Recenzja - konsole

Pokemony, miejcie się na baczności - recenzja Yo-Kai Watch 3

Jakub Zagalski, 16 grudnia 2018 10:00 0

Agenci Blunder i Folly z Archiwum Y z pierwszych minut gry rozłożyli mnie na łopatki. Później jest jeszcze ciekawiej.

Kiedy ponad dwa lata temu recenzowałem pierwszą część Yo-Kai Watch (tutaj recenzja), Japończycy szturmowali sklepy w poszukiwaniu trzeciej części, o której właśnie czytacie. Z tą różnicą, że na półki tamtejszych sklepów trafiły aż trzy rodzaje Yo-Kai Watch 3 z podtytułami Sushi, Tempura i Sukiyaki. Europejczykom zaserwowano jedynie to ostatnie "danie", ale nie oznacza to, że zostaliśmy poszkodowani. Yo-Kai Watch 3 Sukiyaki to swego rodzaju definitywna edycja "trójki", w której upchano wszystkie wyjątkowe cechy z Sushi i Tempury.

Krótko mówiąc, Polak kupujący Yo-Kai Watch 3 bez kulinarnego podtytułu nie musi się martwić, że coś go ominęło. Chyba że nie grał w poprzednie części, których znajomość jest zalecana przed sięgnięciem po "trójkę". Mamy tu bowiem bezpośrednią kontynuację z młodym bohaterem orientującym się już w świecie japońskich duchów. Dla przypomnienia, pod pojęciem Yo-Kai (czy też Yōkai) kryją się rozmaite stwory, duchy, demony wpisane w japońską kulturę, które przybierają różne kształty, są złośliwe lub pomocne, ale co najważniejsze – żyją obok nas i nieustannie oddziałują na naszą codzienność. To przez nie się smucimy, kłócimy z mamą, zapominamy o obowiązkach albo gubimy klucze do samochodu. Nate (czy jak go tam nazwiecie na początku) to wyjątkowy chłopiec, który za pomocą tytułowego zegarka może nie tylko widzieć yokaie, kolekcjonować je, ale także wystawiać do walki. I choć brzmi to jak prosty klon Pokemonów, to zdecydowanie nim nie jest, o czym przekonywałem w cytowanej wyżej recenzji "jedynki".

W "trójce" nasz bohater ma już spory bagaż doświadczeń i zebranych yokaiów, co może być przytłaczające dla nowicjuszy. Z tą myślą scenarzyści wykorzystali prosty patent na "wyzerowanie" doświadczenia, by Yo-Kai Watch 3 był atrakcyjny i przystępny dla każdego. W innych grach robi się to amnezją głównego bohatera, tutaj zaś uznano, że Nate musi opuścić japońskie Springdale znane z dwóch pierwszych gier i rozpocząć nową przygodę w quasi-amerykańskim St. Peanutsburgu, gdzie ojciec chłopca dostał nową pracę.

Ten prostu zabieg pozwolił opowiedzieć historię w zupełnie nowych realiach, a przy okazji robić ukłony w stronę graczy, którzy spędzili długie godziny z Yo-Kai Watch 1 i 2. Co jednak najfajniejsze, podczas gdy Nate przeżywa niesamowite przygody w St. Peanutsburgu, w Springdale poznajemy losy Hailey-Anne. Dziewczynka wyposażona w znaleziony Yo-Kai Watch ma własną ścieżkę fabularną (dowolnie przeskakujemy między bohaterami w punkcie zapisu) i jest świetnym uzupełnieniem niewątpliwie najlepszej części serii. Schemat rozgrywki pozostał praktycznie niezmieniony, jednak scenariusz wypełniony zabawnymi cytatami z popkultury to jedna z największa zalet "trójki". Dla przykładu, Hailey-Anne wraz z Usapyonem działa niczym bohaterowie Detective Pikachu, pojawiają się odniesienia do E.T., ale prawdziwym hitem jest duet agentów z FBY, czyli Blunder i Folly badający zjawiska wpisane do Archiwum Y.

Wspomniałem, że rozgrywka opiera się na sprawdzonych fundamentach, czyli biegamy z punktu A do B, zbieramy informacje, walczymy z bossem, by otrzymać przedmiot itd. Kto grał w poprzednie części, poczuje się jak w domu. Do momentu pierwszej walki i zapoznania się z nowym, rewolucyjnym mechanizmem. Nazywa się on Tactics Medal Board i opiera się na planszy złożonej z dziewięciu kwadratów w układzie 3x3. Na planszy ustawiamy medale z yokaiami wystawionymi do walki i cała zabawa polega na tym, by przesuwać je zgodnie z przyjętą strategią. Stawiając dwa yokaie w jednym rzędzie ten z tyłu ma naturalną tarczę. Jeżeli ustawimy obok siebie dwa zaprzyjaźnione duszki, można liczyć na dodatkowe efekty itd. Te dziewięć pól daje ogromne możliwości i stanowi świetne urozmaicenie systemu walki, na który wielu narzekało w poprzednich grach. Teraz rola gracza nie sprowadza się wyłącznie do patrzenia na efekty automatycznych ataków, żonglowania yokaiami i odpalania specjali poprzez minigierki (kręcenie, stukanie, rysowanie po ekranie). Nie byłem przeciwnikiem oryginalnego systemu, ale ten podoba mi się znacznie bardziej.

Podoba mi się wysyp minigier wplecionych w rozgrywkę między walkami, Blasters mode i nieco zmodyfikowany Terror Time. Zabawne cutscenki z pełnym voice actingiem (po angielsku) oglądałem z przyjemnością, mimo że nie jestem odbiorcą anime spod znaku Yo-Kai Watch. Dla graczy pragnących przetestować swój dream team przygotowano sieciowy i lokalny multiplayer. Samych yokaiów do zebrania występuje ponad 600, w tym masa nowych opartych na amerykańskich stereotypach, więc to raj dla kolekcjonerów.

Po Yo-Kai Watch 2, które uważam za lekko usprawnioną i rozbudowaną "jedynką", a nie pełnoprawny sequel, a także niedawnym spin-offie Yo-Kai Watch Blasters, gra z "trójką" w nazwie utwierdziła mnie w przekonaniu, że seria od Level-5 zasługuje na uznanie. Dwójka bohaterów w dwóch różnych miastach, humor i zmiany w systemie walki czynią z Yo-Kai Watch 3 nie tylko pozycję obowiązkową dla fanów, ale przede wszystkim jedną z najlepszych gier tego typu na Nintendo 2DS/3DS.

Yo-Kai Watch 3 NDS

  • Dwa miasta, dwoje bohaterów
  • zmiany w systemie walki
  • humor
  • ponad 600 yokaiów
  • ostatnio rzadko spotykane wykorzystanie efektu 3D
  • Schematyczna rozgrywka
  • backtracking
  • dla starszych graczy zbyt niski poziom trudności
Największa, najzabawniejsza i najlepsza część serii 8.5
Bez beczki i korkociągu - recenzja Warplanes: WW2 Dogfight
Giganci branży w okresie przejściowym. Przed EA, Activision i innymi bardzo trudny okres
Japońskie przyłożenie - recenzja Travis Strikes Again: No More Heroes
Powtórka z rozrywki - recenzja New Super Mario Bros. Deluxe U
najnowsze