Bez prądu - film

Creed II, czyli historia taka jak wszystkie, za to jaka piękna!

Kamil Ostrowski, 30 listopada 2018 21:00 0

Takie filmy jak Creed II można oglądać bez końca. Przyjemny, podnoszący na duchu, motywujący, świetnie zrobiony. Trochę wtórny i co z tego?

Pierwszy Creed spodobał mi się zupełnie niespodziewanie. Zdążyłem już zapomnieć o tym, że seria Rocky w ogóle istniała. Od czasu do czasu starsze części pojawiały się w telewizji, nawet niesławny w pewnym momencie Rocky Balboa po parunastu latach wszedł do uznawanego „kanonu”. Nie spodziewałbym się natomiast, że ktoś postanowi serię wskrzesić i to w dodatku w postaci spin-offa. Szczerze wątpiłem w powodzenie tego projektu. Kiedy natomiast Creed: Narodziny Legendy weszło do kin to… panie i panowie, czapki z głów. Byłem jak zahipnotyzowany. Creed II nie dorównuje części pierwszej, nie zaskakuje praktycznie niczym, ale ogląda się go niemalże równie przyjemnie.

Po niełatwym otwarciu swojej kariery pięściarza Adonis Creed, utalentowany czarnoskóry pięściarz, a zarazem syn Apollo Creeda, rywala i przyjaciela Rocky’ego (którego tutaj również zobaczymy, Stallone wydaje się chętnie występować w roli starego wygi) radzi sobie świetnie. Na początku Creed II główny bohater wreszcie zdobywa upragniony tytuł mistrza wagi ciężkiej. Tuż po zakończeniu pojedynku pojawia się jednak nowe wyzwanie. Victor Drago, trenowany przez swojego ojca Ivana Drago, wyzywa Adonisa na pojedynek. Ci z Was którzy znają serię Rocky wiedzą co to oznacza, resztę uświadomię – ten sam Ivan Drago lata wcześniej zabił na ringu Apolla, ojca protagonisty w serii Creed. Chcąc nie chcąc, ten musi podjąć wyzwanie i stanąć oko w oko z chodzącą maszyną do zabijania, wychowaną w nienawiści i chęci zniszczenia.

Co ciekawe Creed II to dwie równoległe, co nie znaczy że równoważne, historie o bokserach pchanych do walki dziką namiętnością. Adonis pragnie pomścić ojca, niejako napisać historię na nowo. Drago natomiast ma swoje problemy o których nie będę się tutaj rozpisywał, aby nie psuć Wam zabawy. Napiszę tylko, że wątek Rosjanina jest co najmniej równie ciekawy, a może nawet ciekawszy niż czarnoskórego głównego bohatera. Podczas seansu na swój sposób kibicowałem „tym złym”, bowiem zaprezentowano ich historię z bardzo empatycznego punktu widzenia.

Poza tym dostajemy bardzo klasyczną historię sportową. Jest pasja, walka z samym sobą, cierpienie, katharsis, magia boksu, presja, przemiana i tak dalej. Świetnie spisali się scenarzyści, którym udało się w bardzo wiarygodny sposób przedstawić wszystkie wątki. Z ciekawością śledzimy to co mówi, myśli i czuje Adonis, Drago, ale też Rocky czy Bianca, partnerka głównego bohatera, a nawet jego matka Mary Anne. Nie ma w Creed II słabego dialogu, słabej sceny. Wszystko gra tam gdzie powinno grać.

Najważniejsze jednak jest to, jakie emocje film wzbudza w widzu. Ja po wyjściu z kina miałem ochotę iść prosto na siłownię, albo przynajmniej podciągnąć się na drążku parę razy czy zrobić kilka pompek i nawet by mi nie przeszkadzało, że mam w tym momencie złamaną stopę. Film jest niesamowicie motywujący, podnoszący na duchu, ukazujący blaski i cienie sportu, życia, rodziny i rodzicielstwa na jego wielu etapach.

Nie muszę chyba dodawać, że Creed II jest znakomicie zrealizowany. Każda scena, oświetlenie, kolory, a przede wszystkim ścieżka dźwiękowa, są starannie dobrane, aby opowiedzieć klasyczną sportową historię. Również aktorsko nie ma się do czego przyczepić. Miachael B. Jordan powoli wyrasta na kultową postać naszych czasów, a drętwy Sylvester Stallone widocznie na tyle dobrze czuje się w swojej ikonicznej roli, że nie potrafi niczego zepsuć. Dodałbym jeszcze niezły występ Floriana Munteanu w roli Viktora Drago.

Jeszcze na marginesie przed podsumowaniem - film podobnie jak pierwsza część, trochę żeruje na środowisku Afroamerykanów. Żeruje to złe słowo. On na nich leci. Twórcy starają się wykorzystać te same mechanizmy, które wybiły średnią Czarną Panterę na wyżyny box-office. Tutaj jakiś slang, tutaj żółwik, tutaj o kilka za dużo jołów. Nie ma tego jakoś przesadnie dużo, ale daje się we znaki.

Creed II to bardzo dobra produkcja. Nie wyobrażam sobie widza, który nie zapałałby sympatią do młodego boksera po przejściach i którego nie zainspirowała by jego historia – również ta przedstawiona w drugiej części serii. Co tu dużo gadać, mało kto wyjdzie z kina nie zainspirowany, a o to przecież chodzi w filmach sportowych. Szczerze polecam.

Assassin z Sherwood - recenzja filmu Robin Hood: Początek
Siedem dni z życia dilera, czyli recenzja serialu Ślepnąc od świateł
Wizualny czarny diament - recenzja filmu Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda
Matka jest tylko jedna (z trzech) - recenzja filmu Suspiria
najnowsze