Recenzja - PC

Frustrujące przygody robocika - recenzja gry Tyler: Model 005

Adam Berlik, 25 listopada 2018 12:00 1

Tyler: Model 005 momentami bywa angażującą platformówką. Znacznie częściej widać jednak, że autorom ewidentnie zabrakło doświadczenia.

Z krótkiego wprowadzenia dowiadujemy się, że akcja gry Tyler: Model 005 rozpoczyna się w 1955 roku. Przed trzynastoma laty miała miejsce burza z piorunami, która doprowadziła do aktywacji uśpionego robota, czyli naszego bohatera. Tyler postanawia ruszyć w podróż i dowiedzieć się więcej na temat osoby, która go stworzyła. Jednocześnie nasz robocik chce zbadać tajemnice domu, w którym rozgrywają się poszczególne wydarzenia kampanii fabularnej. Trzeba przyznać, że same założenia scenariusza są dość ciekawe. Szkoda tylko, że później historia nie jest aż tak ważna, jak byśmy sobie tego życzyli, a w wielu przypadkach stanowi jedynie pretekst do rozgrywki.

Tyler: Model 005 jest platformówką ukazaną z perspektywy trzeciej osoby, gdzie teatrem działań gracza są przede wszystkim rozmaite pomieszczenia zapomnianego domu. Odwiedzamy między innymi pokój, kuchnię, łazienkę i biegamy po korytarzach, a w pewnym momencie trafiamy również do piwnicy czy też wychodzimy do ogrodu. Jako że protagonista nie jest człowiekiem, ale miniaturowym robotem, wszystkie elementy otoczenia są odpowiednio większe. Pod tym względem gra przypomina nieco Unravel, tyle tylko że w dziele studia Coldwood Interactive wydanym przez Electronic Arts, mamy do dyspozycji zaledwie dwa wymiary.

Zabawa w Tylerze skupia się na eksplorowaniu lokacji, szukaniu przedmiotów i rozwiązywaniu zagadek środowiskowych. Sporym utrudnieniem jest fakt, że nasz bohater zasilany jest przez baterię. Nie może więc przebywać w ciemności, bo wtedy automatycznie się rozładowuje, co prowadzi do śmierci protagonisty. Musi się więc regularnie ładować, co czyni, przebywając w źródle światła. Dlatego też bardzo często w różnych pomieszczeniach zapalamy lampki i włączamy światło, starając się unikać mroku, jak ognia. Początkowo nie jest to łatwe, ale po kilkudziesięciu minutach zabawy dostrzegamy, że autorzy sporo pracy włożyli w projekty lokacji. W związku z tym źródła światła rozmieszczono w takich miejscach, by gracz ostatecznie nie musiał zbyt często przebywać w ciemnościach.

Skoro już o etapach mowa, to warto dodać, że mowa tu o największej zalecie gry Tyler: Model 005. Lokacje są wielopoziomowe, przez co możemy wdrapać się po półkach, kartonach, szafkach czy wielu innych elementach otoczenia, niemal do sufitu. Niemal, bo mimo wszystko mamy tu trochę ograniczeń, ale i tak gra zakłada, że da się wejść praktycznie wszędzie. Takie podejście sprawia, że gracz czuje się mocno zaangażowany w eksplorację. Nie bez znaczenia jest fakt, że w trakcie zwiedzania pomieszczeń nie tylko szukamy źródeł światła, ale także zbieramy przedmioty umożliwiające rozwijanie statystyk naszego bohatera oraz modyfikowanie wyglądu Tylera w specjalnie wyznaczonych terminalach. System rozwoju nie jest skomplikowany, ale miło, że po czasie Tyler staje się szybszy w trakcie wspinaczki, jego bateria wystarcza na dłużej, a protagonista zyskuje dostęp do nowych ataków.

Właśnie, walka. Starcia z przeciwnikami w Tyler: Model 005 to niestety przykry obowiązek. Po pierwsze dlatego, że nasz bohater jest robotem, więc zachowuje się dość ociężale, w efekcie czego pojedynki tracą na dynamice. Po drugie, bardzo szybko orientujemy się, że zróżnicowanie wrogów praktycznie nie istnieje, bo niemal cały czas siekamy jakieś muchy czy robaki. Nie jest to szczególnie zajmujące, a przy tak nieciekawym systemie walki wręcz irytujące. A walczyć trzeba, bo za pokonywanie niemilców otrzymujemy punkty doświadczenia, by awansować na kolejne levele. Na początku machamy jedynie pięściami, ale z czasem odblokowujemy dostęp do broni białej, której możliwości z czasem ulepszymy, ale nawet wtedy całość nie będzie satysfakcjonująca.

Kolejną niezaprzeczalną wadą Tylera są fragmenty wymagające skakania po kolejnych obiektach otoczenia. Wspomniałem już, że projekty lokacji zasługują na uznanie, niemniej ciężko się nimi nacieszyć, kiedy frustrujemy się ze względu na nieprecyzyjne sterowanie. Ciężko tutaj stwierdzić, gdzie tak naprawdę możemy wskoczyć, a jeśli uda nam się dostać na jakąś platformę, to przy następnej próbie doskoczenia do szafki, półki czy też jakiegokolwiek innego miejsca musimy liczyć się z tym, że Tyler raczej spadnie na ziemię. Nie wynika to z błędów gracza, ale raczej z tego, że nawet kiedy ustawimy kamerę w odpowiedni sposób, widząc że nasz bohater powinien doskoczyć tam, gdzie mu kazaliśmy, to i tak w ostatniej chwili ląduje on gdzie indziej.

Niekiedy gra wymaga postawienia na sobie kilku kartonów, po których uda nam się wejść na jakiś wyższy poziom. W tym przypadku Tyler: Model 005 również zawodzi, bo jakiekolwiek próby ustawienia jednego przedmiotu na drugim są z góry skazane na porażkę. Jasne, ostatecznie udaje się to zrobić, ale po wielu niepowodzeniach. Kartony są zbyt lekkie, a kamera umiejscowiona nie tak, jak trzeba, w efekcie czego „latają” one po całym ekranie, lądując nie tam, gdzie trzeba lub spadając na ziemię w ostatniej chwili. Brakuje w tym wszystkim jakiegoś dopracowania, precyzji, czegoś co sprawiłoby, że gracz zamiast irytować się czuł radość z tego, że udało mu się doprowadzić Tylera do celu.

Tyler: Model 005 mógłby się podobać, gdyby autorzy nie chcieli frustrować gracza prawie na każdym kroku. Nieprecyzyjne sterowanie „zabija” przyjemność z rozgrywki, co szczególnie doskwiera jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że gra posiada świetnie zaprojektowane lokacje. Zalet można doszukiwać się w ciekawym systemie rozwoju postaci, ale niestety to jeden z niewielu plusów. Minusów jest znacznie więcej i obejmują one zarówno niedopracowane elementy platformowe, jak i system walki, czyli to, co w takiej produkcji jak Tyler: Model 005 powinno działać bez zarzutu.

Tyler: Model 005 PC

  • ciekawie zaprojektowane, wielopoziomowe lokacje zachęcające do eksploracji
  • system rozwoju postaci
  • założenia fabularne
  • kiepski system walki
  • nieprecyzyjne sterowanie podczas sekwencji platformowych i w trakcie umieszczania obiektów otoczenia w wyznaczonych miejscach
  • nieciekawa opowieść
  • mała różnorodność wrogów
Częściej irytuje niż bawi 5.0
Nokaut w pierwszej rundzie - recenzja Super Smash Bros. Ultimate
Totalna rozwałka - recenzja gry Just Cause 4
Co cię nie zabije, to cię wzmocni - recenzja Kenshi
Assassin's Creed Rebellion - recenzja - rebelia w Fallout Shelter
najnowsze