Recenzja

Gris - recenzja - pochwała karmi sztukę

Katarzyna Dąbkowska, 13.12.2018 15:00 0

Nowa gra Nomada Studio pokazuje, że gra może być sztuką.

Jeśli zastanawialiście się kiedyś, czym jest sztuka, nie jesteście pierwsi. Prawdą jest jednak, że sztuki nie da się zamknąć w sztywne ramy, bo jej granice ciągle się zmieniają, są przekraczane, redefiniowane. Gry od dawna balansowały gdzieś na tej właśnie granicy. Jedni twierdzą, iż jest to forma ekspresji zmian i uczuć, inni znajdują w nich jedynie prosty, cyfrowy przekaz bez wyrazu. Gris jest jednak inne. Gris jest idealnym przykładem na to, że gra już dawno stała się sztuką.

Dosłowność zabija sztukę, jak mawiał Wojciech Jerzy Has. W Gris jest zatem fabuła, ale skrzętnie ukryta pod warstwą alegorii. Podczas rozgrywki poznajemy perypetie pewnej uroczej dziewczyny, która przechodzi niezwykle ciężki okres w swoim życiu. Nic nie jest nam jednak podane na tacy, nic nie jest wypowiedziane. W grze nie pada ani jedno słowo, jednak twórcy chcieli przekazać nam uczucia przez czysty obraz i pozostawiają pole do popisu naszej wyobraźni. Nie da się jednak ukryć, że wraz z bohaterką przechodzimy przez kolejne zawiłości jej rozpaczy.

Kiedy pierwszy raz dane mi było zagrać w Gris podczas tegorocznych targów gamescom, zaparło mi dech w piersiach. Produkcja zdecydowanie jest, i nie boję się tego powiedzieć głośno, najpiękniejszą grą niezależną tego roku. Każdy krok bohaterki, jej ruch, powiew włosów czy magicznej sukienki został narysowany ręcznie. Świat gry to żywy obraz, dzieło sztuki Conrada Roseta, które zostało wprawione w ruch przez Adriána Cuevasa i Rogera Mendozę. Nomada Studio naprawdę stanęło na wysokości zadania, idealnie uderzając w kolorystykę, barwy, klimat i alegorię. Całości dopełnia fenomenalna muzyka stworzona przez Berlinistę, która idealnie wpasowuje się w melancholijny nastrój.

Gris to jednak nie tylko manifest sztuki. To przede wszystkim gra, a przynajmniej tym ma być. Model rozgrywki został sprowadzony do kilku klawiszy na klawiaturze czy przycisków na padzie. Produkcja zaskakuje zawiłością symboliki i prostotą mechaniki. W mig pojmiemy to, co mamy robić, ale, wbrew pozorom, nie będzie nam łatwo dotrzeć do mety.

Całość opowieści opiera się na sukience głównej bohaterki. Wraz z postępem rozgrywki zdobywamy kolejne doświadczenia, przechodzimy przez kolejne etapy rozwoju uczuciowego protagonistki i tym samym zdobywamy nowe umiejętności pozwalające na dotarcie w zupełnie świeże miejsca. Zmienia się nie tylko sukienka, ale budujemy tym samym świat, dodajemy do niego nowych kolorów i zmieniamy go z każdym nowym etapem. Im więcej umiejętności, tym więcej możliwości.

I tu pojawia się główny problem związany z Gris. To produkcja, która, w teorii, ma być bajecznie prosta. Tu i ówdzie twórcy porównują ją do Flower czy Journey – gier niewymagających, lekkich, mających w nas wywoływać wzruszenie, ale nie frustrację. Tyle że z tymi tytułami gra ma niewiele wspólnego. Produkcja prowadzi nas przez kolejne etapy, które, może na papierze, nie są wymagane, jednak rzeczywistość szybko weryfikuje te ustalenia. Eksploracja jest w teorii dobrowolna, jednak jeśli nie zajrzymy z zakamarki świata, nie poznamy dalszej części historii.

Często trafiamy w miejsca, skąd nie ma ucieczki, jeśli nie rozwiążemy zagadki lub, co gorsza, serii zagadek. Te pojawiają się nadzwyczaj często i nie raz, i nie dwa wasz stan zen zostanie zaburzony przez jeszcze jedną „mózgołomną” łamigłówkę, nad którą spędzicie dobre kilkadziesiąt minut. Nie ma tutaj „możesz, ale nie musisz”.

Same łamigłówki nie są specjalnie trudne do wykonania, choć tu i ówdzie będziecie musieli nieźle wysilić palce, by wykonać sekwencje zręcznościowe. Zadania są naprawdę różnorodne, zagadki ciekawe, ale miejscami naprawdę trudno na nie wpaść. Gris pod przykrywką pięknej oprawy chowa zatem po prostu platformówkę połączoną z grą logiczno-zręcznościową. Nie jest jednak tak, że grając w ten tytuł będziecie wiecznie uduchowieni wzdychać. Od czasu do czasu wróci do was rykoszetem zachowanie rodem z upojnej nocy w Warsaw Shore podsycane językiem spod otwartego 24/7 monopolowego.

Gris to sztuka dla sztuki. To pierwsze dzieło studia Nomada i myślę, że udane, choć miejscami frustrująca rozgrywka bije się na ekranie z bardzo melancholijnym, spokojnym klimatem. Ciężko więc będzie twórcom znaleźć odbiorców – nie będą to zdecydowanie ci, którzy poszukują w tej grze ukłonu dla Flower czy Journey. Czekam jednak na kolejne projekty, bo choć mój słownik łaciny podwórkowej został zaktualizowany o kolejne kilka pozycji, to naprawdę chętnie znów zatopię się w takim akwarelowym świecie.

GRIS

  • piękna oprawa graficzna
  • świetna muzyka
  • dużo zagadek
  • miejscami spokojny klimat gryzie się z naszą frustracją
Zdecydowanie nie Flower. 8.0
najnowsze