Recenzja - mobile

Assassin's Creed Rebellion - recenzja - rebelia w Fallout Shelter

Katarzyna Dąbkowska, 30 listopada 2018 13:00 0

Asasyńskie opowieści o strategii.

Kilka lat temu niewielka ekipa z Bethesdy została oddelegowana do pobocznego projektu, który dziś znamy jako Fallout Shelter. Produkcja zyskała niesamowicie ogromną popularność i zarobiła dla swoich twórców setki milionów dolarów. Deweloperzy rozpoczęli gorączkowe kopiowanie, ale żadnemu z nich nie udało się uzyskać podobnego wyniku. Choć Assassin's Creed Rebellion bazuje, podobnie jak Fallout Shelter, na słynnej marce i wprowadza kilka nowości, to wiele od mistrza się nie nauczył i sukcesu raczej nie osiągnie.

Najnowszy spin-off serii zabiera nas na wycieczkę po czasach świetności asasynów. Możemy przy tym doświadczyć bardziej filmowych klimatów, niż growych. Widzimy tu ceny rodem z kinowych przygód Aguilara granego przez Michaela Fassbendera. Nie tyczy się to jednak postaci z gier - te po prostu nagle pojawiają się, by pomóc naszemu bohaterowi. Fabuła skupia się wokół Torquemady i wojsk Inkwizycji, z którymi musimy stanąć do walki. Nie spodziewajcie się jednak wartkiej akcji, okraszonej rozlewającą się po całym ekranie juchą. Fabuła w sumie schodzi tu gdzieś na drugi plan, bo najważniejsze są... pokoje.

Assassin's Creed Rebellion można podzielić w sumie na dwie części. Pierwsza z nich opiera się, podobnie jak Fallout Shelter, na pokojach, w których znajdziemy różne ulepszenia dla naszych postaci czy inne dodatki rozbudowujące rozgrywkę. Drugą częścią, która de facto również bazuje na serii pokoi, jest część bitewna. I tutaj zaczyna się tak naprawdę prawdziwa zabawa.

Gra zabiera nas w nieco inną podróż niż asasyńskie opowieści, jakie znamy z pełnoprawnych, pecetowych i konsolowych odsłon. Podczas rozgrywki eliminujemy kolejnych przeciwników, by dotrzeć do celu, jednak robimy to zgoła inaczej – nie walimy po wirtualnych klawiszach, a ruszamy głową. Każda z naszych trzech postaci ma osobny zestaw zdolności, które przydają się albo w walce, albo w otwieraniu zamków, albo w leczeniu czy przeskakiwaniu z krawędzi do krawędzi. Cała misja zbudowana jest na obrazie pokoi. Pokój daje nam kilka możliwości przejścia – możemy ominąć przeciwnika cichaczem albo bezpośrednio go zaatakować. Możemy użyć sztuczki, by odwrócić uwagę strażnika, a nawet zaskoczyć go ukrytym ostrzem. Możliwości jest kilka, a naszym zadaniem jest dobranie najlepszej postaci do sytuacji w jakiej się znajdziemy.

Jeśli brzmi to dla was zawile, muszę was zasmucić – to wcale trudne nie jest. We wszystkim pomagają nam ikony z procentami, które informują, jaką mamy szansę na powodzenie danej akcji. Nie trzeba tu zbyt mocno kombinować, wysilać się czy badać możliwości, jak w XCOM-ie czy innych grach strategicznych. Jeśli nam się nie udaje – ulepszamy nasze postacie, wchodzimy jeszcze raz i tym razem będzie już zdecydowanie prościej. Magia strategii niknie gdzieś pod przykrywką zachęcania nas do kolejnego „przeklikiwania” się przez poziom.

Nie powiem, że początkowo gdzieś z tyłu głowy nie zadzwoniło mi gorączkowe – tak, to jest to, w końcu coś nowego, innowacyjnego, świeżego. Mechanika walki na podstawie pokoi przeradza się jednak w ciągłe, nudne klepanie tego samego. Robimy w zasadzie te same misje, wykonujemy małpią robotę, by odblokować kolejne pokoje w naszej bazie.

Baza bardzo inspiruje się wspomnianym Fallout Shelter. Problem w tym, że brakuje tu tej dynamiki, którą ma produkcja Bethesdy. Niektóre pomieszczenia wnoszą wiele ciekawostek, przykładem może być pokój, w którym możemy wyprodukować broń czy ulepszać naszą postać. Inne są jednak mdłe, nudne, nie wnoszą wiele do rozgrywki i zaburzają żwawość naszych akcji. Nie byłby to zbytni problem, gdyby nie to, że każdy z pokoi odblokowujemy na kolejnych poziomach naszego Bractwa. Innymi słowy – musimy wykonać szereg nudnych misji, by znów móc postawić sobie kolejne pomieszczenie.

Tym samym doszliśmy do najgorszego z elementów. Assassin's Creed Rebellion to gra free2play, tak więc należy spodziewać się mikropłatności. Problem w tym, że aplikacja zewsząd bombarduje nas nowymi ofertami, reklamami i propozycjami wydawania naszych pieniędzy. Z czasem okazuje się, że gra staje się zbyt ciężka do przejścia bez ciągłego powracania do starszych misji czy wydawania kasy. Albo zatem dziergamy kolejny raz jak małpa wykonując te same, nudne czynności, albo płacimy haracz. Nie trzeba też daleko wchodzić w rozgrywkę, żeby się zablokować.

Assassin's Creed: Rebellion jest jednak bardzo miłe dla oka. Postacie przywodzą na myśl popularne Chibi z japońskich produkcji. Wszystko składa się tu w przyjemna całość. Do tego gra działa płynnie i (przynajmniej na moim iPhonie 7) nie sprawia żadnych poważniejszych problemów. Sfera muzyczna nie przypadła mi jednak do gustu. Była chaotyczna i nie łączy się bardzo z tym, co dzieje się na ekranie.

Assassin's Creed Rebellion to kolejny dowód na to, że mobilne gry nie mają bawić, a jedynie służyć twórcom do zbijania kasy na naszych kieszeniach. Szkoda. Ciekawe rozwiązania chowają się pod marazmem, brakiem dynamiki i monotonią. Trzeba w końcu powiedzieć głośno – to, że gra jest ładna nie znaczy, że jest dobra.

Assassins Creed Rebellion

  • nowe, ciekawe rozwiązania
  • ładna oprawa graficzna
  • muzyka
  • nudna rozgrywka
  • monotonna
  • mikropłatności
Kolejny zbijacz kasy podpierający się słynną marką 4.5
Nokaut w pierwszej rundzie - recenzja Super Smash Bros. Ultimate
Totalna rozwałka - recenzja gry Just Cause 4
Co cię nie zabije, to cię wzmocni - recenzja Kenshi
SEGA Heroes - strzał w głowę nostalgii - recenzja
najnowsze