Hamble Store) była na tyle mała, że nikt nie spróbował zaoferować więcej. Finalnie pozbawiony większej rywalizacji sklep rozwijał się głównie poprzez poszerzanie oferty. Jak mocno przekroczono granice wiemy nie od dzisiaj. Ostatnio odczułem to w czasie przecen na polskie gry z okazji Święta Niepodległości. Widząc ofertę Steama byłem przerażony ogromem tytułów, o których nie miałem pojęcia. Nawet ja, osoba głęboko siedząca w temacie polskiej branży, nie znała, lekko liczą, połowy przecenionych gier. Żadna z nich oczywiście nie oferowała jakiejkolwiek jakości. Nieporównywalnie lepiej wyglądała wyprzedaż na GOG-u, który ma bardzo szeroką ofertę rodzimych produkcji (z najbardziej popularnych brakuje głównie symulatorów od PlayWay). Tam nawet kupując na ślepo ciężko było trafić na coś złego. Nic dziwnego, że gracze od dawna narzekają na zalew śmieciowych gier na Steamie. Valve nic sobie z tego nie robiło.

GramTV przedstawia:

Taka polityka opłacała się firmie Gabe Newella. Szrot zawsze coś zarabiał i przy swojej masie dawał więcej korzyści niż strat przynosiło narzekania graczy i deweloperów. Wszyscy i tak byli skazani na Steama. Czasy się jednak zmieniają i najwięksi gracze, posiadający ogromne zasoby gotówki oraz niezwykle popularne produkcje, próbują wykorzystać słabości jeszcze obecnego lidera. W tym momencie lata zaniedbań zaczną odbijać się czkawką. Przypomina to trochę sytuację Bethesdy, która od dawna nie robi postępu technologicznego, bo ich gry i tak świetnie się sprzedawały. Sytuacja z Fallout 76 sprawiła jednak, że wszystkie zaniedbania uderzyły w firmę za jednym zamachem, wyrządzając szkody finansowe i wizerunkowe. Sporo czasu i wysiłku trzeba będzie poświęcić, aby to odbudować. W takich sytuacjach wychodzi błędne zarządzanie i przede wszystkim krótkowzroczność. Valve nie patrzyło na swój rozwój w dłuższej perspektywie i nie zabezpieczyło się na wypadek zmian na rynku.

Koszty odwrócenia sytuacji będą horrendalne. Jeśli Epic Games Store będzie się rozwijać dzięki atrakcyjnemu systemowi prowizji, Microsoft uruchomi Game Passa na PC, a pozostali gracze jak GOG, Uplay, Origin czy Battle.net wykorzystają okazję do zagarnięcie części ogromnego tortu jakim jest rynek cyfrowej dystrybucji, Steam będzie miał spory problem. Dzisiaj sklep praktycznie wyczerpał możliwości dalszego rozwoju i nawet bez takiej konkurencji miałby problem z dalszym wzrostem bez znaczących zmian. Nic dziwnego, że na odpowiedź Valve nie musieliśmy długo czekać. Po pierwsze zmienił się system prowizji. Niestety tylko dla największych premier. O pięć punktów procentowych wzrośnie działka deweloperów, którzy generują ponad 10 mln dolarów przychodu na grze. Jeśli wartość ta przekroczy 50 mln dolarów, studio może liczyć na kolejnych pięć punktów procentowych. Nadal to jednak mniej niż 88%, które oferuje Epic Games, w dodatku dla każdego, bez względu na skalę sprzedaży.

Pierwszy krok, a w zasadzie drobny kroczek, Valve skierowało w stronę największych deweloperów. Nic dziwnego, że mniejsze studia szybko skrytykowały korporację za to, że o nich zapomniała. Tym samym Steam może na nowych prowizjach niczego nie ugrać. Z jednej strony to nadal za mało, aby przekonać największych graczy posiadających własne sklepy, z drugiej może poirytować twórców niezależnych. Dla nich będzie to kolejny argument za tym, aby skierować się w stronę Epic Games Store. Valve stoi więc pod ścianą. Permanentne obniżenie prowizji dla wszystkich deweloperów na pewno w jakimś stopniu pozwoliłoby odpędzić ciemne chmury zbierające się nad sklepem. Z drugiej strony przy skali obrotów generowanych przez Steama, zrezygnowanie nawet z niewielkiej części prowizji spowoduje skokowy, drastyczny spadek rentowności całego biznesu.

Valve na pewno będzie szukać mniej kosztownych sposobów na to, aby przekonać deweloperów do siebie. Pamiętajmy, że Steam to nadal najbezpieczniejsze miejsce dla większości twórców. Wprawdzie prowizja na Epic Games Store wyglądają obiecująco, ale za wcześnie aby mówić czy jest tam wystarczająco dużo klientów. Dopiero okaże się na ile Fortnite może promować sklep i gry tam sprzedawane (np. poprzez udostępnianie skórek nawiązujących do innych produkcji). Jeśli wszystko się uda, Epic może mocno inwestować w tytuły na wyłączność dla swojego sklepu. Nawet robionych przez własne studia (które zapewne będzie trzeba zacząć kupować). Valve będzie więc musiało jak najdłużej pokazywać, że to jednak na Steamie, mimo wyższej prowizji, robi się największy biznes. Jeszcze niedawno doszło do blokowania Steam Spy, bo firmie Gabe Newella nie podobało się pokazywanie ile gier się u nich sprzedaje. Teraz sytuacja się odwraca i taki serwis może stać się jedną z broni Valve. To jednak na pewno będzie za mało, aby odeprzeć zmasowany atak konkurencji.

Sprawa dopiero nabiera rozpędu, ale moim zdaniem powoli możemy mówić o kolejnej, cyfrowej rewolucji w branży gier wideo. Nie będę przewidywać, że Steam nagle straci ogromną część swoich udziałów w rynku. Jestem jednak zdania, że stopniowo będziemy obserwować jego dywersyfikację. Standardem stanie się, że każdy gracz PC-towy będzie musiał mieć zainstalowanych kilka aplikacji i przeskakiwać między sklepami, które będą rywalizować grami na wyłączność. Może jest to mniej wygodne niż skupienie wszystkiego w jednym miejscu, ale konsumentom jeszcze nigdy konkurencja nie zrobiła nic złego. Skorzystają również deweloperzy, którzy być może niedługo pożegnają się z prowizjami w wysokości aż 30%.

Ciekawe czy Sony lub Microsoft wykorzysta to na nowej generacji konsol. Obie firmy na swoich sprzętach mają status monopolisty, ale być może lepsze warunki finansowe będą ich kartą przetargową w czasie przekonywania deweloperów do robienia gier właśnie na ich platformę. Epic Games pokazał, że na tym polu jest miejsce do zmian. Warto mieć to na uwadze analizując kierunek, w którym pójdzie nowa generacja.

Komentarze
9
Phoenix505
Gramowicz
24/12/2018 05:48

Najgorsze w tym wszystkim to że taki crap jak fortnite naprawdę może rozdawać karty. Valve niegdyś kojarzone z takimi produkcjami jak Half Life, CS, L4D czy Portal niestety skupiło się na zrobieniu sklepu. Coś co przynajmniej mnie przyciągało do tej platformy dawno odeszło. Ktoś powie a co ma produkcja gier do prowadzenia sklepu? Otóż produkty na wyłączność. 

de_jesus
Gramowicz
23/12/2018 11:43

Skończyły się czasy hitów wszechczasów, takich jak WoW, LoL czy inne CS. Fortnite taki nie będzie. Za jakiś czas znudzi się publiczności, jak 99% innych gierek i tyle będzie z tej lokomotywy napędowej sklepu. Ja tam w żadną rewolucję nie wierzę.

zadymek
Gramowicz
19/12/2018 15:16

Steam store ma wiele gier i wiele gier wymusza używanie Steam. I to by było na tyle.

Cała otoczka Steam to dno i metr mułu: najgorsza przeglądarka internetowa, daremny czat, totalitarnie rozwiązana aktualizacja, ciągle szwankujący moduł Community  ...edytor postów nawet gorszy od tego na gram.pl. Bez żalu porzucę.

Anger_Ash
Gramowicz
19/12/2018 09:42

Uważam, ze kluczem do tego czy Steam nadal będzie TOP czy nie, będzie wydanie RD2 na PC - kto wyda i na jakiej platforie może zgarnąc rynek...może nie musi...przykład Wichera pokazał inaczej...

MisticGohan_MODED
Gramowicz
17/12/2018 23:55

Wielu, że już o nie wspomnę o tych większych "graczach" próbowało zdetronizować już Steama... i g**** im z tego wyszło :P Właściwie to udało im się jedynie odnieść odwrotny skutek do zamierzonego.

Chyba za bardzo się podjaraliście tym fortnitem, bo prawda jest taka że ten tytuł w rzeczywistości nie ma i nie stanowi żadnej siły przebicia.

Blackhand
Gramowicz
17/12/2018 21:19

Miło by było, jakby Steam doczekał się prawdziwej konkurencji, GOG to nie ta skala, a inne przedsięwzięcia to jakoś póki co szczęścia za bardzo nie miały (Desura na przykład czy bodajże Capsule od GMG). Origin czy Uplay to żadna konkurencja, nie tylko z powodów wymienionych przez przedmówców, ale też dlatego, że to w pierwszej kolejności DRM EA czy Ubi (jakoś ciężko znaleźć np. gry EA na Uplay'u, na Steamie jakoś tak zgodniej tytuły obu wydawców koegzystują :), poza tym wersje steamowe i tak często wymagają dodatkowo uruchomienia i zalogowania się do takiej czy innej platformy).

tankersss
Gramowicz
17/12/2018 19:50

1. Dużo devów będzie się trzymać stricte z gigantem, który jest najbardziej rozwinięty i posiada najwięcej opcji. Steam oferuje mnogość takowych, i jeszcze iirc otwarte API. Rozwijają obecnie jeszcze Protona, który pozwala na łatwiejsze przeportowanie gier na Linuxa. Znacznie bardziej rozwinięte opcje COMMUNITY, możliwości API i co najważniejsze opcje monetyzowania (karty, tła, przedmioty w grach etc.) no i wprowadzają co rusz nowe funkcje. Epic Store, Origin, czy M$ Store oferują co najwyżej API do gier Online czy Achivementów, są to platformy tworzone typowo pod zarobek, brakuje poprawnego wsparcia dla community (każda gra musi mieć własną strone z forami etc.) brak OAuth przy użyciu kont (no po za m$ ale to inna kwestia) i dużo by wymieniać 2. Epic Store obecnie posiada swoje produkcje i innych twórców, jednak nadal nie zwalnia to ich z faktu że sami w ToS mają napisane paragrafy, które są wbrew/łamiące RODO 3. Uplay z tego co pamiętam ma gry stworzone/wydane przez Ubisoft więc to platforma bardziej zamknięta

Bambusek
Gramowicz
17/12/2018 11:36

Jeżeli jakaś FIFA była na Steamie to tak dawno temu, że chyba nikt tego już nie pamięta. Firmy japońskie jak Capcom nie odejdą, bo zanim w ogóle załapią, co się dzieje to minie kolejna dekada. Ubisoft pomimo swojego UPlay nadal jest na Steamie. Więc jedyna potencjalnie odczuwalna strata to ten CoD. 

Do Epic jak na razie to przechodzą głównie mniejsi deweloperzy liczący na to, że tam będą mieli lepszą widoczność. A jak będzie to się przekonamy w okolicach 2020 - 2021, kiedy zacznie wychodzic ile finansowo daje czasowe ograniczenie gry tylko do sklepu Epic. 

I mam wrażenie, że prasa w całej tej sprawie przecenia moc Fortnite. 

Shaddon
Gramowicz
17/12/2018 10:38

"Konsumentom jeszcze nigdy konkurencja nie zrobiła nic złego". W takim razie ja zapytam: co dobrego mnogość platform sprzedażowych przyniosła nam do tej pory? Na pewno nie niższe ceny, bo choć część wydawców omija steamowe marże poprzez stosowanie własnych kanałów dystrybucji, wciąż musimy płacić tyle samo, co wszędzie - a często nawet więcej. Co więcej, o ile duże przeceny produkcji dostępnych na Steam następują już kilka miesięcy po premierze, tak w przypadku wspomnianej "konkurencji" proces ten następuje o wiele wolniej. Nie bez znaczenia jest też sam stan techniczny platform: niech podniesie rękę ten, komu nigdy nie zdarzyło się zakląć siarczyście po kolejnym błędzie/utracie połączenia podczas korzystania z takiego np. Uplay. A funkcjonalność? Czy autor zdaje sobie sprawę, że Origin do dziś nie posiada funkcji przenoszenia zainstalowanych gier na inny dysk/partycję?

Epic wszedł na rynek z impetem, ale pytanie, czy odniesie sukces na dłuższą metę? To, że Fortnite cieszy się wielką popularnością, nie sprawi, że wszyscy nagle przerzucą się na sklep dewelopera. Można kusić darmowymi prezentami, ale już przykład GOG pokazuje, że niekoniecznie przekłada się to na przywiązanie klienta. Stawki prowizyjne zależą od kaprysu Valve i firma Newella może je w każdej chwili obniżyć wytrącając Epicowi kolejny argument. Brak DRM? Dla jak wielu osób ma on tak naprawdę jakiekolwiek znaczenie? Teoretycznie najważniejszą kartą atutową jest wyłączność na dystrybucję, ale to z kolei zbyt duże ryzyko, by podjęli się go naprawdę duzi gracze, a niszowe produkcje pokroju Ashen nie przyciągną wystarczającej uwagi potencjalnych klientów.