Recenzja - PC

Co cię nie zabije, to cię wzmocni - recenzja Kenshi

Małgorzata Trzyna, 05 grudnia 2018 14:00 0

Kenshi zmiesza cię z błotem i pokaże, że musisz znać swe miejsce w szeregu. Najważniejsze jednak to podnieść się i nie poddawać.

Kenshi zaczynało jako projekt pasjonata, który rozczarowany licznymi tytułami, po których obiecywał sobie za dużo, postanowił sam stworzyć takiego RPG-a, w jakiego chciałby grać. Z czasem nad grą zaczęła pracować niewielka ekipa. Kenshi powstaje od wielu lat, przez długi czas mogliśmy testować je we Wczesnym Dostępie. Gra jest adresowana do tych, którzy nie lubią mieć wszystkiego podanego na tacy. W przeciwieństwie do wielu innych tytułów, w których poziom wyzwania jest dostosowany do aktualnych możliwości bohatera, w Kenshi na początku czujemy, że jesteśmy słabi, praktycznie bezbronni, biedni, bez dachu nad głową - lecz kiedy rozwijamy się, świat pozostaje taki, jaki był. Gra jest sandboksem i nie ma głównego wątku fabularnego, po prostu możemy zająć się rozmaitymi rzeczami - wydobywaniem surowców, rolnictwem, handlem, kradzieżami, wędrowaniem po świecie jako ronin. Z czasem możemy nawet założyć własne, w pełni funkcjonalne miasto i poczuć się jak imperator. Albo zostaniemy złapani i sprzedani u handlarzy niewolników. Albo trafimy w ręce kanibali i skończymy jako obiad.

Pierwsze zadanie w grze polega na wyborze postaci. Poza zadecydowaniem o rasie (możemy grać np. jako człowiek, shen, wielki owad albo mechaniczny szkielet), wyglądzie i imieniu bohatera, trzeba też określić warunki startowe, a tych jest sporo do wyboru. Chociaż niektóre początki są określane jako "łatwe" (na dzień dobry mamy większą ilość pieniędzy bądź postaci) albo "normalne", tak naprawdę nie ma co liczyć na bycie rozpieszczanym - może tylko zaoszczędzimy odrobinę czasu. Oczywiście, można też sobie nieco utrudnić zadanie i startować jako niewolnik, by któregoś pięknego dnia uciec i zacząć nowe życie. Wybór początku decyduje też, w jakim miejscu zaczniemy przygodę, później możemy wynieść się gdziekolwiek.

Początki w Kenshi są naprawdę ciężkie. Kiedy wylądowałam pierwszą postacią o imieniu Swiff przy mieście, postanowiłam rozejrzeć się nieco po okolicy, zorientować się, gdzie są surowce i ciekawe obiekty. Spacer nie wyszedł mu na zdrowie, ledwo po paru krokach napadli go bandyci, pobili, obrabowali i poszli. Swiff wykrwawił się, bo nie miał kto go uratować i tak zakończyła się jego krótka, smutna historia. Od czego są jednak zapisane stany gry? Swiff zaczął jeszcze raz, ale przykre doświadczenie pokazało mi, że samotne pętanie się po okolicach to proszenie się o kłopoty i lepiej zwiedzić najpierw miasto. Właściwie "miasto" to za dużo powiedziane. Paru strażników, jeden bar i ruiny domów. Mając odrobinę grosza, mogłam pozwolić sobie na kupienie czegoś do jedzenia, ale szybko stało się jasne, że muszę zadbać o jakiekolwiek źródło przychodów. Tuż za murami natknęłam się na złoże miedzi i zaczęłam je kopać. Przyszli wygłodniali bandyci i znów pobili Swiffa, zabrali mu jedzenie i zostawili na pewną śmierć. Ha, ha. Ha. Nikt się nie pochylił nad biedakiem, więc pozostało wczytać save i dać nogę z odrobiną miedzi, jaką udało się wykopać - a potem uważać na szwendające się grupki, często zapisywać (choć automatyczne save tworzone są co pewien czas) i krążyć między złożem a barem, opychać rudę, kupować jedzenie i powolutku ciułać na zakup domu albo wynajęcie towarzysza. Jeden z ludzi, którzy przybyli do baru, co prawda był gotów przyłączyć się tak po prostu, w zamian za obietnicę, że zwiedzę z nim fantastyczne miejsce, ale obraził się za to, że nie dałam wiary w jego historyjkę i nie ujęły mnie jego słowa, że będzie to spełnienie życzenia umierającego człowieka.

Kursowanie między złożem miedzi a barem zaczęło wreszcie przynosić efekty. Udało się uskubać dość pieniędzy na jedzenie i wynajęcie towarzysza, zaczęłam kupować domy, remontować je, w środku ustawiłam stoły warsztatowe, by odkryć nieco technologii i przygotować się do budowy czegoś ambitniejszego. Co prawda barman miał ograniczone ilości pieniędzy i towarów, ale dość szybko się regenerowały, a przedmioty dostępne u niego losowały się na nowo co jakiś czas. Złoże nie wyczerpywało się, więc mogłabym stać się miedziowym potentatem i przy dużej dozie cierpliwości zgromadzić ogromny majątek powtarzając do upadłego tę jedną czynność. Z dwiema postaciami ciułanie grosza szło trochę szybciej, ale nawet w dwójkę bohaterowie nie umieli poradzić sobie z wygłodniałymi bandytami. Ktoś się przejął ich śmiercią? Zupełnie nikt. Nie kierujemy herosami, których bogowie wybrali na swych czempionów i kazali im ratować ludzkość. Nie mamy przyjaciół wśród NPC-ów. Działamy na własny rachunek i możemy liczyć tylko na siebie - reszta świata ma nas w nosie albo jeszcze nam dokopie.

Nie chciałam zostać na zawsze w pobliżu zrujnowanego miasta, gdzie nie mogłam się szarogęsić do woli, więc zaczęłam celować we własną osadę. Nie od razu Rzym zbudowano, toteż i w Kenshi, zanim będziemy gotowi choćby na postawienie pierwszego, skromnego domu, będziemy musieli trochę się napracować. Rozwijanie własnej osady wymaga nie tylko grindu, ale też starannego wyboru lokacji, gdzie będzie dość potrzebnych surowców. W działaniach przeszkadzają nam bandyci albo łowcy niewolników; uprawianie roślin oznacza, że będą pojawiać się na naszych polach nieproszone zwierzęta. Mimo szczerych chęci nie dotarłam do momentu, w którym mogłabym poszczycić się własnym miastem i armią zdolną odpierać ataki nieproszonych gości, ale się da - przy sporej dozie cierpliwości do kopania, uciekania przed niemilcami i wczytywania, kiedy coś pójdzie nie tak. Chociaż nie przepadam za żmudnym ciułaniem i utrudnieniami na każdym kroku w grach, sama nie wiem, kiedy zleciał mi w Kenshi czas.

Powiadają, że co cię nie zabije, to cię wzmocni - bandyci i owszem, regularnie się pojawiali i ograbiali mnie z jedzenia, ale jeśli jedna postać została pokonana, to druga mogła przyjść z pomocą z bandażami i przy okazji zdobyć doświadczenie jako medyk. Pierwsza wylizywała się i stawała się twardsza, więc nawet jeśli została pobita, coś zyskała. Musiałam tylko pamiętać, by nigdy nie wysyłać nikogo w podróż w pojedynkę, bo postaci z niskimi umiejętnościami w walce zawsze dostawały łomot. Zdobywanie doświadczenia bojowego wiąże się z kombinowaniem - czy stosować taktykę uderz i uciekaj, czy podprowadzać grupy bandytów pod miasto i tylko pomagać strażnikom, czy może poszukać manekinów do ćwiczeń i zdobyć na nich chociaż kilka poziomów. Kiedy walczymy, możemy zostać ranni w różne części ciała, co wpływa na zachowanie postaci - np. ranni w nogę będziemy powoli kuśtykać, póki się nie zregeneruje. Trzeba jeszcze pamiętać, że posiadane przedmioty w ekwipunku również mogą wpływać na zdolności bojowe, więc postaci taszczące tony rudy na plecach będą bardziej narażone.

Podczas gry nie mamy punktów doświadczenia do zainwestowania wedle uznania, rozwijamy te umiejętności, z których korzystamy. Postać, która walczy, z czasem poradzi sobie nawet z grupą bandytów, przy czym może stawać się coraz lepsza w sztukach walki, we władaniu mieczem, bronią obuchową lub innym rodzajem oręża; osoba zajmująca się wydobywaniem rudy stanie się silniejsza, a dużo biegająca po mapie - wytrzymalsza i w razie potrzeby umknie przed pogonią; odkrywająca nowe technologie będzie kiedyś dobrym inżynierem, a często lecząca rany towarzyszy - doskonałym medykiem. Pracując nad jakąś statystyką, trzeba też uwzględniać rozmaite modyfikatory od posiadanego wyposażenia.

W grze można mieć pod kontrolą bardzo wiele postaci i podzielić je na mniejsze podgrupy. Każdej postaci trzeba jednak zapewnić jedzenie, wyposażenie, zdecydować się na to, by specjalizowała się w jakiejś dziedzinie albo rozwijać wszystko po trochę. Jeśli mamy dobrego wojownika, możemy zaznaczyć, by prowokował przeciwników i ściągał na siebie ich uwagę, gdy pozostali - mniej doświadczeni - będą pomagać w walce. Innym można wyznaczyć zadanie np. kopania rudy. W zarządzaniu pomaga możliwość włączenia pauzy. Część rzeczy da się zautomatyzować i wyznaczyć posiadanym postaciom zadania.

Mapa świata jest ogromna i składa się z licznych miasteczek, wsi i obozów należących do różnych frakcji. Każda frakcja wyróżnia się czymś - przykładowo The Holy Nation bezpardonowo atakuje przedstawicieli innych ras, kobiety czy ludzi nie podzielających jej religijnych poglądów, nie uznaje technologii i jest bardzo negatywnie nastawiona do mechanicznych szkieletów. Z drugiej strony, chętnie pomaga ludzkim mężczyznom, dzieli się z nimi jedzeniem albo medykamentami. Jest frakcja kanibali, która łapie przedstawicieli innych frakcji (oraz postaci gracza) i zamyka ich w klatkach, by później pobić na śmierć i zjeść. Jest frakcja łowców kanibali, którzy pomagają każdemu rannemu wędrowcowi. Są łowcy niewolników, do których może trafić każdy z naszych najemników. To tylko przykłady rozmaitych ugrupowań, na które można natknąć się w grze. W zależności, co robimy, możemy zyskać ich sympatię albo pogorszyć relacje z nimi, ale nawet w teorii neutralni mogą nas zaatakować.

Pod względem graficznym Kenshi jest bardzo odpychające jak na dzisiejsze czasy, a i nie działa doskonale płynnie. Wolałam nie przesadzać z lepszymi ustawieniami graficznymi, a i zrezygnowałam z cieni, by nie obciążać niepotrzebnie sprzętu. Pierwsze załadowanie się gry trwa wieczność. Najbardziej denerwowało mnie, kiedy wydawałam rozkaz postaciom, by biegły do odległego celu, co rusz doczytywały się lokacje - co było szczególnie widoczne, gdy grałam przy maksymalnej prędkości działania gry, która jest kilkukrotnie szybsza niż normalnie. Przy przełączaniu się między postaciami znajdującymi się w dużej odległości od siebie, oczywiście, też musiałam liczyć się z doczytywaniem. Ci, którzy mają dużo pamięci RAM, mogą jednak przydzielić Kenshi więcej zasobów i trochę ograniczyć niedogodności. Z muzyką też jest dość kiepsko - praktycznie jej nie było - a wypowiedzi postaci można tylko poczytać. Trzeba jednak pamiętać, że to gra niezależna, którą można dostać za niewielkie pieniądze.

Kenshi nie jest adresowane do wszystkich - odnajdą się w nim jednak fani RPG szukający prawdziwych wyzwań i nie obawiający się licznych porażek. Aby wycisnąć z gry wszystko i zacząć sobie jako-tako radzić w świecie, trzeba liczyć się z grindowaniem, żmudnym bieganiem po potrzebne rzeczy, częstym wczytywaniem. Jeśli jesteście jednak gotowi na dość powolny progres i przymkniecie oko na nieco archaiczne rozwiązania oraz wygląd gry, to warto sięgnąć po Kenshi - to wyjątkowy RPG z domieszką RTS-a w przystępnej cenie.

Kenshi PC

  • gigantyczny świat
  • dla fanów różnych stylów rozgrywki
  • gra nie rozpieszcza w żaden sposób i nie prowadzi za rękę
  • nie gramy wybrańcem mającym ocalić świat
  • rozmaite, ciekawe frakcje
  • możliwość zmiany tempa rozgrywki
  • dużo pustki w świecie
  • paskudna oprawa audiowizualna
  • archaiczne rozwiązania
  • grind może nużyć
  • ciągłe ataki grup silniejszych przeciwników mogą denerwować
  • dla niektórych brak konkretnego celu do zrealizowania
  • zdecydowanie gra nie dla wszystkich
Tylko dla wytrwałych. 7.5
Nokaut w pierwszej rundzie - recenzja Super Smash Bros. Ultimate
Totalna rozwałka - recenzja gry Just Cause 4
Assassin's Creed Rebellion - recenzja - rebelia w Fallout Shelter
SEGA Heroes - strzał w głowę nostalgii - recenzja
najnowsze