Bez prądu - film

Jak wypada 1983, pierwszy polski serial Netflixa?

Kamil Ostrowski, 07 grudnia 2018 17:00 1

1983 podzieliło widzów i krytyków. Twórcy się bronią, część odbiorców po chwili refleksji nieco stonowała swoje wypowiedzi. To jak w końcu jest?

Jeżeli wierzyć polskim krytykom, serial jest denny. Źle napisany, fatalnie zagrany, pełen niedoróbek, nieścisłości czy wręcz sprzeczności. Jeżeli wierzyć zachodnim krytykom (tym nielicznym, którzy w ogóle zainteresowali się 1983), to serial jest niezły, a nawet bardzo dobry. No, w każdym razie na pewno nie tak tragiczny, jak to przedstawili rodzimi koneserzy rozrywki streamowanej na szklane ekrany. Kto ma rację? Czy Polacy to faktycznie hejterzy? Cóż… i tak, i nie. Przede wszystkim ten serial nie był robiony z myślą o rodzimej widowni.

1983 to bardzo specyficzny polski serial. Bohaterowie mówią po polsku, akcja dzieje się w Polsce, a jednocześnie wszystkie jest takie… hamerykańskie. Dialogi napisane były po angielsku, a dopiero później przetłumaczone na nadwiślańskie narzecze, dodajmy bardzo dosłownie. Stąd brzmią wyjątkowo sztucznie, a aktorom wyraźnie sporo problemów nastręczało wykrzesanie z siebie porządnej gry aktorskiej, kiedy w usta wkładano im obco skonstruowane kwestie. Brakuje naturalności, luzu, wszystko brzmi… jak zdubbingowany film hollywoodzki. Ewidentnie daje się we znaki fakt, że scenariusza nie pisał Polak. Z drugiej strony dzięki zaangażowaniu się Netflixa, z jego specjalistami, wizją, a także funduszami, mamy serial o rozmachu do tej pory w naszym kraju nie widzianym.

Zacznijmy od tego, co w 1983 „gra”. Po pierwsze, dostajemy w ręce najbardziej ambitnie wykreowaną wizję świata w historii polskiej kinematografii i serialografii. Polska w serialu to państwo policyjne, w którym rząd reguluje i kontroluje, dosyć brutalnie pacyfikując tych, którzy generują jakiekolwiek niepokoje społeczne. Jednocześnie jak każdy cyniczny rząd odpuszczają na niektórych odcinkach, na zasadzie że „młodość musi się wyszumieć”, więc bez problemu działa klub punkowy (ale z jakiegoś powodu nikogo nie dziwi obława na uczestników podziemnego spektaklu „Dziadów” – jedna z wielu nieścisłości). W Warszawie wykreowanej na potrzeby 1983 dynamicznie funkcjonuje mniejszość wietnamska, przyjęta ochoczo przez polski rząd, w domyśle jako masy uchodźcze. Biorąc pod uwagę, że w rzeczywistości również mamy sporą mniejszość wietnamską (liczną, chociaż niewidoczną), wybór przedstawicieli tej akurat narodowości jako odpowiedniej do budowania nastroju „dzielnic imigranckich” wydaje się idealny. Jestem pod wrażeniem, że scenarzysta dowiedział się na tyle o sytuacji demograficznej Polski, żeby wykrzesać z siebie ten pomysł.

Nieźle rozpisany jest też główny wątek historii, jak również geopolityczne zarysy alternatywnego świata. Spodobało mi się wiarygodne przedstawienie wersji historii, w której oblicze Polski zmieniły wielkie zamachy terrorystyczne. Kupiłem wizję zamordystycznego, ale w gruncie rzeczy dobrze rozwijającego się państwa. Nie raziło mnie nawet, że na ulicach jeździ pełno Polonezów, pomimo tego, że młodzież w rękach trzyma ultranowoczesne smartfony. Koniec końców możemy przyjąć, że w alternatywnym świecie Polska nigdy nie otworzyła się na import wielu towarów. Spodobała mi się nawet koncepcja młodzieżowego ruchu oporu, chociaż to już po tym jak twórcy odkryli przed nami pewien sekret. W grubych zarysach 1983 może się podobać.

Gorzej jest kiedy zrobimy zbliżenie na poszczególne wątki czy postaci. Szybko okaże się, że bohaterowie są… delikatnie rzecz biorąc niewiarygodni. Wykreowany na dziecko systemu Kajetan Skowron zaczyna wątpić w system w kilka godzin po zobaczeniu jednej podejrzanej fotografii, chociaż wcześniej opisywano go jako zajadłego zwolennika systemu. Postaci esbeków zdają się wyjęte żywcem z kiepskiego komiksu, a przedstawiciele starszej gwardii przerzucają się tekstami rodem z książek Paulo Coehlo. Da się to usprawiedliwić chyba tylko wspomnianym wcześniej pisaniem dialogów po angielsku i następnym nieudolnym ich tłumaczeniem.

Z kiepskimi dialogami dałoby radę sobie poradzić, gdyby tylko aktorzy nadrobili tu i tam. Niestety, Macieja Musiała grającego główną rolę to zdecydowanie przerosło, podobnie jak Michalinę Olszańską, odgrywającą twardą przywódczynię ruchu oporu. Poradzili sobie Robert Więckiewicz jako Anatol Janow, cyniczny już oficer milicji obywatelskiej i w mniejszym zakresie Andrzej Chyra jako Władysław Lis, minister gospodarki i ojciec dziewczyny Kajetana Skowrona. Co tu dużo gadać, aktorsko nie jest dobrze.

Jak na standardy polskie 1983 zrobiony jest „na wypasie”. Widać, że nie oszczędzano na scenografii, zwraca uwagę świetnie skomponowana muzyka, razi w oczy bogactwo świata, podkreślana pięknymi ujęciami. Niestety, całość wykoleja się na kiepskich dialogach i drętwym aktorstwie. Międzynarodowa publika może tego nie zauważyć, może ich to nie razić, wszak świat zachwycił się Domem z Papieru, w którym aktorstwo było niemalże równie żenujące (ta Tokio…). Powstaje więc jawna sprzeczność, przywodząca na myśl jedną z pierwszych scen w serialu, kiedy to Kajetan jako student prawa rozpływa się nad zaletami podporządkowania się partii i jej roli w wymierzaniu sprawiedliwości. W przypadku 1983 tą sprzecznością jest fakt, że serial jest irytująco cienki, ale warto go pokazywać zagranicą, bo tam się będzie podobał. Załapaliście? Nie? To do łagru.

Nowe Narcos. Przeprowadzkę do Meksyku uznajemy za udaną
Siedem dni z życia dilera, czyli recenzja serialu Ślepnąc od świateł
Koniec House of Cards naznaczony wymazywaniem Underwooda
Czarownica Sabrina powraca w szatańskim stylu
najnowsze