InformacjeRecenzja - PC

Trochę straszno, trochę śmieszno - recenzja gry Tsioque

... Adam Berlik

I trochę krótko, za krótko. Ale ogółem Tsioque na pewno spodoba się fanom gatunku.

Tsioque to druga gra przygodowa rodzimego OhNoo Studio, które w 2015 roku zwróciło na siebie uwagę za sprawą bardzo udanego Tormentum: Dark Sorrow, czyli mrocznego point and clicka z grafiką inspirowaną dziełami Beksińskiego i Gigera. Tym razem autorzy poszli w zupełnie innym kierunku, bo ich najnowsze dzieło może przywołać na myśl Pajama Sam, Day of the Tentacle, Heart of Darkness, Dragon’s Lair czy Indiana Jones and the Fate of Atlantis. Słowem - klasykę. Recenzowany tytuł nie jest w żadnym razie klonem hitów sprzed lat, ale momentami umiejętnie do nich nawiązuje stylem, rozgrywką czy też oprawą wizualną.

Mimo wszystko nie trzeba patrzeć na Tsioque przez pryzmat gier, do których się odwołuje. Jeśli ich nie znamy, to nie zauważymy, kiedy autorzy puszczają oczko w stronę miłośników gatunku, ale i tak będziemy się dobrze bawić. Początkowo może wydawać się, że wątek fabularny jest ledwie zarysowany i stanowi jedynie pretekst do rozwiązywania kolejnych zagadek, ale nic bardziej mylnego. Opowiadana historia idealnie współgra z rozgrywką, tworząc kompletną całość. Jako tytułowa księżniczka staramy się bowiem uciec z zamku opanowanego przez Złego Czarnoksiężnika i podwładnych mu strażników. Kim jest antagonista i co zamierza? Tego nie zdradzę, ale muszę pochwalić OhNoo Studio za scenariusz z drugim dnem. Całości nie da się po prostu odebrać dosłownie, bo mniej więcej w połowie gry zauważymy, że chodzi tu o coś więcej niż rozprawienie się z tajemniczym magiem.

Najważniejsze w przygodówce są oczywiście zagadki. Nawet jeśli historia jest nieciekawa, to możemy przymknąć na to oko, rozwiązując ciekawie zaprojektowane łamigłówki. W Tsioque nie ma takiego problemu, bo opowieść wciąga od początku do samego końca, a i sama rozgrywka nie ma się czego wstydzić. Bardzo podoba mi się to, jak OhNoo Studio bawi się konwencją. Poza typowymi zadaniami, w których musimy najpierw znaleźć przedmioty, a następnie użyć ich we wskazanych miejscach (szkoda, że nie można ze sobą łączyć rzeczy w ekwipunku), gra oferuje innego rodzaju etapy. Musimy na przykład chować się za murami zamku, nie dając się złapać strażnikom czy też wykorzystywać posiadane obiekty w taki sposób, by przechytrzyć wrogów. Zabawy jest przy tym co niemiara i nie mówię tu tylko o samej rozgrywce. Po zrzuceniu żyrandola na strażnika widzimy, jak ten skacze na jednej nodze, trzymając się za stopę. Innym razem obserwujemy sługusa Złego Czarnoksiężnika, który pilnie musi udać się za potrzebą (nikt tak nie przebiera nogami na warcie jak on!), ale szuka kogoś, kto by go na chwilę zastąpił. Trudno nie uśmiechnąć się pod nosem w takich sytuacjach.

Humor jest obecny niemal na każdym kroku, ale mimo niekoniecznie poważnego podejścia do tematu, autorzy Tsioque cały czas starają się nam coś przekazać. To jedna z tych gier, którą warto przejść do końca i nie traktować jej wyłącznie jako zwykłej przygodówki z interfejsem point and click. Szkoda tylko, że dotarcie do napisów końcowych nie jest szczególnie trudnym wyzwaniem, bo nawet jeśli utkniemy gdzieś na dłużej (a zdarza się to, oj zdarza!), to i tak finał opowieści z Tsioque i Złym Czarnoksiężnikiem w rolach głównych poznamy po mniej więcej czterech, może pięciu godzinach rozgrywki.

Wracając jednak do zagadek warto powiedzieć, że niekiedy Tsioque (gra, nie bohaterka) potrafi naprawdę zirytować. Niektóre obiekty interaktywne są naprawdę trudne do zlokalizowania, innym można zablokować się na co najmniej kilkadziesiąt minut, krążąc po kilku dostępnych lokacjach, klikając wszystko na wszystkim. Trochę to wynika z mojej nieuwagi, trochę z faktu, że obszary akcji są zbyt małe i bardzo często musimy precyzyjnie kliknąć w określone miejsce, by nasza bohaterka wykonała daną czynność. Samo to nie jest denerwując, ale Tsioque (bohaterka, nie gra) udaje się w każde miejsce nie tylko dlatego, że chce coś w nim zrobić, ale próbuje nam pokazać, że nie daje sobie rady z wykonaniem powierzonego jej zadania. Na początku siłowanie się z dźwignią, podnoszenie ogromnej halabardy (Tsioque przewraca się, a broń ląduje na jej czole) i wiele innych tego rodzaju czynności owszem, śmieszy, ale kiedy chcemy szybko przedostać się między pomieszczeniami, zaczyna to naprawdę przeszkadzać.

Spotkałem się ostatnio z bardzo ciekawą (i słuszną) opinią, której autor stwierdził, że dobrze jest zobaczyć grę autorstwa ludzi potrafiących stworzyć dobrą grafikę w dobie gier na potęgę wykorzystujących technikę pixel-artu. Mowa była oczywiście o Tsioque, bo twórcy z OhNoo Studio w kwestii oprawy wizualnej wykonali naprawdę tytaniczną pracę. To, jak wygląda ich gra zasługuje na najwyższe pochwały. Dziedziniec zamku, lochy, pracownia Złego Czarnoksiężnika… Wszystko to wygląda naprawdę klimatycznie. Dodając do tego projekt samej Tsioque, zwierząt, z którymi nasza bohaterka zaprzyjaźnia się w toku swojej przygody, a także projekt wyglądu strażników, otrzymujemy niesamowicie wyglądającą produkcję. Nie można również zapominać, że tam, gdzie się tylko dało, wpleciono odpowiednią dawkę humoru. Spróbujcie poprzerzucać kanały przy pomocy różdżki aż traficie na pewnego muzyka.

Tsioque zawodzi tylko w jednym aspekcie - gra jest za krótka. Ledwo się zaczyna, a już się kończy. Do innych, wspomnianych niedociągnięć można się natomiast przyzwyczaić, bo i tak są one niczym w porównaniu do zalet dzieła OhNoo Studio. Grę zapamiętam jednak nie względu na świetną grafikę czy różnorodne, dobrze zaprojektowane łamigłówki, ale za to, że choć pozornie jest zwykłym point and clickiem, stara się coś przekazać. Pozornie niewinna historia o ucieczce księżniczki z zamku staje się ciekawą opowieścią z morałem. Dlatego też w Tsioque warto nie tylko zagrać samemu, ale na przykład ze swoim pociechami. Tak czy owak – polecam każdemu.

PCTSIOQUE

  • ciekawa opowieść z morałem
  • interesujące, różnorodne łamigłówki w klasycznym wydaniu
  • świetna oprawa graficzna
  • krótki czas rozgrywki
  • niekiedy potrafi zirytować

OhNoo Studio ponownie daje radę!

Najnowsze
Lubisz nas?